Czechow w pigułce (Sceny z Mewy)

Alkoholicy, narkomani i świry – oto trzy ludzkie podgatunki, do których tak chętnie przypisujemy naszych drogich artystów. Nie można odmówić im pewnej wzniosłości. Figury zdegenerowanych poetów przypominają nam wszak o światach, do których nie mamy dostępu, o uniesieniach, jakich nie przyniesie stara, dobra czysta. Nie zazdrościmy jednak artystycznym fajtłapom, pijanym nieudacznikom żałośnie próbującym nadać sens swoim jarmarczno-patetycznym wypocinom. Szaleńcy i moczymordy są bowiem pociągający o tyle, o ile pociągająca jest ich sztuka. Nie doczekają się zatem afirmacji zidiociali bohaterowie Mewy.

Maciej Gorczyński wziął na warsztat zaledwie kilka scen dramatu Czechowa. Na scenie stół i para wielkich przegranych. Konstanty (rozbrajający Maciej Sajur) – literat w stanie permanentnego cierpienia, i Nina (świetna Monika Frajczyk) – drugoplanowa aktorka, styrana maratonami gadania do, najczęściej pustych, butelek, zszargana miłością niewartą pukla włosów – próbują scalić dwie katastrofy, którymi się stali. Ich dialog do końca pozostanie jednak rozmową pozorną. Nie bez przyczyny reżyser opatrzył swój spektakl mottem z Szestowa: „Wszyscy bohaterowie Czechowa boją się światła, wszyscy bohaterowie Czechowa pozostają samotni”. Samotność przy wspólnym stole jest niejako podwójnie dojmująca.

W Scenach z Mewy mamy do czynienia z czymś na kształt krajobrazu po bitwie. Nawałnica namiętności, miłości i pasji już dawno przetoczyła się przez sceniczny świat i pozostawiła po sobie jedynie dwoje utrapionych. Przed beznadzieją nie uciekniemy nawet w zagadki fabuły, te bowiem zostały nam odebrane. Gorczyńskiemu udała się rzecz niezwykła – odcina swoich bohaterów od historii, a tym samym uwypukla poczucie klęski rozdzierające ich – i tak rozdarte już – serca. Ani Nina, ani Konstanty nie próbują się ratować. On przebąkuje, co prawda, coś o możliwym powrocie do świata sprzed katastrofy, ale jest to tylko mamrotaniee, więc jednocześnie się kompromituje. Ona z niemal dzikim żarem wspomina urojoną, jak wiemy, miłość i najprawdopodobniej równie zmyśloną sceniczną chwałę. Konstanty zaczyna wariować, Nina chce się napić. Zastygli, zamarli. Minęli się na zawsze.

Kontrastem dla scenicznego minimalizmu okazuje się gra aktorska. Frajczyk i Sajur prowadzą swoje postaci z nieprzystającym do świata przedstawionego rozmachem. Czasem zdają się aż nazbyt przerysowani, ale – co ciekawe – karykatura nie ośmiesza, lecz wzmacnia ich tragizm. Pod stołem czai się bowiem nie happy end, lecz pustka.

Alicja Müller, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr117/2014

Forum Młodej Reżyserii, 21-23 listopada 2014

Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego w Krakowie

Sceny z Mewy

na podstawie Antoniego Czechowa

reżyseria: Maciej Gorczyński

obsada: Monika Frajczyk, Maciej Sajur

Alicja Müller, rocznik 1991, studentka filologii polskiej, z „Teatraliami” związana od 2010 roku. Miłośniczka absurdu i dadaistów.