W czasoprzestrzeni uczuć i sensów (Konstelacje)

W czasoprzestrzeni uczuć i sensów (Konstelacje)

Żyjemy w jednym czasie i jednej przestrzeni, gdzie każde zdarzenie ma miejsce tylko raz. Co jeśli moglibyśmy wybierać między różnymi wariantami tej samej sytuacji, lawirować pomiędzy nimi?

Konstelacje Nicka Payne’a nie są tekstem linearnym, prowadzącym nas od początku do końca opowiadanej historii. Poszczególne sytuacje powtarzają się, czasem trwają dłużej, innym razem urywają się, wywołując niedosyt, brak pewności czy wydarzyły się naprawdę, czy może są tylko wyobrażeniem powstałym w umysłach bohaterów spektaklu.

Ona i on – Marianne i Roland. Ona – utalentowana fizyczka, pracująca na uniwersytecie; on – pszczelarz, mieszkający w jednej z gorszych dzielnic miasta. Pochodzą z różnych światów, z różnych środowisk, które na pozór zupełnie do siebie nie pasują. A jednak spotykają się i zakochują w sobie.

„Wiesz, dlaczego nie można polizać czubków swoich łokci? Bo mają w sobie tajemnicę nieśmiertelności” – rozpoczyna rozmowę Marianne, kiedy poznaje Rolanda podczas grilla u znajomych. To zdanie wydaje się abstrakcyjne, na pierwszy rzut oka nie mające większego sensu, a jednak intryguje. Przez kilka pierwszych minut obserwujemy jak bohaterowie powtarzają chwilę poznania się, dowiadujemy się podstawowych informacji na ich temat. Kolejne sceny ukazują momenty napięć i uczuciowych rozterek, niedopowiedzeń, słodkich lub gorzkich słów, których czasem można żałować.

Agata Biziuk sprawnie prowadzi aktorów przez tekst Payne’a. Agnieszka Findysz i Piotr B. Dąbrowski jako Marianne i Roland są emocjonalni, zaangażowani, nadają sztuce brytyjskiego dramatopisarza żywiołowości, dynamiczności, bardziej akcentują wątki, które zmieniają bieg zdarzeń. Dużą rolę w najnowszej realizacji reżyserki odgrywa też przestrzeń, rozplanowanie miejsc gry, bardzo oszczędne wykorzystanie rekwizytów. Na środku sceny ustawiono duże łóżko, po jego bokach przezroczyste kabiny, w których w poszczególnych sekwencjach umieszczeni zostają bohaterowie. Są one niczym ucieczka przed problemami, odgrodzenie się od świata – wypowiadane w nich kwestie zazwyczaj dotyczą sytuacji trudnych: zdrady, odejścia, choroby.

Życie Rolanda i Marianne nie układa się bowiem jak w romantycznym filmie. Kilkakrotnie widzimy moment, gdy kobieta przyznaje się do zdrady, co powoduje, że on robi to samo. Wydaje się, że to koniec wspaniałej znajomości – czy jednak mamy pewność, że wydarzyła się ona naprawdę? Który z zaproponowanych przez autora wariantów tej samej sceny jest prawdziwy? A może prawda nie istnieje? Po chwili Marianne i Roland spotykają się ponownie – tym razem na kursie tańca. To jeden z zabawniejszych momentów spektaklu. Rozmowa bohaterów została doskonale skompilowana z elementami ruchowymi – zarówno charakterystycznymi dla tańca towarzyskiego (walc), jak i nowoczesnego (ruchowe wariacje, freestyle). Ukłony dla Findysz i Dąbrowskiego za precyzję działania i niesamowitą energię, z jaką odgrywają tę scenę. Ich swoisty pojedynek na gesty kończy się konkluzją, by spróbować jeszcze raz, by dać sobie kolejną szansę.

W każdej znajomości następuje punkt zwrotny. W przypadku bohaterów Konstelacji są to oświadczyny Rolanda. Podobnie jak w przypadku innych zdarzeń, to także powtarza się kilkukrotnie. Najbardziej spektakularne jest jednak pierwsze wyznanie (jest niczym piosenka-manifest): Dąbrowski w bardzo rytmiczny sposób wypowiada tekst o rodzajach pszczół (Roland jako pszczelarz porównuje samotną królową do kobiety, to aluzja do samotnej Marianne, która dzięki niemu mogłaby stać się szczęśliwa), podczas gdy Findysz stojąc tyłem do widzów wykonuje drgania w takt wypowiedzi partnera. Swoim długim wywodem dochodzi on w końcu do sedna, by zapytać zdecydowanie; „Marianne, wyjdziesz za mnie?”. Widzimy opór kobiety, jej strach, nieprzyjęcie do wiadomości zaistniałego faktu, w końcu zgodę. Wydaje się, że to już koniec tej burzliwej historii, że zakończy się ona pomyślnie, za chwilę usłyszymy „i żyli długo i szczęśliwie”. Nic takiego jednak się nie dzieje, w życie bohaterów wkradają się komplikacje i problemy, atmosfera z lekkiej staje się poważna, pojawiają się napięcia.

W spektaklu Biziuk zabawne sceny mieszają się z bardziej stonowanymi. Poszczególne momenty podkreślone zostały dzięki multimedialnym projekcjom (przedstawiającym konstelację gwiazd, ich układ, relacje między sobą) oraz światło. Sceny dotyczące związku Rolanda i Marianne, ich znajomości wydają się zarysowane z większą ostrością, jasne światło sprawia, że postaci stają się wyraziste, a zachodzące między nimi sytuacje mają rzeczywisty charakter. Kalka razy pojawia się między nimi sekwencja, w której Marianne mówi urywanymi zdaniami – o matce, o chorobie, o tym, że mówienie i pisanie sprawia jej problem.

Sylwetki i twarze bohaterów osnute są wtedy smugami światła o różnych kolorach, przez co zdają się odrealnione, jak gdyby bohaterowie przebywali w innej czasoprzestrzeni, a to, co dzieje się między nimi było bardziej intymne i kameralne. Tak osobista sytuacja ma swój dramatyczny finał – w jednej ze scen Marianne mówi Rolandowi, że jest chora na raka. Agata Biziuk rozegrała ten moment prostymi środkami, wywołującymi jednak duże emocje, nawet wzruszenie: aktorzy siedzą naprzeciwko siebie w pewnej odległości i porozumiewają się za pomocą języka migowego. Z offu słychać ich głosy – rozmowę bohaterów spektaklu, na tylnej ścianie wyświetlona zostaje projekcja – bardzo intensywna, ukazująca ludzki mózg (to właśnie ta cześć ciała jest powodem choroby kobiety), momentami wydająca się bardzo śmiałą, agresywna. Kolejne chwile to już walka: Marianne powoli przestaje mówić, jej kwestie wypowiada Roland, widać, że jest słaba, że nadchodzi koniec. Wtedy właśnie bohaterowie powracają do tematów już wypowiedzianych – do czubków łokci, dania sobie kolejnej szansy.

Realizacja Biziuk wydaje się bardzo surowa, wizualnie pozbawiona ciepła czy żywiołowości. Początkowo kojarzyć może się z Wszechświatem – tytuł Konstelacje można interpretować jako układ gwiazd, kosmiczną sieć powiązań. Mają na to wpływ także kostiumy – białe, wykonane z grubego materiału, przypominające nieco stroje szpitalne, laboratoryjne, przywodzące na myśl film Seksmisja (w szczególności kostium Findysz). Tak oszczędna oprawa spektaklu zestawiona została z bardzo emocjonalną i dynamiczną grą aktorów, potrafiących wzbudzić w widzach różnorodne emocje – od śmiechu po wzruszenie. Nie brak tu wysublimowanego dowcipu, zabawnych dialogów, jak również delikatności czy subtelności w podejmowaniu tematów trudnych. Na zakończenie widzimy natomiast projekcję, na którą składa się kilkadziesiąt mniejszych obrazów umieszczonych obok siebie – sytuacje z życia bohaterów. Wcześniej oglądaliśmy różne rozwiązania tej samej okoliczności, prezentowane jednym ciągiem, teraz mamy przed sobą wiele różnych momentów zestawionych w jedną całość – to właśnie konstelacja ludzkich powiązań i zdarzeń. Znów powraca pytanie: co tak naprawdę się wydarzyło? Czy Marianne i Roland rzeczywiście się spotkali? Czy byli razem? A może choroba Marianne była tylko złudzeniem? Zastanawiające, jak można odnieść to do nas samych i decyzji, które podejmujemy. W życiu nie mamy drugiej szansy, by powrócić jeszcze raz do zaistniałego już zdarzenia, które moglibyśmy do woli zmieniać, naprawiać błędy. Życie wydarza się bowiem tylko raz.

Marta Seredyńska, Teatralia Poznań
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 131/2015

Teatr Polski w Poznaniu

Nick Payne

Konstelacje

reżyseria: Agata Biziuk

przekład: Elżbieta Woźniak

scenografia: Marika Wojciechowska

muzyka: Adrian Jakuć Łukaszewicz

choreografia: Evgeniy Korniag

multimedia: Marek Straszak

asystent reżysera: Marta Małgorzata Kwapisz

inspicjent: Magdalena Matusewicz

premiera: 31 stycznia 2015

fot. Monika Lisiecka