Czary-mary znad Bałtyku (Czarownice z Salem)

Czary-mary znad Bałtyku (Czarownice z Salem)

O tym, że, (parafrazując słowa Reja) Polacy nie gęsi i swoje czarownice mają, wiedzą nawet dzieci. Któż nie słyszał legendy o czarownicach z Łysej Góry w województwie świętokrzyskim? Nawet Trójmiasto (a konkretnie Sopot) posiada swoją własną wiedźmę. Rzecz jednak będzie nie o kraju nad Wisłą, a o Stanach Zjednoczonych, gdzie pod koniec XVI wieku działy się rzeczy naprawdę dziwne.

Fabuła spektaklu Czarownice z Salem opiera się na tekście Arthura Millera, który nawiązał do wydarzeń rozgrywających się kilkaset lat temu w amerykańskim miasteczku Salem. Dwie jego mieszkanki – Betty Parris (córka pastora) i jej kuzynka Abigail Williams – zaczęły wówczas cierpieć na konwulsje o nieznanym charakterze. Jako przyczynę swojego stanu podały fakt, że zaczarowała je murzyńska niewolnica Tituba oraz dwie żebraczki, które w wyniku oskarżenia skazano na szubienicę.

Tymczasem mamy XXI wiek i na gdańską scenę wkracza czarownica Tituba, a wraz z nią grupa niepozornych dziewczyn, śpiewających najbardziej znany przebój Cindy Lauper. Atmosfera robi się iście szampańska, bo młode bohaterki biorą sobie do serca przesłanie piosenki Girls just wanna have fun i robią to, co współczesne girls zwykły robić na imprezach – tańczą, piją, i, co tu ukrywać, mają fun. Tituba, niczym prawdziwa frontmenka, przedstawia nam swój niby-zespół (nazwany przez nią, nomen omen, The Witches) i rozgrzewa publiczność Teatru Wybrzeże, zachęcając do wspólnych okrzyków. Jednak zabawa na scenie zaczyna wymykać się spod kontroli i powoli przekształca się w obrzęd magiczny.

Sztuka porusza wiele tematów. Bardzo istotny jest wątek zepsucia moralnego Abigail, która w ramach zemsty zdolna jest do rzucić oskarżenia na mieszkańców Salem i spowodować ich śmierć. Uwagę zwraca również problem fanatyzmu religijnego i dbania tylko o własne interesy pastora Samuela Parrisa oraz, przede wszystkim, ukazanie ówczesnego kulejącego systemu sprawiedliwości.

Niewątpliwie bardzo mocnym punktem Czarownic z Salem jest doborowy zespół aktorski, któremu przewodzą Sylwia Góra-Weber oraz duet Brajner-Baka. Ta pierwsza zapisuje się w pamięci widza dzięki niezwykle charyzmatycznej roli Tituby. Aktorka pojawia się na scenie niczym wokalistka – od numeru do numeru – i wykonuje partie wokalne w co rusz to innym, ale zawsze efektownym kostiumie. Wydaje się, że rzuca tym urok na młode bohaterki, które w jej obecności przestają być sobą. Małgorzata Brajner i Mirosław Baka, jako małżeństwo Proctorów, od samego początku ujmują swoją prawdziwością. Poruszająca jest zwłaszcza ich scena pożegnania – minimalne środki aktorskie dają w niej maksymalny efekt.

Spektakl został stworzony z rozmachem inscenizacyjnym. Aby urozmaicić realizację, użyto w nim wiele środków technicznych, takich jak huśtawka zsuwająca się z sufitu, aktorka zjeżdżająca na linie, by stawić się na przesłuchanie, deszcz, który siąpi przez większą część spektaklu, a tym samym wprowadza mroczny klimat małego miasteczka i wiele, wiele innych.

Ciekawym pomysłem jest również postać muzykanta z wioski, który – obecny z tyłu sceny przez cały czas trwania spektaklu – nie tylko akompaniuje (ciągła obecność muzyki tworzy dla przedstawienia odpowiednie tło), ale i sam tworzy jedną z kreacji aktorskich.

Jednak żeby nie było zbyt kolorowo, łyżka dziegciu też musi się pojawić. Nieco niezrozumiałym posunięciem były sceny zakulisowe przedstawione na oczach widowni. Narracja prowadzona w tym czasie przez Krystynę Łubieńską nie miała zbyt dużo sensu, gdyż umykała uwadze widza, kiedy ten chciał się skupić na tym, co akurat robią aktorzy. Użyte w spektaklu światła stroboskopowe niosły ze sobą ryzyko odebrania przez publiczność jako uciążliwe. Po kilkurazowej dawce tego oświetlenia niektórzy widzowie, zwłaszcza starsi, mogli odczuwać dyskomfort czy ból głowy – podobny efekt mogło wywołać także palenie w koksowniku na scenie.

Takiego spektaklu w Teatrze Wybrzeże nie widziałam od dawna. Jak sięgam pamięcią, nieczęsto zdarzało się, by któraś z lokalnych produkcji zainteresowała mnie i trzymała w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Gdy podczas premiery Czarownic z Salem kurtyna opadła po raz ostatni, powiedziałam na głos „to już?!”, zaskoczona nagłym zakończeniem.

No, już.

Agnieszka Domańska, Teatralia Trójmiasto

Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 57/2013 

VI Festiwal Wybrzeże Sztuki, 22-30 kwietnia 2013, Teatr Wybrzeże Gdańsk-Sopot

Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Czarownice z Salem

Arthur Miller

przekład: Anna Bańkowska

reżyseria: Adam Nalepa

adaptacja: Adam Nalepa, Jakub Roszkowski

dramaturgia: Adam Nalepa, Jakub Roszkowskiscenografia: Maciej Chojnacki

muzyka: Marcin Mirowski

obsada: Magdalena Boć (Ann Putnam), Małgorzata Brajner (Elizabeth Proctor), Monika Chomicka-Szymaniak (Rebeca Nurse), Katarzyna Dałek (Abigail Williams), Sylwia Góra-Weber (Tituba Hoynami-Nalerros), Katarzyna Kaźmierczak (Susanne Walcott), Katarzyna Z. Michalska (Mary Warren), Krystyna Łubieńska (Ruth Putnam), Mirosław Baka (John Proctor), Piotr Domalewski (J.F. Danforth), Krzysztof Matuszewski (Thomas Putnam), Robert Ninkiewicz (Samuel Parris), Cezary Rybiński (John Hale), Maciej Szemiel (Clint Cheevers), Jarosław Tyrański (Giles Corey) oraz Anna Kaszuba (Mercy Lewis, gościnnie), Zofia Nather (Betty Parris, gościnnie), Marcin Mirowski (Muzykant z wioski)

premiera: 24 kwietnia 2013