Czarno na czarnym (The Black Piece)

Czarno na czarnym (The Black Piece)

Teatr, uogólniając oczywiście, lubi czerń. Nic dziwnego – nagłym wyciemnieniem można, niczym rozwiązaniem deus ex machina, zamknąć skomplikowaną sytuację sceniczną, a odpowiednim, permanentnym niedoświetleniem naprawdę, choć brzmi to przewrotnie, wiele wydobyć. Albo ukryć. Reżyserka i choreografka Ann Van den Broek w wykorzystaniu czerni w teatrze poszła jeszcze dalej – ciemność uczyniła materią spektaklu.

The Black Piece to projekt z obszaru teatru tańca. Informacja ta stanowi coś więcej niż czystą wzmiankę służącą zaszufladkowaniu – zupełnie inaczej wyglądałoby przecież przedstawienie teatru dramatycznego praktycznie w całości odegrane po ciemku. Skoncentrujmy się tymczasem na mechanizmach działających w The Black Piece. Jednym z nich jest zaangażowanie widza do bardziej sensorycznego odbioru, bez dominacji zmysłu wzroku. Ciemność sprzyja w końcu wyostrzeniu słuchu. Odbiorca słyszy różnorodne, choć powtarzające się sekwencje dźwiękowe (m.in. śmiech) i na ich podstawie stara się „opowiedzieć” sobie przestrzeń, w której się znajduje. I nie chodzi tu bynajmniej o niespodziankę z fajerwerkami – sala widowiskowa MOS-u nie jest przecież ani miejscem egzotycznym, ani nieznanym, wchodząc na widownię publiczność widzi i może zapamiętać każdy szczegół. Rzecz w tym, by zdać sobie sprawę z funkcjonowania przestrzeni sceny (ruch i jego dźwiękowe konsekwencje), przestrzeni widowni (obecność współodbiorców) i ich wzajemnego oddziaływania na siebie. Podobne obserwacje można oczywiście poczynić na wielu innych spektaklach, nie tylko tych tanecznych, ale bez ciemności, jaką doświadcza się w The Black Piece, ich intensywność niekoniecznie przekładałaby się na percepcję. A tutaj teoria rzeczywiście staje się ciałem.

W sferze działań tancerze prezentują formy taneczno-ruchowe, które można określić jako opresyjne, konwulsyjne i jednoczenie przeciw opresji wymierzone. Nie da się jednak wskazać jednego źródła problemu, bo nie mamy do czynienia ze sztuką z tezą, ale raczej cielesnym poematem pełnym niedopowiedzeń i luk do wypełnienia prywatnymi doświadczeniami. Ciała bardzo dynamicznie się wyginają, powtarzają wspólnie sekwencje lub przeciwnie – tworzą indywidualną opowieść, w której doszukać się można zarówno postaci kata, jak i ofiary. W dynamice, szybkości i radykalności ruchów czają się i strach, i fascynacja. Być może to rodzaj postawy poznawczej wobec współczesnego świata, ale to tylko jedna z propozycji interpretacyjnych, gdyż wszelkie dookreślenia szkodzą temu spektaklowi. Jego siła leży więc nie tyle w konkrecie i zrealizowanych ruchach, gestach, dźwiękach czy obrazach, ale właśnie w potencjalności opowieści ciała. Pod każdym zgięciem się, pochyleniem czy wyskokiem skrywa się całe pole możliwych wykładni tego czy innego działania. Ciało daje wolność, choć warto jednoczenie mieć na uwadze, że jest to wolność ze wszystkimi jej konsekwencjami, także – a może przede wszystkim – tymi związanymi z nadinterpretacją.

Po lekturze powyższych akapitów nie zdziwiłoby mnie pytanie o to, jak w zupełnej ciemności udało się piszącej te słowa zobaczyć cokolwiek. I tu należą się wyjaśnienia – w spektaklu pojawiały się pewne odstępstwa od czerni. Po pierwsze – latarka w dłoni Ann Van den Broek. Reżyserka poruszała się po scenie swobodnie wybierając tancerzy, na których twarze lub sylwetki kierowała strumień światła. Zachowanie osoby oświetlonej z reguły cechowało się pewną ambiwalencją. Z jednej strony światło motywowało ją do jeszcze bardziej dynamicznych i ekspresyjnych ruchów. Z drugiej wprowadzało nerwowość i zachowania właściwe osobie złapanej na gorącym uczynku. Postaci były dodatkowo powiększone i wyświetlane na ekranie nad sceną. Natomiast drugim przełamaniem czerni były momenty zapalania światła. Także na widowni, co przywodziło skojarzenia z gwałtownym włączeniem lampy i nagłym wybudzeniem ze snu. Wrażenie to potęgowała głośna i obezwładniająca swoim rytmem muzyka przygotowana przez Arne Van Dongena. Zupełnie zresztą kontrastowa do głębokiego, ciepłego, może nawet nieco sentymentalnego wokalu Gregory’ego Frateura, tak doskonale wpisującego się w ciemność, nabierającą wówczas lirycznych akcentów.

Na koniec jeszcze jedna, bardziej ogólna uwaga – wielość dopuszczalnych komentarzy i analiz do ruchów tancerzy wcale nie oznacza, że mamy do czynienia ze spontaniczną improwizacją. Często za lekką i niewymuszoną, niemal organiczną w odbiorze sekwencją taneczną stoją długie i żmudne godziny prób.

 

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 173/2016

 

Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego „KRoki”, 13-22 maja 2016, Kraków

Ann Van den Broek – WArd/waRD (Holandia)

The Black Piece

pomysł, reżyseria, choreografia: Ann Van den Broek

kinematografia: Bernie van Velzeng

kamera na żywo: Thorsten Alofs

latarka: Ann Van den Broek

muzyka: Arne Van Dongen

wokal: Gregory Frateur

scenografia: Ann Van den Broek, Bernie van Velzen

kostiumy: Ann Van den Broek, Judith Van Herck

charakteryzacja: Jos Brands

obsada: Louis Combeaud, Wolf Govaerts, Frauke Mariën, Nik Rajšek, Emma Seresia i inni

premiera: 19 września 2014

fot. Maarten vanden Aabeele