Cud nieznany w nieznanej podróży Cię czeka (Przygody Sindbada Żeglarza)

Cud nieznany w nieznanej podróży Cię czeka (Przygody Sindbada Żeglarza)

Człowiek z biegiem lat ma coraz mniej okazji, aby powrócić do krainy dziecięcej wyobraźni. Fantazje dla dorosłych to przede wszystkim filmy science fiction i egzotyczne wyspy z folderów biur podróży. Dla każdego, kto bez względu na wiek chciałby dać się uwieść onirycznym obrazom z Baśni z tysiąca i jednej nocy, Teatr Lalek Pleciuga przygotował Przygody Sindbada Żeglarza. Dzięki zastosowanym rozwiązaniom scenicznym oraz wybraniu trzech rozdziałów z przekładu Bolesława Leśmiana, spektakl „dla dzieci od lat sześciu” przypadnie do gustu także ich rodzicom.

Maski ludożerców przywodzą na myśl stylistykę filmów Jana Švankmajera, a postać Diabła Morskiego odkrywa drugie, można by rzec paranormalne, dno spektaklu. Diabeł ten to nie leśmianowska „ryba z pękatym brzuchem, olbrzymią paszczą i strasznymi oczami”, ale czerwonolicy, antropoidalny huncwot. Takie dosłowne wyobrażenie jednej z głównych postaci raz odbiera, to znów dodaje jej śmieszności. Dzięki temu Diabeł staje się bliższy widzowi, który skłonniejszy jest jemu, niż odętej rybie, dać się omotać. Dla młodszych widzów Przygody Sindbada… to przede wszystkim przekształcająca się na ich oczach scenografia, która co rusz zamienia dom tytułowego bohatera to w statek, to w nieznaną krainę. Widok ten najłatwiej zobrazować pojęciem mikroanimacji, którym na łamach Teatru w wywiadzie z Haliną Waszkiel posługuje się Piotr Olkusz, wspominając o spektaklu Morrison/Śmiercisyn: „Cała scena była przez niego [Paweł Passini] animowana, jakby chodziło o wielką lalkę”.

Dla wszystkich sztuka Aleksandra Maksymiuka jest okazją do śnienia na jawie o zdarzeniach budzących dreszcz u dorosłych, w miejscach, które zarezerwowane zdawały się być dla dzieci. Taka dwoistość przekazu możliwa jest również dzięki postawieniu obok siebie lalki i aktora-człowieka. Kukły umożliwiły wprowadzenie tekstu poetyckiego na scenę, dzięki czemu Sindbad wydaje się stworzony dla teatru lalkowego właśnie. Jednak, czy nie każdy marzy o dalekich podróżach, spotkaniach z bajkowymi postaciami czy oswojeniu najgłębszych lęków? Płynące z Przygód… przesłanie o wierze we własne możliwości i odnalezieniu własnego miejsca w świecie sprawia, że jest to historia, chociaż nieprawdopodobna, to aktualna dla każdego, bez względu na wiek. Ponadto Maksymiuk z tekstu Leśmiana, momentami jednostajnego i rozwlekłego, wybrał fragmenty najbardziej dynamiczne i intrygujące. Scena teatru, spowita na czas spektaklu barwnymi tkaninami, które raz powiewają na wietrze, to znów zdają się płonąć, wciąga w swoje czeluści. W jednej chwili znajdujemy się w zbiorowej fatamorganie, chociaż tylko najmłodsi widzowie gestem palca wskazującego i okrzykiem „Za tobą!” próbują ostrzec Sindbada przed czyhającym nań niebezpieczeństwem.

Jedynym zarzutem wobec samego scenariusza mogą być zbyt częste przeskoki z tajemniczych scenerii zwiedzanych przez żeglarza do jego domu rodzinnego, w którym mieszka uciążliwy wuj Tarabuk. Kilkoro dzieci na widowni sprawiało wrażenie znudzonych, jak gdyby oczekując, że magiczne kontinuum będzie trwało nieskończenie. Oczekiwanie to jest jednak pozytywem, skoro okazuje się, że w Przygodach… ważniejsza niż sam morał jest scenografia pozwalająca te fantazje przeżywać. Wspomniane momenty przeobrażania sceny rękami aktorów dają upust pragnieniom wyruszania w nieznane. Same lalki nie są typowymi marionetkami, pociąganymi za sznurki przez niewidoczne dłonie. Niektóre, na przykład król Miraż i jego córka, przypominają charakterystyczne dla teatru azjatyckiego jawajki, z tym że osadzone są na głowach aktorów, widocznych na scenie. W ten sposób dzieci uczą się, jak skonstruować świat przedstawiony. Opowiadanie baśni ustami drewnianej kukły nadaje sztuce nowy wymiar. Lalka nie tylko gra rozpisaną w scenariuszu rolę, lecz także staje się motorem napędowym wyobraźni widza. Daje mu złudzenie kontroli nad opowiadanymi wydarzeniami, skoro ten zauważa, że to człowiek-animator stwarza możliwości poruszania się lalek. Rozpoznawalni na scenie aktorzy pokazują, że to nie tylko teatrzyk dla dzieci, ale też upersonifikowane przywary dojrzałego człowieka. Mamy próżną królewnę Piruzę, Arminę, którą każdy pragnie zmienić na własną modłę oraz przestrzegającą Sindbada przed niebezpieczeństwami, niczym senny zwiastun, ułudną marę – Sarminę. Lalki pełnią jeszcze jedną ważną funkcję rozpoznania fikcji w fikcji, kiedy to Sindbad, mający twarz Rafała Hajdukiewicza, staje się bliższy naszemu światu.

Konflikt żeglarza i Tabaruka uczy, że każde pokolenie może obrać inną drogę realizowania swych pragnień. Wejście do bajki w prosty, a więc najlepszy sposób, daje odpowiedzi na pytania dnia codziennego. Być może dla dzieci to tylko baśń, dla mnie okazja zrozumienia i przypomnienia sobie, że w dziecięcej naiwności i wrażliwości często nie ma nic złego. Aktorzy operujący lalkami dodają im indywidualności, przez co postaci nabierają barwniejszej, bardziej ludzkiej wymowy. Tekst Leśmiana to już nie tylko dydaktyczna opowieść z morałem, lecz także fantastyczna podróż, w której parabolą staje się cała scena. Nie sama fabuła, a rozpoczęte wątki, nawet i bez zakończenia, byłyby fascynujące jak nietypowy sen. Sen, z którego obrazy pozostają barwne i żywe jeszcze długo po przebudzeniu.

Kinga Cieśluk, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 112/2014

Teatr Lalek Pleciuga

Bolesław Leśmian

Przygody Sindbada Żeglarza

adaptacja, reżyseria i scenografia: Aleksander Maksymiuk

muzyka: Zbigniew Karnecki

obsada: Rafał Hajdukiewicz, Katarzyna Klimek, Mirosław Kucharski, Grażyna Nieciecka-Puchalik, Maciej Sikorski, Krzysztof Tarasiuk, Marta Łągiewka, Przemek Żychowski

premiera: 27 września 2014