Coraz większa ta rola aktora… (konferencja „Aktor-Producent, Wolny zawód?”)

6 i 7 maja odbyła się konferencja o polemicznym charakterze, której temat brzmiał „Aktor-Producent, Wolny zawód?”. Wśród zaproszonych gości mogliśmy zobaczyć m.in. aktorów, takich jak: Agata Kulesza, Bartłomiej Topa, reżyserów – Paul Bargetto, Oxana Smilkova, Magdalena Szwarcbart, właścicielkę agencji L-Gwiazdy – Lucynę Kobierzycką, dramaturga – Michała Walczaka, producenta filmowego w firmie Opus Film – Piotra Dzięcioła oraz rektora PWSFTViT – Mariusza Grzegorzka. Dyskusję prowadzili krytycy – Jacek Wakar oraz Włodzimierz Staniewski.

Kim jest aktor-producent? Jakie wymagania powinien spełnić, by sprawdzić się w tej roli? I czy każdy aktor musi jednocześnie znać się na branży producenta? Na te pytania próbowali odpowiedzieć zaproszeni goście, by rozwiać pewne obawy i wątpliwości, jakie mogą nasuwać się przyszłym absolwentom szkoły aktorskiej.

Włodzimierz Staniewski wyznaczył dwie drogi, które może wybrać aktor po ukończeniu szkoły teatralnej: zdać się na pomoc agenta lub stać się surviving person.. Ta ostatnia możliwość ma wiązać się z działaniem na własną rękę i samodzielnym dążeniem do celu, czyli krótko mówiąc – jest to walka o byt.

Paul Bargetto namawiał, by aktorzy przede wszystkim nie naśladowali amerykańskiego wzorca aktora teatralnego. Ponieważ teatr w USA jest niedochodowy, odtwórcy ról wraz z realizatorami przedstawienia spotykają się na próbach kilka tygodni przed premierą, a po ostatnim wystąpieniu rozjeżdżają się w różnych kierunkach i od tej pory spektakl zostaje zapomniany.

Agata Kulesza, która obecnie współpracuje z agentem mówi, że to, czy będziemy aktorem i producentem jednocześnie, czy po prostu aktorem zależy od naszej indywidualnej konstrukcji. Należy zaufać sobie i nie wartościować ani jednej, ani drugiej opcji. Każdy z nas ma inną drogę, a wielkie osiągnięcia oraz mnóstwo propozycji nie muszą przyjść od razu, nawet lepiej, żeby przyszły później, ponieważ wtedy bardziej docenia się otrzymane role i nabiera się dystansu zarówno do sukcesów, jak i do niepowodzeń. Przede wszystkim jednak nie można spinać się i nadmiernie przejmować porażką. Trzeba dać sobie prawo do błędu, nie bać się go, bo ten zawód wymaga rozluźnienia. Wtedy wyobraźnia najlepiej pracuje.

Bartłomiej Topa opowiadał o tym, jak wyglądało jego życie po ukończeniu szkoły filmowej. Aktor na początku chciał zarobić pieniądze, więc pracował w knajpach, by mieć ciągle kontakt z ludźmi, móc ich obserwować. W pracy aktora ważna jest wiarygodność, więc aby zagranie konkretnej postaci wyglądało naturalnie, trzeba wiedzieć, jak może zachować się osoba z takimi cechami charakteru.

Lucyna Kobierzycka podkreślała, że najważniejsze jest kochać to, co się robi i w wykonywaną pracę wkładać maksimum zaangażowania. Wtedy warsztat będzie coraz lepszy. A dobrego aktora nie sposób prędzej czy później nie zauważyć. Najgorsze, co można zrobić, to zepsuć swoją pierwszą rolę, bo dobrze zagrana postać wyróżni się i zachowa w pamięci.

Reżyser obsady Magdalena Szwarcbart mówiła, że konieczna u aktora jest wiara we własne możliwości. W tym sensie aktor jest zdany sam na siebie. Kto ma w niego uwierzyć, jeśli on sam w siebie nie uwierzy? Dlatego sztuką jest dostać rolę, a nie ją zagrać. Czasami nie najzdolniejsi dostają propozycję zagrania w filmie, tylko ci najbardziej zdeterminowani.

Mariusz Grzegorzek oczekuje od przyszłych absolwentów szkół teatralnych, by mieli odwagę zaryzykować i zaproponować nowe spojrzenie na film i teatr. Liczy się pomysł, praca włożona w jego dopracowanie i trochę szaleństwa.

Tak więc pierwszą rolą aktora po wyjściu ze szkoły teatralnej jest rola producenta. W końcu życie to teatr. Myślę, że nie ma co dramatyzować, tylko mocno wziąć sobie do serca słowa Agaty Kuleszy: „Zrobicie te dyplomy i ruszycie do fajnej roboty!”.

Natalia Marcinkiewicz,Teatralia Łódź
Internetowy magazyn „Teatralia” numer 100/2014
Natalia Marcinkiewicz (rocznik 1991) – na stałe mieszka w Giżycku, w trakcie studiów w Łodzi. W życiu śmieje się z codzienności i często popada w skrajności. Niestety jeszcze nie odnalazła swojego życiowego powołania. Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Łódzkim i tam zainteresowała się teatrem absurdu. W tym nurcie pisze pracę licencjacką, skupiając się na dramatach Harolda Pintera.