Ciało bez twarzy (Dzoē)

Ciało stało się tekstem, nieomal doskonałym zapisem pewnego „tu i teraz”. Społeczno-kulturową konstrukcją służącą w takim samym stopniu mechanizmom percepcji, co interpretacji. Na nim odbija się historia, pozostawiając wyjątkową opowieść – piętno. Oznacza to – jak chciał Foucault – że jest ono „urabiane” przez władzę i wiedzę, czyli niejako traci autonomię, zmieniając się w byt uległy. Okazuje się narzędziem kształtującym podmiotowość, ale zarazem działającym przeciw niej. Za centrum tożsamości zwykło się uważać twarz. Kolektyw Harakiri Farmers pokazuje istotę pozbawioną tego najbardziej elementarnego symbolu człowieczeństwa.

Dzoē w reżyserii Wojtka Klimczyka to poruszająca opowieść o depersonalizacji, będąca próbą przełożenia języka filozofii na mowę ciała. Dominka Knapik okazuje się personifikacją „nagiego życia”, czyli reprezentacją egzystencji czysto biologicznej (wykluczonej z sieci praw polityczno-społecznych). Artyści próbują zilustrować teorię Agambena z traktatu Homo sacer, w którym włoski myśliciel tworzy portret osoby „zbędnej”, innymi słowy – wykluczonej i potępionej. Wyklęcie może mieć podłoże ideologiczne, polityczne lub społeczne. Zwykle chodzi o szeroko rozumianą „inność” – etniczną, seksualną, ale też moralną. Trudno orzec, w kogo (a może należałoby powiedzieć: „w co”) wciela się tancerka. Wydaje się tworem hybrydycznym, uosobieniem świata marginesu. W tęczowej koszulce i w białym worku na głowie jawi się jako uniwersalny, ucieleśniony obraz udręczenia. Jako że jej ruchom towarzyszą nieomal kakofoniczne dźwięki, będące „uciążliwą” kompozycją realnych odgłosów tańczącego ciała i przygotowanej uprzednio muzyki, na scenie powstaje ciekawa wizualno-akustyczna wariacja na temat teorii Agambena.

„Nagie życie” trzymane jest na łańcuchu, prawo bowiem do życia nie obejmuje niczego poza sferą czysto fizjologiczną. Wolno je bezkarnie unicestwić. Postać kreowana przez Knapik przypomina Józefa K. i Śmiesznego Staruszka. Nie wiadomo, dlaczego musiała zostać ukarana. Artystka przemierza zimną przestrzeń sceny, idzie wąskim, jasno wyróżnionym czarnym pasem, który symbolizuje wspomniany już łańcuch, ale równie dobrze można by na niego spojrzeć jak na drogę śmierci albo pokuty i odkupienia. Pod jej wibrującym ciałem zdają się miotać zdumienia, namiętności, bóle, rozczarowania, nadzieje i protesty. Tancerka konstruuje postać wyraźnie i namacalnie tęskniącą – stąd rozpaczliwe próby połączenia się ze światem spoza marginesu, świadczące o częściowym rozbudzeniu świadomości.

Niestety sam dotyk nie przynosi pocieszenia. Poza tym nikt nie wyciąga do niej rąk. Niemniej wydaje się, że potępiona nie ustaje w boju o godność. W marnych, chwiejnych podrygach, pętając się i pałętając – wszak widzi tylko biel worka – podąża samotną ścieżką wstydu, jednocześnie szukając wyzwolenia z opresyjnych struktur. Pragnie odzyskać możliwość nieskrępowanej ekspresji.

Finał Dzoē nie przynosi czytelnego rozwiązania. Być może dopiero śmierć zmyła z anonimowej bohaterki skazę, a może to system okazał łaskę. Chce się jednak wierzyć w inne, jasne i dobre zakończenie – człowiek jest zdolny do samodzielnego odzyskania głosu i widzialności. Pytanie tylko, na jak długo.

Alicja Müller, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 73/2013

38. Krakowskie Reminiscencje Teatralne (16–20 października 2013)

Dzoē

Harakiri Farmers

reżyseria: Wojciech Klimczyk

kompozycja i dźwięki na żywo: Aleksandra Gryka we współpracy z Marcinem Strzeleckim choreografia i taniec: Dominika Knapik

kostium: echooo.pl

premiera: 23 listopada 2012

fot. Michał Ramus

Alicja Müller – rocznik 1991, studentka filologii polskiej, z „Teatraliami” związana od 2010 roku. Miłośniczka absurdu i dadaistów.