Chór samotnych solistów (Chór sierot)

O tym, co bolesne w okresie dzieciństwa i dojrzewania w naszej kulturze za dużo mówić nie należy. Tymczasem negatywne emocje gromadzą się w ciele. Dniami, nawet miesiącami, aż do wybuchu niekontrolowanej agresji. Właśnie problemu osamotnienia w instytucjonalnie uformowanej wspólnocie sierocińca dotyczy najnowsza produkcja Teatru KTO.

Oczekuję wraz z innymi widzami na rozpoczęcie Chóru sierot w długim, wąskim korytarzu. Z wnętrza zamkniętej sali dobiegają jakieś hałasy. Nagle robi się jeszcze ciaśniej, czuję, że ktoś pcha się niemiłosiernie i niemal przykleja do mojego ramienia. Kątem oka widzę młodego, przygarbionego aktora ze spuszczoną głową i twarzą ukrytą w ramionach. „Uśmiechnij się do pani, na pewno to doceni” – aktorka o wyglądzie bezdusznej urzędniczki strofuje młodzieńca tonem nieznoszącym sprzeciwu. To zdanie zostanie mi w głowie na dłużej. Z jednej strony unaoczniając transakcyjny charakter bycia ułożonym wychowankiem domu dziecka. Z drugiej – to jedyne słowa, jakie padną podczas całego przedstawienia.

I dobrze, że w sferze werbalnej realizatorzy przyjęli tak pokorną postawę, bo łatwo przeholować pretensjonalnością lub moralizatorstwem. Tymczasem w kameralnej przestrzeni przy ulicy Gzymsików temat wychowywania się bez rodziców, w warunkach pozbawiających poczucia prywatności, zostaje zarysowany wyłącznie poprzez ruch, dźwięk i odpowiednio dobrany rytm działań. Na planie fabularnym mamy do czynienia z grupką nastolatków i dwiema kobietami, zapewne pełniącymi funkcje wychowawczyń. Z tym, że cała pedagogika sprowadza się tu do naprawdę brutalnej walki o to, aby nie zostać poniżonym przez resztę społeczności. Witalność, ruchliwość i hałas stają się orężem wychowanków w walce ze stukotem obcasów i władczymi, choć opanowanymi gestami opiekunek – znakami podporządkowania sobie słabszego.

Młodzież to rodzaj ciała zbiorowego – tupaniem razem wyrażają niezadowolenie, klaskaniem jednogłośnie aprobują tę lub inną sytuację. Jednak organizm ten nie jest w pełni zdrowy. Więcej, nawet gnije od wewnątrz, co jakiś czas wyrzucając poza nawias – na bezlitosne wykpienie – któregoś z członków wspólnoty. Wtedy dopiero widać, jak pilnie wyszkolili się nawzajem w technikach dominacji. Sceny zwierzęcej niemal agresji, kiedy sieroty zostają bez dozoru, przywodzą na myśl pełne okrucieństwa obrazy napięć między dziećmi i młodzieżą z książki Władca much Williama Goldinga, ale tropów kulturowych można oczywiście doszukać się więcej, machina przemocy niejedną ma nazwę.

Przy bardzo dobrze prowadzonym rytmie przedstawienia i odpowiednim stopniowaniu intensywności działań scenicznych pojawia się jednak trochę za dużo dźwięków z zewnątrz. Z powodzeniem można przynajmniej w kilku miejscach uciąć strumień III Symfonii Henryka Mikołaja Góreckiego płynącej z głośników i pozwolić, aby wybrzmiała muzyka bardziej organiczna. Czyli wszystkie te dźwięki, które wydaje ciało ludzkie, także w kontakcie z rzeczami. Publiczność widzi przecież pot na czołach aktorów, a to samo mogłaby usłyszeć, choćby w przyśpieszonym oddechu.

Mimo spójności i wielu trafnych decyzji reżyserskich pod koniec przedstawienia może się zrobić niedobrze. Za głośno, zbyt brutalnie. Trudno zresztą, żeby było inaczej, kiedy mamy do czynienia ze spektaklem traktującym o dniu powszednim w sierocińcu. Ale w swojej wzorcowej empatii nie powinniśmy zapomnieć o pewnej pięknej scenie. Tej, kiedy dzieci na powrót stają się niewinne i leżąc ciasno jedno obok drugiego, wlepiają wzrok w poruszającą się łagodnie, kolorową pozytywkę w kształcie karuzeli. Na krótką chwilę świat, ten zły, okrutny, przestaje istnieć. A chór staje się jednym ciałem. Może to zaledwie moment, ale ta kropla szczęścia dopełnia całości symfonii.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 110/2014

Teatr KTO w Krakowie

Chór sierot

reżyseria: Jerzy Zoń

scenariusz: Jerzy Zoń

scenografia: Joanna Jaśko-Sroka

muzyka: Henryk Mikołaj Górecki – III Symfonia

opracowanie muzyczne: Jerzy Zoń

ruch sceniczny: Eryk Makohon

konstrukcje i wykonanie scenografii: Pracownia Ślusarska Robert Calikowski

przygotowanie rytmiczne zespołu: Grzegorz Bauer

asystent reżysera: Monika Kozłowska

obsada: Karolina Bondaronek, Anna Kamykowska, Paulina Lasyk, Martyna Malcharek, Grażyna Srebrny-Rosa, Marta Zoń, Justyna Wójcik, Sławek Bendykowski, Bartek Cieniawa, Paweł Monsiel, Michał Orzyłowski

premiera: 20 września 2014

fot. Monika Kozłowska

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii – UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.