Choćby nie chciał, pięknie mu to wyszło (Czasem coś żywego. Teksty najważniejsze)

Choćby nie chciał, pięknie mu to wyszło (Czasem coś żywego. Teksty najważniejsze)

Recenzowanie książki z tekstami krytyka teatralnego, który recenzuje stan krytyki teatralnej, to – przynajmniej w pierwszym odczuciu – jakaś paranoja w sferze meta. Wystarczy jednak dodać, że krytykiem tym jest Konstanty Puzyna, człowiek, który nie wspominając słowem o teatrze, potrafił go najcelniej i najrzetelniej  opisać. I tym sposobem z poziomu meta zupełnie płynnie przenieść czytelnika do tu i teraz.

Chwała Agorze za to, że właśnie leży przede mną blisko czterystustronnicowy, estetycznie i przystępnie wydany zbiór szkiców, felietonów i esejów teatralnych. Konstanty Puzyna, Czasem coś żywego. Teksty najważniejsze. Twarda okładka sugeruje, że mamy do czynienia z klasykiem (ciekawe, co na to zadziorny Puzyna?). Żółte tło obwiedzione czarną ramką, czarna, surowa czcionka. Kładę obok „moich Puzynów” – Burzliwą pogodę i Półmrok – czyli dwa inne zbiory jego pism wydane przez PIW, nieco już wymęczone, zakupion epo okazyjnej cenie w antykwariacie. Między tymi trzema egzemplarzami widać pewne podobieństwo. Może i zmieniły się czasy, ale wydaje się, że Puzyna w ogóle się nie zestarzał. Mam tylko nadzieję, że i zbiór wydany przez Agorę doświadczy tylu zachłannych rąk (i oczu!) co PIW-owskie tomiki.

Książkę otwiera wprowadzenie autorstwa Joanny Krakowskiej Puzyna, czyli coś więcej, następnie zamieszczono przedruki trzydziestu ośmiu tekstów Puzyny, całość zamyka natomiast bardzo pomocny indeks osób. Każdemu z felietonów można by poświęcić wiele stron na ich dogłębną analizę, na co w mojej recenzji nie ma miejsca, ani sprzyjających warunków, jeśli nie chcę stracić oglądu całości. A nie chcę. ie wypada jednak wykręcić się formułką niemożliwości opisu, bo to nieprawda. O czym więc pisał Puzyna?

Zacznijmy od tego, że należał on do tego typu ludzi zaangażowanych, którzy to, co robią, robią zawsze więcej niż całym sobą. Jego credo (a zarazem najpopularniejszy cytat z felietonu Przejaśnienie) brzmiało: „Po jaką zresztą cholerę w ogóle pisać o teatrze, jeśli nie po to, by pisać o życiu?”. Zgadzam się tutaj z Joanną Krakowską, która we wprowadzeniu przestrzegała, żeby nie brać tych słów dosłownie. Puzynie nie zależalo na  doszukiwaniu się w spektaklu namiastki jakiejś enigmatycznej prawdy, którą można by przeżywać i tym samym zbliżać się, a może nawet utożsamiać, sztukę z życiem. Zupełnie nie tędy drogą. Krakowska za Puzynynowskie „coś więcej” podstawia politykę, ja bardziej skłaniałabym się ku całemu kontekstowi polityczno-społeczno-kulturalnemu, jaki towarzyszył krytykowi. Bo racjonalny Puzyna-recenzent to jednocześnie emocjonalny Puzyna-publicysta. Pisał o wszystkim, co było ważne i przede wszystkim żywe, czyli wytrącające społeczeństwo z marazmu. Teatry studenckie obok Umarłej klasy Kantora, klasyk Molier obok obrazoburczego Grotowskiego. Tropił nie tylko najciekawszych reżyserów czy aktorów, ale bardzo uważnie obserwował także poczynania muzyków czy scenografów – z jednego rekwizytu, a nawet z udrapowania kurtyny potrafił wyprowadzić bardzo precyzyjną analizę całego spektaklu.

Jako maleńki przedsmak, i może zachętę, chciałabym zwrócić uwagę na esej Bardzo dużo postulatów z 1952 roku, który nie tylko wyprzedza o kilka dobrych lat myślenie o krytyce teatralnej ówczesnych czasów, ale w niektórych punktach wciąż wyprzedza i nas – XXI-wiecznych wojowników słowa o teatrze. Zmieniły się wprawdzie akcenty, problemem współczesnych krytyków nie jest już choćby (tak ganione przez Puzynę) poświęcanie praktycznie całej recenzji na opis dramatu zamiast spektaklu. Problem nie zniknął jednak w związku ze wzrostem kompetencji krytycznych, ale z prostej przyczyny – wystawienie dramatu nieskażonego jakąkolwiek ingerencją należy dziś do rzadkości i bywa wręcz postrzegane jako fikuśny koncept reżysera. Innymi słowy – poprzez sceptycyzm wobec powielania w recenzji informacji o dramacie czy też o autorze Puzyna przestrzega przed o wiele poważniejszym zagrożeniem – popadnięciem w rutynę opisu i wygodnictwem, które za powszechnie dostępnymi informacjami  skrzętnie (lub nie…) skrywa pustkę intelektualną i zwykły brak propozycji interpretacyjnej.

Na koniec chciałabym jeszcze uzupełnić przytoczony wyżej cytat z Przejaśnienia. Puzyna ironizował tam na temat pisania o teatrze w oderwaniu od życia: „Co, ględzić o pięknie? Wystawiać cenzurki, układać teatralne tabele ligowe? Szkoda na to papieru i czasu, póki nie chodzi o nic więcej”. I choć naśmiewał się z pisania przesyconego estetyzmem, a ponad piękno słowa przedkładał niemal zawsze znalezienie odpowiedniego klucza interpretacyjnego, zgrabnie otwierającego dany spektakl, to jednak trzeba przyznać  – z taką klasą i tak… pięknie naprawdę mało kto potrafił pisać.

 

 Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 174/2016

 

Recenzja książki

Konstanty Puzyna, Czasem coś żywego. Teksty najważniejsze

autorka opracowania: Małgorzata Szpakowska
wydawca: Agora SA, Warszawa, październik 2015
liczba stron: 399