Chaos w króliczej norze (Na L…)

Chaos w króliczej norze (Na L…)

Co kryje się w króliczej norze? Co się stanie gdy wpadnie do niej dorosła Alicja? Czy na pewno Alicja? Jak znaleźć wyjście? Jak przekroczyć niezdefiniowaną granicę? Na poszukiwania odpowiedzi na pytania tak trudne, jak to co ma wspólnego kruk i sekretarzyk, zabiorą nas studenci IV roku PWST w Krakowie w spektaklu „Na L…”. Ale czy ich pomoc okaże się przydatna?

„Dziwnego i miłego w swej dziwności wieczoru nam życzę” napisała w katalogu do XXXIII Festiwalu Szkół Teatralnych reżyserka Aleksandra Konieczna. Faktycznie, był dziwny. Był nawet nieco miły w swojej dziwności, ale przede wszystkim odebrałam go jako nudny. Dziwność, osobliwość, ekstrawagancja, surrealizm, niezwykłość nie są niczym nowym w teatrze. Właściwie nigdy nie były, twórcy teatralni od niemalże początku istnienia tej sztuki starali się zaskakiwać widzów. Od kilkudziesięciu już lat jako naczelne narzędzie do wprawiania publiczności w osłupienie obrali sobie teatr postdramatyczny: uciekają od tekstu dramatu jako budulca spektaklu, linearności, fabularności, realności na scenie, bohaterów, którzy „wchodzą i wczuwają się” w odgrywaną postać. Każdą z tych cech znajdziemy w Na L…. Mamy utwór na motywach którego powstał spektakl (Alicja w Krainie Czarów oraz Alicja po drugiej stronie lustra Lewisa Carrolla), mamy dokonaną na nim operację dekonstrukcji, mamy wstawione klisze z kultury współczesnej, całość absolutnie nie odnosi do żadnej znanej nam z realnego świata sytuacji, postaci pojawiające się na scenie swoją rację bytu mają tylko tu i teraz. Można by tak jeszcze długo wymieniać argumenty za tym, że spektakl w reżyserii Koniecznej powinien być dołączany na dvd do książki Hansa-Thiesa Lehmanna pod tytułem „Teatr postdramatyczny”, bo doskonale ilustruje zawarte tam tezy.

Ale o ile w inspiracji określoną stylistyką nie ma nic złego, o tyle podporządkowywanie jej własnego dzieła bez liczenia się z efektem, jest już znacznym mankamentem. W przypadku Na L… polega on na tym, że spektakl zwyczajnie staje się nudny już pod koniec pierwszej godziny. Gdy rozszyfrujemy już kim są wszystkie postaci, odgadniemy wszystkie popkulturowe zagadki i oswoimy się z konwencją zastosowaną w spektaklu, pozostanie nam już tylko ukradkowe spoglądanie na zegarek i udzielające się od Białego Królika myśli: czy nie jesteśmy gdzieś spóźnieni, czy nie powinniśmy czegoś zrobić, o czym zapomnieliśmy? Panujący na scenie surrealizm staje się męczący. Aktorzy wchodzą i wychodzą, mówią swoje sekwencje i znikają, dają popis swoim umiejętnościom – w końcu to spektakl dyplomowy. Świetny jest Bartosz Bielenia jako Król-pantoflarz, Jakub Margosiak tworzy ciekawą wersję Kota z Cheshire, a Anna Jarosik-Trawińska sprawia wrażenie, jakby wyjątkowo dobrze odnajdywała się w roli Czerwonej Królowej. Nieco nijako wypada Monika Frajczyk w roli Alicji. Podobnie jak Alicja z książki Carrolla tylko przez chwilę czuje się zagubiona, nie wie gdzie jest, co się stało. Szybko jednak odnajduje w sobie odwagę do stawienia czoła nowej sytuacji, niemożliwość przypomnienia sobie własnego imienia zdaje się nie przeszkadzać jej w oswajaniu się z nowym światem do którego trafiła. Określenie „Na L…” spektaklem o rozpadzie tożsamości oraz poszukiwaniu czy stwarzaniu jej na nowo, jest mocno eufemistyczne. Problem tożsamości, osobowości, samoświadomości Alicji zdecydowanie nie wysuwa się tutaj na pierwszy plan.

Patrząc zresztą na spektakl całościowo, trudno znaleźć w nim pierwszoplanowy problem, który byłby filarem dla akcji. Jakikolwiek temat, który byłby uzasadnieniem dla takiej, a nie innej adaptacji Alicji w Krainie Czarów i Alicji po drugiej stronie lustra. Próba unowocześnienia klasyki nie jest dla mnie wystarczającym argumentem. Odwołania do metateatralności? Bardziej, ale jeśli przedstawienie miało nawiązywać do autotemtyczności, to robi to w sposób mocno nieudolny. Zbyt wiele jest w nim nieładu, zamętu, chaosu. Najlepszym przykładem tego jest ekran, na którym początkowo możemy oglądać drogę po której jedzie dwójka bohaterów, ale po wypadku projekcja przypomina raczej przypadkowy pokaz slajdów. Jest obraz grzyba atomowego a chwilę po nim abstrakcyjne pływające kształty, płonący samolot i zaraz woda. Czasami obrazy są zbyt dosłowne względem tego, co dzieje się na scenie, czasami mają się do akcji nijak. Można przypuszczać, że jeśli pierwsza scena była ‘point of view’ Alicji, to kolejne są projekcją jej stanu umysłu po wypadku, stąd chaos i zagubienie. To jednak tylko założenie, bo ze strony akcji scenicznej nie dostajemy żadnej sugestii, jakoby było ono słuszne.

Może jednak w tym chaosie jest metoda. Może publiczność zbita z tropu, pozbawiona dostępu do fabuły i akcji scenicznej w dobrze znanym sobie tradycyjnym wydaniu, odcięta od możliwości zrozumienia psychologicznych motywów postępowania bohaterów, poczuje się równie zagubiona jak Alicja podczas wizyty w króliczej norze. Jest to moim zdaniem jedyne wytłumaczenie dla rozgardiaszu panującego na scenie. Ale, jak już wspomniałam, nawet jeśli twórcom przyświecała idea zaskoczenia publiczności i rzucenia jej na głęboką wodę interpretacji, to tylko połowicznie był to dobry pomysł. Jak długo można zmuszać widzów do gry, której zasady są zrozumiałe tylko jej autorom? Najwyraźniej zabrakło tutaj Czerwonej Królowej, która w połowie spektaklu zarządziłaby ścięcie mu głowy, opadnięcie kurtyny i koniec tego prowadzącego donikąd przerzucania się scenami bez treści.

Sandra Kmieciak, Teatralia Łódź
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 139/2015

33 Festiwal Szkół Teatralnych w Łodzi, 5-10 maja 2015

Teatr PWST w Krakowie

Na L…

na motywach Alicji w Krainie Czarów i Alicji po drugiej stronie lustra Lewisa Carrolla
przekład: Anna Popiel
adaptacja tekstu, reżyseria, scenografia i opracowanie muzyczne: Aleksandra Konieczna
kostiumy: Julia Maj
reżyseria światła i projekcje multimedialne: Liubow Gorobiu
obsada: Monika Frajczyk, Anna Jarosik-Trawińska, Magdalena Jaworska, Roksana Lewak, Monika Roszko, Bartosz Bielenia, Krzysztof Chodorowski, Bartłomiej Kwiatkowski, Jakub Margosiak, Maciej Sajur, Dominika Guzek, Agnieszka Kościelniak, Weronika Kowalska, Jan Marczewski, Łukasz Szczepanowski, Marcin Sztendel

premiera: 1 października 2014

fot. materiały organizatorów