Caryca na przystawkę (Caryca Katarzyna)

Zaczęło się, XLIX Kontrapunkt – Przegląd Teatrów Małych Form – ruszył. Poniedziałek 7 kwietnia. W holu Teatru Lalek Pleciuga około godziny 16 zaczyna się kłębić tłum. Są ci którzy od dawna wiedzą, że na wszystkie spektakle wejdą na zupełnym luzie i z całkowitą klasą – posiadacze drogocennych karnetów z miejscami do siedzenia. „A pani tutaj, no niesamowite…” I ci, którzy karnetów nigdy nie mieli i mieć nie będą, ale determinacja w doświadczaniu teatru jest tak silna, że jakimś cudem i tak zobaczą wszystkie spektakle. A to wejściówki – żółte papiery, a to ktoś się zlituje i znajdą się wolne miejsca, gdzieś na podłodze w rogu, byle siedzieć na tyłku i patrzeć. Są media, pracownicy, wolontariusze, ludzie teatru, dyrektorzy, konsumenci kultury, pasjonaci, snoby, profesorowie – słowami Tuwima „wszędzie ostre pogotowie”. I oni wszyscy i ja też, jesteśmy witani kilkoma słowami wstępu, których  właściwie nie słucham. A na pierwszy ogień rzucona zostaje Caryca Katarzyna, która ognia się nie boi.

Spektakl Teatru im. Stefana Żeromskiego z Kielc prezentuje postać tytułowej bohaterki bezkompromisowo i to jest największa zaleta, a zarazem siła tego przedstawienia. Całościowo, jako twór teatralny, spektakl jest dość dobry. Jednak podejrzewam, że czas w pamięci zatarłby go szybko, gdyby nie postać głównej bohaterki. Kreacja Marty Ścisłowicz pozostanie. Wszak to Caryca Katarzyna, która nauczyła się dominować i zagarnęła całą przestrzeń. Reszta stała się tylko tłem, kontekstem, na którym postać głównej bohaterki zakreślona została niesłychanie wyraziście. Ścisłowicz buduje strukturę swojej postaci „od do”. Od delikatnej, naiwnej i nieświadomej po władczą, bezkompromisową, emanującą niesamowitą siłą. Caryca jest świadoma, wszechwładna, nie ugnie się przed nikim. Nie ma przebacz. Siła kobiecości jest jedną z największych potęg na świecie i  budując swoją bohaterkę właśnie taki efekt uzyskała Ścisłowicz. Pisząc o tym spektaklu w zasadzie nie potrafię oderwać się od tej postaci. Migają mi, oczywiście, inni bohaterowie i motywy. Jedne dla mnie nowe, pomysłowe (wykorzystanie straganowych toreb), inne skalkowane (rozrzucane buty), coś tam prześmiesznego (żałosny mężczyzna w sukni) i wyświechtanego (patent z godłem Polski). Jednak to wszystko jest tylko zawiesiną, z której wyłania się i wraca z niesłychaną mocą postać Carycy Katarzyny. Tutaj  nie jest ona tylko i wyłącznie postacią historyczną, raczej staje się chęcią uchwycenia symbolu jaki ta postać ze sobą niesie. Jak na polską scenę teatralną spektakl jest niesłychanie odważny. Nagość staje się kluczowym tematem poprowadzonym konsekwentnie i otwierającym kolejne przestrzenie do dyskusji. Czym jest ciało w kontekście historii, czym jest ciało w kontekście teatru, jak może być wykorzystane.  Staje się ono doskonałym, dosadnym środkiem, który prowadzi do celu, jakim jest zwycięstwo. Wygrana historyczna, wygrana sceniczna. Naprawdę, Ścisłowicz brawurowo i odważnie wykreowała swoją postać, to jest jej wygrana. Obserwując nagie ciało aktora na scenie, zawsze przyglądam się jemu samemu. Czy  jest ze sobą zgodny, czy robi coś wbrew sobie, czy nie. Przy takich aktach, jeżeli wybrzmi ślad zażenowania (a  takie też widziałam na scenie), myślę sobie, że nie warto. Myślę, że sam aktor ma problem z traktowaniem ciała jako narzędzia scenicznego. W tym spektaklu tego nie uświadczymy. Postać w majtkach czy bez, w pewnym momencie staje się zupełnie bez różnicy, skoro jest tak samo mocna. Sama dyskusja dotycząca sceny teatralnej jest tutaj niesłychanie ważna. Padają pytania w stronę publiczności, do czego musiało dojść, aby sprostać oczekiwaniom widza, gdzie aktor musi dotrzeć i do czego się posunąć, żeby jeszcze poruszyć, nasycić odbiorcę. Doskonałym komentarzem do tego jest scena, kiedy aktorka nakłada na siebie, jak akordeon, mini scenę z otworami na piersi i podchodzi do wybranych widzów, nakazując im dotykać swoich . Caryca nie cofa się przed niczym, ma świadomość swojej mocy, władzy, swojego ciała. Jako element scenograficzny mocno wybrzmiewają epokowe kostiumy wiszące martwo na manekinach nad sceną. To pod nimi skrywała się cała natura bohaterów, która w tym spektaklu zostaje prześwietlona i dochodzi do głosu. Pozycja mocna, odważna, kompletna. Początek Kontrapunktu wystrzelił mocną petardą.

Kinga Binkowska, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 97/2014

XLIX Przegląd Teatrów Małych Form KONTRAPUNKT 2014
Teatr im. Stefana Żeromskiego Kielc

Caryca Katarzyna

Jolanta Janiczak
reżyseria: Wiktor Rubin
scenografia: Mirek Kaczmarek
premiera: 13 kwietnia 2013
występują: Joanna Kasperek, Dawid Żłobiński, Marta Ścisłowicz, Beata Pszeniczna, Wojciech Niemczyk, Ewelina Gronowska, Tomasz Nosinski, Andrzej Plata, Dagna Dywicka, Edward Janaszek
fot. Michał Walczak