Cały ten jazz (Svantetic. Dyplom z Komedy)

Cały ten jazz (Svantetic. Dyplom z Komedy)

Svantetic. Dyplom z Komedy jest ładną laurką w stylu vintage dla jazzowego mistrza, małą naukową rozprawą na jego temat, a także próbą odnalezienia ducha skomponowanej przez niego muzyki, która ucichnie dopiero na koniec.

W głębi sceny podest, na nim fortepian, perkusja, kontrabas, saksofon i mikrofon, kilka świateł. Zaraz wpadnie szóstka młodych ludzi, żeby zagrać jazz i obudzić instrumenty do życia. Zagrają koncert – taki jak w filmie Andrzeja Wajdy Niewinni czarodzieje. Autorem muzyki znów będzie Krzysztof Komeda. Przebrani w stroje z lat sześćdziesiątych, w perukach, przybiegną pełni młodzieńczej energii. W otwierającej spektakl piosence usłyszymy urywki rozmów, które toczyły się w filmie, a z przodu zobaczymy dziewczynę tańczącą jak lalka. Kiedy piosenka ucichnie, a mechaniczny taniec i takie same rozmowy ustaną, na ekranie pojawi się projekcja. Młodzi zejdą z podestu, zostawią instrumenty, żeby też móc oglądać.

Widać mężczyznę leżącego na pokładzie żaglówki i leniwie wymachującego nogami. To kadr z Noża w wodzie Romana Polańskiego, do którego muzykę skomponował Komeda. Aktorzy, ustawieni w różnych miejscach i pozycjach, próbują naśladować postać z ekranu. Od tej pory obrazy wyświetlane w głębi dyktują w podobny sposób działania studentów. Filmowe wybory nie będą przypadkowe: akcja toczy się wokół wspomnianych wcześniej Niewinnych czarodziejów (z 1960 roku) – historii spotkania Bazyliego i Pelagii, która wskutek nieszczęśliwego trafu zmuszona jest spędzić noc w mieszkaniu chłopaka oraz Pociągu Jerzego Kawalerowicza (z 1959), opowiadającego o miłosnym trójkącie.

Historii chyba nie trzeba szczegółowo opowiadać: chłopak poznaje dziewczynę, kobieta poznaje mężczyznę i cała machina rusza. Choć w spektaklu Leny Frankiewicz schemat fabularny jest prosty, to nie doświadczymy ponownie wrażeń, których dostarcza filmowy oryginał. Obecność aktorów na scenie przypomina próbę dubbingu niemego filmu, ale z użyciem konceptualnych rekwizytów (np. ta sama konstrukcja na kółkach może być samochodem i barem, a łóżko piętrowe spełnia jednocześnie funkcję pociągu). Czasami mówią postaci z ekranu, a aktorzy milczą. Ci ostatni bywają niemi, ale i tak nieustannie prowadzą grę miłosną, grę z oryginałem filmowym. W tej potyczce nie można jednak rozstrzygać o zwycięstwie.

Trudno odtworzyć filmowe kreacje. Na początku widać nienaturalność, sztuczność, peruki przeszkadzają. Najciekawszy w spektaklu jest proces negocjowania stylu gry i stawania się postaci. To, co widzimy na scenie coraz bardziej różni się od obrazu na ekranie, ale aktorzy są bardziej autentyczni, wiarygodniejsi. Jednocześnie doskonale znana fabuła filmu zaczyna się zacierać. Wtedy zastanawiam się, czy ta historia skończy się zgodnie ze scenariuszem. Punktem zaczepienia okazuje się współczesność. Pelagia i Bazylii (w improwizacji!) pogadają o festiwalu teatralnym, który skończył się wczoraj, o złym tłumaczeniu spektaklu i jeszcze o kilku raczej nieistotnych rzeczach. Cała akcja wypada na chwilę z ram. Przez moment możemy cieszyć się autentyczną rozmową. Ale nie dajmy się zwieść – zaraz pojawi się film, który po raz kolejny przywróci pociąg i całą teatralną machinę na właściwy tor.

Nawet gdy spisze się reguły gry (jak robią to Pelagia i Bazylii), kiedy każdy wie, jaką rolę ma do zagrania i jak skończy się cała historia, to przychodzi taki moment, że młodzi aktorzy mają ochotę zrzucić niewygodną perukę. Chcą zobaczyć, co stanie się po wszystkim, co zaplanowali. Na koniec trzeba rzucić mistrzowi wyzwanie. Przypominają więc historię Marka Hłaski i Komedy. Dla tego drugiego wspólna wyprawa w góry zakończyła się tragiczną śmiercią. W jego muzyce, oprócz zadziornej, młodzieńczej wolności słychać właśnie ten niepewny koniec. A po końcu następuje cisza.

Julia Lizurek, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 121/2015

Teatr Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. L. Solskiego w Krakowie

Svantetic. Dyplom z Komedy

spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Aktorskiego, specjalności wokalno-aktorskiej

scenariusz: Lena Frankiewicz, Kuba Mokrosiński

reżyseria: Lena Frankiewicz

scenografia i kostiumy: Melania Muras

projekcje: Roman Przylipiak

kierownictwo muzyczne: Dawid Sulej Rudnicki

choreografia: Tomasz Wesołowski

konsultacje wokalne: Justyna Motylska

konsultacje: Ewa Kaim

obsada: Pamela Adamik, Katarzyna Osipuk, Beata Śliwińska, Bartosz Buława, Karol Kossakowski, Łukasz Muszyński

zespół muzyczny: Dawid Sulej Rudnicki (piano, trąbka), Grzegorz Bąk (bas), Michał Peiker (perkusja)

premiera: 25 listopada 2014

fot. Marta Walocha

Julia Lizurek, rocznik 1990, studentka wiedzy o teatrze, poszukiwaczka poezji w życiu i w teatrze.