Cała Europa złożyła się na Isabel Archer (Portret damy)

Cała Europa złożyła się na Isabel Archer (Portret damy)

W Portrecie damy Eweliny Marciniak melodramat staje się kanwą do opowieści o dziedzictwie współczesnej Europy. Odkrywając Stary Świat Isabela Archer – kobieta, Amerykanka, Obca – zafascynowana skonwencjonalizowanymi rytuałami dobrowolnie poddaje się mechanizmom, które zakładają na nią kolejne ramy. Europa zbudowana jest na przemocy – to wiadomo od dawna. Jednak Marciniak stawia wyraźną tezę – pierwszą ofiarą przemocy jest zawsze kobieta.

Portret damy to przede wszystkim uczta wizualna – scenografia i reżyseria świateł Katarzyny Borkowskiej to niemal osobne, przepiękne widowisko. Scena wysypana błękitnym piaskiem, kilka stylowych mebli, z tyłu, w mroku sceny – ogromne łoże i gigantyczne białe drzwi. Dymy spowijające scenę, krzyżujące się i opalizujące promienie świateł nadają aury niepokoju, a zarazem uruchamiają w widzu niekłamane uczucie zachwytu. Marciniak razem ze scenografką stworzyła spektakl estetycznie wysublimowany, nieomal na granicy kiczu. Jednak te piękne obrazy, postaci zastygające we wspaniałych pozach (niczym w tableaux vivants) są pułapką, w którą wpadają widzowie niczym główna bohaterka. Isabela Archer (świetna, operująca wszystkimi rejestrami wyrazu aktorskiego Katarzyna Dałek), dziedzicząc ogromny spadek, mogła wyjść za mąż za kogokolwiek. Spośród licznych, bardziej lub mniej majętnych zalotników, zdecydowała się na podupadającego kolekcjonera sztuki, Gilberta Osmonda (arystokratyczny i zblazowany Marek Tynda), który nie mógł „zaofiarować jej podróży na krańce świata, lecz podróż na krańce duszy”. Archer, inteligentna i rezolutna, poślubiając Osmonda poślubia całą Europę – tak dla niej obcą i fascynującą, oferującą dziedzictwo historii sztuki, filozofii, cały dorobek myśli ludzkiej. Marciniak przedstawia to na scenie, a zarazem samym spektaklem daje widowni do zrozumienia, jak niebezpieczna może być kusząca tęsknota za wyrafinowaną estetyką, sztuką „dobrze skrojoną”, w której każdy element niesie ze sobą określone, rozpoznawalne dla widza znaczenie.

Pełne zachwytu spojrzenie Isabeli skontrastowane zostaje z poglądami jej przyjaciółki, Henrietty Stackpole (Katarzyna Z. Michalska), która pisze korespondencje dla amerykańskiego czasopisma. Stackpole dostrzega to, czego Archer nie widzi – notuje kolejne przejawy maniakalnej psychozy w jakiej pogrążani są Europejczycy. Ich lęk przed obcymi, zatrzaśnięcie się we własnych rytuałach doprowadza bohaterkę do histerii. Rytuał parzenia i picia herbaty, wyłożony w przerażająco-groteskowy sposób przez Służącą (Małgorzata Brajner), jest tego doskonałym przykładem. W pewnym momencie, bohaterowie zaczynają rytmicznie stukać filiżankami o spodki niczym bojowe, dzikie plemię. Opresyjność konwencji jest bezwzględna – albo się dostosujesz, albo przegrasz. Chociaż Isabela otrzymuje mnóstwo sygnałów ostrzegawczych, usilnie dąży do jądra tej pięknej grozy Starego Świata.

Podstawowym źródłem przyjemności estetycznej w świecie Portretu damy jest kobieta. Oglądanie zakłada uprzedmiotowienie tego, co oglądane. Wraz z rozwojem spektaklu Marciniak obficie czerpie z ikonicznych dzieł sztuki, demaskując zawarte w nich męskie spojrzenie. Jak w wideo wyświetlanym nad sceną, w którym kadr początkowo ograniczony jest do twarzy Isabeli i Ralpha Touchetta (Michał Jaros). Bohaterowie spokojnie patrzą przed siebie, wiatr lekko rozwiewa im włosy, widać, że są na otwartej przestrzeni. Chwilę później kadr się rozszerza – to żywy obraz Śniadania na trawie Maneta. Podobnie Madame Merle (magnetyczna Sylwia Góra-Weber), żebrząc o miłość Osmonda pozuje się na nagą Olimpię. Kolejne sceny w tym spektaklu dobitnie uświadamiają o pozycji kobiety w Europie – widać to również w kostiumach. Isabela, początkowo ubrana w lekkie i przewiewne suknie, wraz z zadomawianiem się w Europie upodabnia się do pozostałych bohaterek – nakłada ciasne, ograniczające swobodę ruchów suknie ze stelażem, halkami i gorsetem. Opresyjne mechanizmy socjalizacji i edukacji kobiet zamknięte zostają w postaci Pansy Osmond (Roksana Grulkowska). Dzieci występujące w teatrze mają tendencję do gwiazdorzenia i Marciniak jest chyba pierwszą reżyserką, która to twórczo wykorzystała. Pansy, popisująca się przed wszystkimi, jest najcenniejszym eksponatem w kolekcji swojego ojca. Praca Zbigniewa Libery Jak tresuje się dziewczynki wydaje się być niewinnym wideo, w porównaniu do tego, co robi Marciniak. Pansy bez wahania wykonuje wszystkie polecenia swojego papy – tańczy, śpiewa, recytuje. W pewnym momencie tresura zostaje pokazana w sposób najbardziej dosłowny – ojciec każe córce aportować własne pantofle (naturalnie, komendy wydaje po francusku).

Dla najpełniejszego zrozumienia sytuacji kobiety w Portrecie damy kluczowa wydaje się być scena, w której Isabela z przyjaciółmi zwiedza Muzeum Figur Woskowych w Londynie. W pewnym momencie bohaterowie zadają sobie pytanie, czy figura młodej kobiety (Agata Bykowska) jest żywa czy martwa. Po chwili postać/figura zaczyna tańczyć (tutaj warto wspomnieć o świetnej robocie choreograficznej Dominiki Knapik, która nadaje dodatkowe znaczenia kolejnym scenom), a z jej ust sączyć się krew. Kobieta jest eksponatem, żywym trupem przeznaczonym do oglądania. To właśnie robi z Isabelą Osmond.

A jednak Marciniak, razem z dramaturżką Magdą Kupryjanowicz, nie dają oczywistego rozstrzygnięcia. W finale, gdy Isabela w końcu odkrywa mechanizmy rządzące światem, śpiewa razem z wokalistkami Barbarą i Agnieszką Derlak (które razem z Marcinem Nenko grają elektryzującą muzykę na żywo), pieśń-manifest kobiecości. Wokalistki zostały oznaczone w programie jako Jane Bowles, słynna amerykańska pisarka oraz jej marokańska kochanka, Cherifa. Na ich tle wyświetlone zostaje wideo pokazujące drogę w dżungli. Inne postaci komentują: „Razem z Isabelą płonie cała Europa”. Isabela dokonuje zniszczenia? Czy może jest to, zapowiadana przez Madame Merle, degradacja, ostateczny upadek idei postępu i akumulacji dóbr oraz cywilizacji w ogóle? Być może jest to metaforyczny obraz jądra ciemności, do którego dotarła Isabela? A może ironiczna realizacja powrotu do natury? Te niejasne pytania krążą nad Portretem damy w Gdańskim Teatrze Wybrzeże – spektaklem pięknym, przerażającym i bardzo dowcipnym, który wydaje się być naturalnym przedłużeniem i uzupełnieniem Poskromienia złośnicy Warlikowskiego.

Stanisław Godlewski, Teatralia Poznań
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 142/2015

Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Portret damy

na podstawie powieści Henry’ego Jamesa

Tekst i dramaturgia:
Magda Kupryjanowicz

Reżyseria:
Ewelina Marciniak

Scenografia, kostiumy, reżyseria światła:
Katarzyna Borkowska

Choreografia:
Dominika Knapik

Muzyka na żywo:
Chłopcy Kontra Basia – Agnieszka Derlak, Barbara Derlak, Marcin Nenko

Wideo:
Arkadiusz Biedrzycki

Obsada:
Katarzyna Dałek, Katarzyna Z. Michalska, Sylwia Góra Weber, Małgorzata Brajner, Agata Bykowska, Michał Jaros, Krzysztof Matuszewski, Jakub Mróz, Marek Tynda, Roksana Grulkowska (gośc.), Agnieszka Derlak (gośc.), Barbara Derlak (gośc.)

Polska Prapremiera: 17 maja 2015 Duża Scena

Fot. materiały prasowe