Było bombowo (XVIII Międzynarodowy Festiwal Artystów Ulicy Ulicznicy)

Było bombowo (XVIII Międzynarodowy Festiwal Artystów Ulicy Ulicznicy)

Międzynarodowy Festiwal Artystów Ulicy „Ulicznicy” w tym roku odbył się już po raz ósmy i wydaje się, że na stałe wpisał się w repertuar cyklicznych, gliwickich imprez plenerowych. Jak wspominał kiedyś w jednym z wywiadów dyrektor „Uliczników”, Piotr Chlipalski, tworzenie festiwalu rozpoczęło się od skromnego pomysłu, który mógł w ogóle nie zostać zaaprobowany przez urzędników, a skończyło się na propozycji organizacji cyklu imprez trwających aż dwa miesiące. Aktualnie festiwal trwa przez niemal cały lipiec i są to cztery weekendy gwarantujące świetną zabawę.

Weekend I

Wydarzenia pierwszego weekendu „Uliczników” zostały świetnie dobrane na rozpoczęcie festiwalu – pokazały, że jest to impreza różnorodna, na bardzo wysokim poziomie, w trakcie której każdy znajdzie coś dla siebie.

W piątek rozpoczęło się od mocnego uderzenia, ponieważ na gliwickim Rynku wystąpiła grupa perkusyjna L’ombelico del Mondo. Jest to zespół, który stali bywalcy „Uliczników” dobrze znają, ponieważ nie po raz pierwszy uczynił Gliwice najbardziej rytmicznym miastem w regionie. L’ombelico del Mondo to grupa ponad dwudziestu bardzo energicznych osób grających na rozmaitych instrumentach perkusyjnych, którzy sprawiają, że nawet największemu flegmatykowi trudno spokojnie ustać w miejscu.

Sobota to jeden z dni tradycyjnie już poświęconych żonglerce i zabawom z ogniem. Imprezy pod nazwą Juggling Days (kontynuowane także w niedzielę) oraz Fire Punch dedykowane są kuglarzom, żonglerom, cyklistom, akrobatom, osobom ćwiczącym z hula-hoopem – można powiedzieć, że to gratka dla wszystkich artystów, którzy chcą się spotkać w swoim gronie, poćwiczyć, nauczyć czegoś nowego lub po prostu spędzić razem czas. Podczas weekendu w gliwickim Parku Chopina zagościła również trampolina, z której skorzystać mógł każdy chętny. Program sobotniego wieczoru tworzą głównie pokazy fireshow, ale tak naprawdę wystąpić może każdy, kto ma do zaprezentowania coś ciekawego.

W niedzielę „Ulicznicy” przenieśli się do Starej Fabryki Drutu, gdzie Matthias Romir zaprezentował spektakl Life is… Pochodzący z Niemiec artysta to żongler, akrobata, iluzjonista, aktor i parodysta w jednej osobie, a na pewno jest człowiekiem z milionem pomysłów i ogromnym talentem. Podczas niemal półtoragodzinnego występu pokazał dziesiątki sztuczek, sprytnie połączonych z filmikami nagranymi specjalnie na potrzeby spektaklu. Widowisko, złożone z czterech epizodów pokazujących w dowcipny sposób kilka zwykłych dni przeciętnego człowieka, zaskakiwało niemal każdym rozwiązaniem, śmieszyło odczytywanymi z kartki polskimi zwrotami, a do tego angażowało widzów. Life is… wypełniło Fabrykę Drutu po brzegi, a w moim zdaniem było najlepszym spektaklem całego festiwalu.

Weekend II

Podczas kolejnej soboty polski Teatr Formy zaprezentował pantomimiczny spektakl Babel, podczas którego aktorzy ustawiali kolejne poziomy rusztowania – symboliczną wieżę Babel. Jak wskazuje tytuł przedstawienia, nawiązuje ono do biblijnej budowli, choć zdecydowanie nie jest to widowisko ilustrujące znaną historię w skali jeden do jednego. Spektakl opowiada raczej o kontaktach międzyludzkich, o porozumieniu i barierach w komunikacji. Nie da się go jednoznacznie zinterpretować, ponieważ każdy z widzów mógłby pod zobaczone obrazy podstawić inną historię. Zdecydowanie można uznać, że ze wszystkich przedstawień „Uliczników” właśnie ten dawał największe pole do popisu wyobraźni widzów.

W niedzielę w Parku Chopina pojawił się norweski Zirk Mir ze spektaklem Ad Undas. W tym przypadku, zamiast swojej opinii, posłużę się „głosem ludu”. Kiedy po przedstawieniu wychodziłam z parku usłyszałam za swoimi plecami pytanie: „Jak Ci się podobało?”, które autorka kierowała najprawdopodobniej do swojej córki. W odpowiedzi padło niezwykle energetyczne, niemal wykrzyknięte: „Było bombowo!”. Nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się z autorką tej wypowiedzi. Niedzielny spektakl ilustrował to, co dzieje się po zgubieniu kursu przez załogę statku, a trzeba dodać, że jest to bardzo osobliwa załoga z Baletnicą z brodą na czele. Zgodnie z założeniem, w przedstawieniu powinno wystąpić pięciu aktorów, jednak z powodu choroby jednego z nich w Gliwicach pojawiło się tylko czterech, za to robiących zamieszanie za ośmiu. Trudno byłoby wyliczyć wszystkie wydarzenia, które przydarzyły się załodze statku, a wraz z nią widzom nieustannie wciąganym w szereg absurdalnych pomysłów szalonej ekipy.

Weekend III

Wydarzenia kolejnej soboty odbiegały nieco tematem od tego, co mogliśmy oglądać dotychczas, ponieważ w Parku Chopina odbyła się Uliczna Bitwa Fotograficzna Live, organizowana razem z magazynem PokochajFotografie.pl. Ta impreza jest już dobrze znana uczestnikom wcześniejszych edycji festiwalu, ponieważ gości w Gliwicach od 2009 roku, a w sobotę odbyła się jej XI edycja. Jednak w tym roku bitwa została nieco odświeżona dzięki drobnej zmianie zasad. Uczestnicy zabawy poznali temat konkursu dopiero w dniu bitwy, stąd też „Live”, który pojawił się w tegorocznej nazwie. Tematem bijatyki okazał się „Śląsk nieznany”. Chętnych jak zwykle nie brakowało, uczestnicy zjechali z całego regionu, by współzawodniczyć w boju o atrakcyjne nagrody, a oceny ich prac podjął się Maciej Nabrdalik.

W niedzielę znowu wróciliśmy do spektakli ulicznych. Tym razem czeski (bra)Tři v tricku zaprezentował spektakl Plovarna. To jedyne przedstawienie, które odbyło się na trawie, a nie na wybrukowanej części parku, bo i tematyka spektaklu była rekreacyjno-plażowa. W miejscu spokojnego wypoczynku dwóch mężczyzn pojawia się niewiasta, która doprowadza do rywalizacji, współpracy i popisów wyżej wymienionych panów, którzy w jakikolwiek sposób próbują zwrócić na siebie jej uwagę. To nic, że jeden z nich ma większy talent do wykonywania atrakcyjnych sztuczek, w końcu łączy ich jeden cel. Plovarna to kolejne widowisko, które dzięki połączeniu akrobatyki, żonglerki czy chociażby chodzenia po linie sprawiło, że spektakl stał się popisem umiejętności występujących w nim aktorów, co jednak nie odwróciło uwagi od nierzadko pojawiającego się cudownego czeskiego poczucia humoru.

Weekend IV

W sobotę spektakl TANK zaprezentowała Scena C, czyli dyrektor festiwalu Piotr Chlipalski i Jacek Dzwonowski. Przedstawienie opowiada o popołudniu dwóch przyjaciół, którzy postanowili zorganizować grill, jednak przygotowują się do tego jak legendarny duet z czeskiej bajki Sąsiedzi, o czym upewnia nas grający w tle motyw muzyczny towarzyszący zwykle przygodom Pata i Mata. Bohaterowie spektaklu orientują się, że zabrakło im piwa (ten fakt nie dziwi, ponieważ widowisko zostało przygotowane specjalnie dla Browaru Tyskie) i wpadają na równie genialny pomysł jak swoi czescy poprzednicy. Postanawiają z pomocą publiczności wybudować browar. Można powiedzieć, że dopiero w tym momencie zaczyna się właściwy spektakl. Kolejni widzowie dostają zadania takie jak: wytwarzanie prądu, obsługiwanie urządzeń, napełnianie piwem i kapslowanie butelek, ustawianie ich w skrzynkach. W ciągu kilku minut do pracy zaangażowanych zostaje kilkunastu widzów, browar zaczyna działać pełną parą, a złoty napój napełnia butelki. TANK to spektakl-happening, który wciągnął do udziału zdecydowanie największą ilość widzów. Patrząc na ich zaangażowanie, zwłaszcza w tak słusznej sprawie, jaką jest produkcja piwa, wydaje się, że każdy ma czasem ochotę pobawić się jak dziecko i zespołowo spróbować stworzyć coś niezwykłego. A dzięki temu, że z kraniku naprawdę popłynął złocisty płyn, jeszcze po zakończeniu przedstawienia ludzie z widowni podchodzili do niego i nalewali sobie napój wyprodukowany w trakcie spektaklu.

Na pożegnanie festiwalu wystąpił circoPitanga ze spektaklem *CIRCUS*. Duet tworzony przez Szwajcarkę i Izraelczyka zaprezentował przedstawienie opowiadające o upadającym cyrku, w którym pewnego dnia pojawia się tajemnicza kobieta i całkowicie odmienia jego los. To kolejne widowisko, w którym artyści, poza przedstawieniem fabuły, pokazują też swoje umiejętności cyrkowe i akrobatyczne. Ponadto, w spektaklu pojawiły się piękne kostiumy oraz ciekawa scenografia, która bardzo dobrze wkomponowała się w przestrzeń parku i wyraźnie wyznaczyła granice przedstawienia. Spoglądając natomiast w stronę widowni, można się było bez trudu domyślić, że *CIRCUS* to spektakl pożegnalny, ponieważ było to przedstawienie ze zdecydowanie największą frekwencją, na którym prawdopodobnie zjawili się wszyscy ci, którzy żałowali, że festiwal dobiega już końca, a być może także ci, którzy nie mieli okazji pojawić się na wcześniejszych spektaklach.

Tym oto sposobem „Ulicznicy” dobiegli końca, pozostały pozytywne wspomnienia i oczekiwanie na program przyszłorocznej edycji. Podsumowując cały festiwal, trzeba przyznać, że wszyscy zaproszeni artyści, bez względu na rodzaj widowiska, w jakim występowali, pokazali klasę, wszystkie spektakle wymagały od nich ogromnego wysiłku i mnóstwa umiejętności, z czym poradzili sobie znakomicie i choćby z tego powodu zasłużyli na ogromne brawa.

Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 109/2014
Monika Garbarczyk, Teatralia Śląsk

XVIII Międzynarodowy Festiwal Artystów Ulicy „Ulicznicy” w Gliwicach, 4–27 lipca 2014

fot. Monika Garbarczyk

Monika Garbarczyk – rocznik 89. Absolwentka kulturoznawstwa i filologii włoskiej UŚ. Od czterech lat publikuje w „Teatraliach”. Poza teatrem (a także wewnątrz) uwielbia psy i muzykę. Od zawsze mieszka w Gliwicach.