Brzydota bez wyrazu, czyli dlaczego nudzimy się w teatrze (Jakiś i Pupcze)

Najszybciej zapominamy o spektaklach, które są po prostu ładne. Ani nie przerażają nas swoją ohydą, ani nie stanowią intelektualnej zabawy; może momentami bawią, sekundami wzruszają. Jakiś i Pupcze Piotra Szczerskiego to właśnie taki bezpieczny twór teatralny, który kończy się z momentem opuszczenia przez widza sali.

Jakiś i Pupcze Hanocha Levina to dramat opowiadający o problemach najbrzydszej pary na świecie. Smutek przeplata się tutaj z groteską, śmierć przechodzi bez echa, a problemy z potencją wysuwają się na pierwszy plan. Nie istnieje możliwość ucieczki z tego świata, jest tylko wymuszona akceptacja. Po pierwszym spojrzeniu na scenę i na aktorów nasuwają się skojarzenia z teatrem Tadeusza Kantora. Scenografia składająca się z wielkich drewnianych drzwi i lekko pochyłego podestu, aktorzy w ciemnych strojach z wymalowanymi twarzami i parasolkami w dłoniach. Ten sceniczny minimalizm został po brzegi wypełniony grą . Można przebrnąć przez przedstawienie, patrząc na aktorów, można też zasłuchać się w tekście Levina. Ale przy wybraniu którejkolwiek z dróg okaże się, że oglądamy spektakl mdły i bez wyrazu.

Dlaczego nudzimy się w teatrze? Od początku do końca tkwimy w tej samej konwencji, rytm przedstawienia został oparty na otwieraniu i zamykaniu drzwi, a pojawiające się nowe postaci znikają bez echa, tak samo jak znika wspomnienie o Jakiś i Pupcze w godzinę po wyjściu z teatru. Nie ratuje nas brawurowa dziwka Forsedes ani księżniczka Champile Champiliage, swat również nie przychodzi z pomocą. Jednostajny rytm inscenizacji zniechęca do wejścia w świat, który został zaproponowany przez reżysera. Brakuje przypraw, ciekawszych rozwiązań, gry między reżyserem a widownią. Kiedy dostaje się klucz do spektaklu, wszystko staje się przewidywalne. Stereotypowy szwagier, znający się na wszystkim – począwszy od prostytutek po problemy z potencją, matki żarliwie broniące swoich dzieci i ojcowie centusie. I, o ile rys postaci został oczywiście wpisany w tekst Levina, o tyle Szczerski nie zrobił kroku do przodu, aby dodać im coś od siebie, pewną dozę tajemnicy, zaciekawienia albo jeszcze większą dziwaczność. Sama wymowa tekstu , który kryje w sobie przesłanie aż nazbyt aktualne – żyjemy w świecie, w którym brzydota jest jeszcze gorsza niż śmierć, kalectwo to bycie skazanym na porażkę – jakoś niknie razem z emocjami aktorów, ich energią i zaangażowaniem. Trudno jednoznacznie powiedzieć, dlaczego Jakiś i Pupcze nie zadowala widza. To taki rodzaj bezpiecznego teatru, który nigdy nie będzie ani dobry, ani zły. Niby mogłoby się podobać, a jednak wychodzi miałko.

Monika Siara, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 119 /2014

7 Międzynarodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia

Teatr im. Stefana Żeromskiego Kielce

Hanoch Levin

Jakiś i Pupcze

reżyseria: Piotr Szczerski

współpraca reżyserska: Jerzy Sitarz

scenografia: Hanna Szymczak

muzyka: Zygmunt Konieczny

reżyseria światła: Krzysztof Sendke

ruch sceniczny: Małgorzata Ziółkowska

obsada: Dawid Żłobiński, Marcin Brykczyński, Teresa Bielińska, Zuzanna Wierzbińska, Janusz Głogowski, Ewa Józefczyk, Krzysztof Grabowski, Mirosław Bieliński, Joanna Kasperek, Edward Janaszek, Jerzy Sitarz, Dagna Dywicka, Artur Słaboń, Ewelina Gronowska

premiera: 18 stycznia 2014