Brzęk pustych butelek (Pod wulkanem)

Brzęk pustych butelek (Pod wulkanem)

Z oparów alkoholu i fragmentów prozy Malcolma Lowry’ego wynurzają się oderwane od siebie, pojedyncze kształty. Te elementy bardziej sugerują niż dosłownie przedstawiają miejsce akcji – Meksyk, nierealistyczny i bazujący na luźnych asocjacjach kulturowych. W onirycznym świecie toczą się deliryczne rozmowy, które również średnio się kleją i ciągną rozwlekle. Drinki jakoś nie wchodzą, a po wizycie pod wulkanem pozostaje właściwie tylko uczucie zmęczenia i ogromnego teatralnego kaca.

W ostatnich chwilach swojego życia Goffrey Firmin (Wojciech Leonowicz) męczy się straszliwie, a my razem z nim. Bohater podejmuje jakieś półserio zmagania ze sobą, ale brak mu determinacji. Najwięcej woli walki i pomysłowości wykazuje podczas tragikomicznych prób dobrania się do miniaturowej buteleczki alkoholu, łaskawie podrzuconej przez diabolicznego Nieznajomego (Piotr Różański) po drugiej stronie ogrodzenia. Dosłowna, bokserska runda z kochankiem żony z góry skazana jest na porażkę. Towarzyszący jej werbalny sparring blednie w kontraście z fizyczną przemocą. W zasadzie nie wnosi nic nowego i w wykonaniu konsula zamienia się w żałosny bełkot, wyrzucenie na ring kilku cytatów z klasyki, na zasadzie „jestem pijakiem, ale pijakiem kulturalnym, pijakiem literatem”. Co z tego, skoro jedno uderzenie wielkiej pięści Laruelle’a i ostatni, celnie splunięty wiersz powala bohatera na łopatki. Nawet podanie dokładnego adresu bibliograficznego  na nikim nie robi wrażenia, skoro literat padł i już nie powstanie.

Tak naprawdę tę nierówną walkę z rzeczywistością toczą tu wszyscy: miałem kiedyś napisać książkę, miałam mieć farmę, miałem być socjalistą… Wszyscy jednak snują się bez celu, wykonują jakieś niemrawe próby wyrwania się ze swojego dotychczasowego życia, ale i tak kończą z kolejnymi tequilami w rękach. Spektakl podąża za tym smutnym alkoholowym ciągiem, można wręcz powiedzieć, że jego forma aż za bardzo dostosowuje się do treści. Kolejne sceny ciągną się niemiłosiernie, nic się właściwie nie zmienia. Nie wystawia się rachunku za całe to pijaństwo, brakuje pola do interpretacji. Przedstawienie, a razem z nim widzowie, grzęzną w poczuciu dojmującej nudy i beznadziei oraz rozlewającym się bezsensownie czasie. Żyć (i pić) się odechciewa. Można na to spojrzeć jako na celowy zabieg, ale chyba nie warto aż tak długo maltretować publiczność bezforemnymi, statycznymi scenami o praktycznie takiej samej treści, zagranymi na jednym tonie.

Z tej magmy momentami wyłaniają się jednak rozwiązania sceniczne przykuwające uwagę. Zasługują na nią wizualizacje, slajdy ożywiające minimalistyczną scenografię. Przedstawiają meksykański hotel – rezydencję bohaterów i otaczający go kamienny, zrujnowany ogród. Ich delikatne drżenie i dziwna, przytłaczająca skala, w oryginalny sposób budują atmosferę tierra diabolica, egzotycznego kraju oglądanego okiem alkoholika. Wyświetlane na ścianie zdjęcie azteckiego malowidła jest też istotnym elementem zdecydowanie najlepszej, finałowej sceny spektaklu. Goeffrey umierając, staje się elementem półżywej kompozycji, poddany zostaje dosłownie „powolnemu ciemnieniu obrazu”. Bohater i jego demony rozpływają się w półcieniu, dochodzą do momentu, w którym są nieodróżnialni od namalowanych wojowników. Mówi się, że dzieło sztuki jest – w przeciwieństwie do ludzi – nieśmiertelne. Ale jednocześnie potrafi pochłaniać, transformować i wyrywać pierwowzory swoich postaci z historycznego kontekstu. Przyjrzenie się relacjom zachodzącym na linii kreacja artystyczna – życie z wykorzystaniem środków właściwych dla różnych form sztuki: teatru, malarstwa i literatury, zwłaszcza w kontekście tak silnie autobiograficznego charakteru pierwowzoru, wygląda o wiele bardziej interesująco niż kolejna pijacka paplanina czy deliryczne drgawki.

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 92/2013

Teatr Bagatela im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego w Krakowie

Pod wulkanem

na podstawie Malcolma Lowry’ego

adaptacja, reżyseria: Waldemar Śmigasiewicz

tłumaczenie: Krystyna Tarnowska

scenografia: Maciej Preyer

muzyka: Mateusz Śmigasiewicz

asystentka reżysera, inspicjentka, suflerka: Sylwia Domin

obsada: Wojciech Leonowicz (Goeffrey), Urszula Grabowska (Yvonne), Jakub Bohosiewicz (Hugh), Marcel Wiercichowski (Laruelle), Piotr Różański (Nieznajomy), Kosma Szyman (Fernando)

premiera: 6 marca 2014

fot. Piotr Kubic

Aleksandra Spilkowska – ur. 17.08.1992, studentka wiedzy o teatrze, gdańszczanka mieszkająca w Krakowie.