To boli (Kronos)

To boli (Kronos)

Kronos to rodzaj podręcznej pamięci, twardego dysku, mózgowego zwoju przechowującego zalążki wspomnień mogących rozwinąć się jedynie w procesie werbalizacji. W spektaklu Krzysztofa Garbaczewskiego język i opowieść są niemalże narzędziami przemocy, przy pomocy których reżyser stara się dotrzeć do żywej tkanki minionego doświadczenia. Przeprowadzana w początkowej sekwencji przedstawienia operacja na mózgu aktora staje się metaforą wyznaczającą drogę poszukiwań artystów wrocławskiego teatru.

O możliwości inscenizacji intymnego dziennika Witolda Gombrowicza wypowiadano się ze sporą rezerwą. Ukazanie się książki, poprzedzone niecierpliwym wyczekiwaniem i otoczone aurą skandalu właściwie wywołało zawód. Kronos to jakby zapiski na marginesach Dzienników. Zdawkowe informacje, niemalże statystyczne wyliczenia i enigmatyczne wzmianki wydają się mało przystępne w lekturze i praktycznie niemożliwe do inscenizacji. Dla Garbaczewskiego tajne dzieło Gombrowicza stało się impulsem do stworzenia nowych intymnych biografii, pisanych przez aktorów Teatru Polskiego w trakcie prób. Oryginalny tekst pojawia się jedynie w postaci telewizyjnego paska z newsami, na który szybko przestaje się zwracać uwagę. Maurice Halbwachs w swojej pracy poświęconej społecznym ramom pamięci udowadniał, że myślenie o pamięci w kategoriach prywatnych jest błędne. To wspólnota dostarcza nam „ram”, dzięki którym zapamiętujemy konkretne doświadczenia, bodźce i sytuacje, jednak w znacznym stopniu determinują one nie tylko sposób pamiętania, ale i werbalizacji pamięci.

W Kronosie wyraźnie widać jak niezbędne w komunikacji są schematy i ramy, ułatwiające umiejscowienie swoich doświadczeń w pewnym porządku rozpoznawanym przez szersze grono ludzi. Janka Woźnicka nosi ze sobą karton z kasetami wideo, powtarzając cały czas, że to są jej wspomnienia, że to właśnie jest ważne. Przechowywane na taśmach obrazy stają się przedmiotem specyficznej nostalgii dziewczyny, pragnącej dbać o nie jak o najcenniejszą rzecz. Adam Cywka odczytuje z kartki swoje wspomnienia, kierując się charakterystyczną chronologią „najważniejszych momentów z życia”. Matura, egzaminy do szkoły aktorskiej, małżeństwo, rozwód, następne małżeństwo… Trudne momenty traktuje jedynie wzmiankowo, nadając im datę, status faktu ze swojego życia, nie czyniąc jednak nad nimi głębszej refleksji. Marcin Pempuś o swoim „pierwszym razie” opowiada z natarczywym żądaniem „pytaj mnie!”, wymuszając fikcjonalną sytuację rozmowy, która niewiele ma jednak wspólnego z komunikacją. We wszystkich przypadkach ujawnienie swojej prywatności w obliczu widzów łączy się z pewnym bólem i trudnością. Tajny dziennik Gombrowicza został wydany po śmierci przez jego żonę (subtelnie przywołaną w spektaklu postacią Haliny Rasiakówny, regularnie doglądającej piszącej z boku sceny maszyny), aktorzy mogą skryć się za kreacją, widzowie nie są w stanie ocenić czy to, co właśnie oglądają to emocjonalny ekshibicjonizm czy inscenizowane fałszywe wspomnienia.

Reżyser umiejętnie korzysta z tych napięć, wykorzystując nie tylko spisane „kronosy”, ale też buntowniczy gest Adama Szczyszczaja, który odmawia uczestnictwa w „grzebaniu się we wspomnieniach”. Dla niego pamięć można wykasować jak niepotrzebne kontakty w telefonie, a pisanie o życiu łączy się z rezygnacją z niego. Siłą wrocławskiego spektaklu jest właśnie niejednoznaczna postawa wobec wybranej formy realizacji. Z jednej strony zachęcanie twórców do obnażenia, z drugiej wystawienie ich na bezwzględną i natychmiastową ocenę widzów, słuchających cudzych historii z humorem nielicującym z wypowiadanymi treściami. Kronos Wojciecha Ziemiańskiego spisywany jest „na żywo”, jeszcze nie dokończony. Zapisywane wspomnienia to trywialne wydarzenia i kluczowe w jego życiu momenty, wszystko splecione w kierującym się nieodgadnioną logiką strumieniu pamięci.

Żywej materii ludzkich opowieści towarzyszy piękna scenografia Aleksandry Wasilkowskiej. Chłód błękitu podłogi i świateł i użycie połyskliwej folii, z której uformowane są wiszące pionowo, „żyjące”, ruchome zwoje, odrealniają świat przedstawiony na scenie, wpisując go jednocześnie w poetykę snu, wspomnianego zresztą w kronosie Andrzeja Kłaka. Oniryczną atmosferę wprowadza także muzyka Julii Marcell, obecnej na scenie i tworzącej „na żywo” dźwiękowe tło dla działań aktorów. Subtelna, pulsująca muzyka elektroniczna świetnie koresponduje z „biologicznością” scenografii i ludzkich ciał, poddawanych medycznym eksperymentom.

Choć otwierająca spektakl, przeszło półgodzinna sekwencja wideo, wystawia wytrzymałość widza na niemałą próbę, realizacja Garbaczewskiego ma bardzo dobrą dramaturgię i wewnętrzną spójność. Każda z opowieści ogniskuje się wokół innego punktu, narracje nie zawsze przebiegają chronologicznie, nie zawsze nawet mogą być zrozumiałe dla widzów, ale widać w nich potrzebę dotarcia do prawdy i świadomość, że język nigdy nie jest niewinny i zarówno w akcie pisania, jak i wypowiadania swojej historii, konstruujemy ją. Dzięki tej świadomości, prywatne wynurzenia aktorów, które mogłyby zostać przyczynkiem do taniego skandalu, stają się wyrazem potrzeby opanowania przeszłości, uporządkowania jej, przyswojenia samemu sobie. Agnieszka Kwietniewska w swoim monologu mówi o chęci „stanięcia ze sobą twarzą w twarze”. To pobrzmiewająca gombrowiczowska fraza potwierdza jak dobrą strategię podjął reżyser w swojej realizacji. Mierzenie się z Gombrowiczem, to badanie nim siebie i próba stworzenia własnego kronosa.

Zuzanna Berendt, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 119/2014

7 Międzynarodowy Festiwal Boska Komedia

Teatr Polski we Wrocławiu

Witold Gombrowicz

Kronos

adaptacja sceniczna i reżyseria: Krzysztof Garbaczewski

scenografia: Aleksandra Wasilkowska

kostiumy: Svenja Gassen

wideo: Robert Mleczko

reżyseria światła: Bartosz Nalazek

muzyka: Julia Marcell

obsada: Sylwia Boroń, Agnieszka Kwietniewska, Halina Rasiakówna, Ewa Skibińska, Janka Woźnicka, Marta Zięba, Adam Cywka, Andrzej Kłak, Wojciech Ziemiański, Adam Szczyszczaj, Paweł Smagała, Marcin Pempuś

premiera: 15 grudnia 2013

fot. Natalia Kabanow

Zuzanna Berendt, rocznik 1994, studentka wiedzy o teatrze UJ, w wolnych chwilach podróżująca do Gdańska (koniecznie z książką!), skąd pochodzi i, w którym zaczął się dla niej teatr.