Bóg w sprawie beznadziejnej (Boże mój)

Bóg w sprawie beznadziejnej (Boże mój)

Przychodzi Bóg do lekarza, a lekarz to baba, w dodatku blondynka. Sytuacja jak z dowcipu, lecz temat bynajmniej dowcipny nie jest. Zbliża się koniec świata, bo Panu Bogu ręce opadły na ludzką niewdzięczność. Czy tym razem nikt nie ocaleje?

Jeśli człowiek skonstruowany został na podobieństwo Boga, to do kogo Stwórca ma się zwrócić, potrzebując porady u psychologa? Najlepiej do człowieka. Tylko że to niewdzięczne stworzenie już dawno o Bogu zapomniało i wcale rozmawiać z nim nie chce. A Wszechmocny staje się na tyle słaby, by przyjść do człowieka, zyskać jego uwagę, przyjaźń i pomoc. Sytuacja w znaczący sposób nawiązuje do opowieści biblijnej o spotkaniu Jezusa i Samarytanki. Na początku dostrzegamy nieufność oraz spory dystans psycholożki do nowego pacjenta. Potrzeba sporo czasu, by zdobyć jej zaufanie i przekonać do podjęcia próby wyleczenia boskiej depresji w godzinę. Krótko mówiąc, musi wydarzyć się cud.

Co zrobić, by człowiek w końcu zwrócił się do Boga? Jaki kataklizm musi dosięgnąć ludzkość, by wzniosła oczy ku niebu? Potop okazał się skuteczny tylko na chwilę, więc może tym razem susza? Już pierwsza scena Boże mój ukazuje nam Elle – samotną matkę wychowującą chorego umysłowo syna. Kobieta nie może znieść wielu tygodni bez kropli deszczu, zaczyna spoglądać w górę w poszukiwaniu, co prawda jeszcze nie Boga, lecz przynajmniej jednej ciemnej chmurki zwiastującej dobrą, „mokrą” nowinę.

Spektakl pokazuje konflikt dwóch racji: ludzkich – wypowiadanych przez Elle – oraz boskich – werbalizowanych przez Boga uosobionego w pacjencie. Bohaterowie muszą dojść do porozumienia i znaleźć ten moment, od którego relacja Boga z człowiekiem zaczęła się rozluźniać, aby mogło dokonać się przebaczenie i obustronne zrozumienie.

Woda w przedstawieniu ma ogromną wartość nie tylko ze względu na suszę dręczącą bohaterów. Jest ona również symbolem pojednania. Kiedy Bóg przyznaje się przed Elle do słabości – mówi jej, że tęskni za człowiekiem i trudno mu znieść jego ignorancję – prosi psycholog o szklankę wody. Gdy bohaterka, pod wpływem silnych emocji, opada z sił, z pomocą przychodzi Bóg i podaje jej wodę. Jednocześnie paląca susza, za pomocą której zaznacza się zaognienie konfliktu Boga z człowiekiem, stanowi opozycję dla deszczu symbolizującego życie i pojednanie.

Mimo poważnego tematu spektakl urozmaicony został momentami humorystycznymi. Dzięki temu główna myśl zawarta w dramacie nie dociera do nas w formie kazania, lecz w postaci wymownej sugestii, pozostawiając jednocześnie widzom możliwość wyboru.

Natalia Marcinkiewicz, Teatralia Łódź,
Internetowy magazyn „Teatralia” numer 99/2014

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Boże mój
Anat Gov
przekład: Agnieszka Olek
reżyser: Jacek Orłowski
scenografia: Izabela Stronias
reżyseria światła: Szymon Lenkowski
asystent reżysera, inspicjent, sufler: Ewa Wielgosińska
obsada: Bronisław Wrocławski, Milena Lisiecka, Marcin Łuczak
premiera: 29 marca 2014
fot. Sandra Kmieciak