Bóg nie pozwoli umrzeć z głodu pianiście

Bóg nie pozwoli umrzeć z głodu pianiście

Dwa lata po ukazaniu się polskiego wydania Novecenta Alessandra Baricca Krzysztof Prus postanowił zaadaptować powieść i wystawić ją na scenie Teatru im. C.K. Norwida w Jeleniej Górze.

Zapytany, co powodowało jego wyborem, odpowiedział: „Powodem jest Jacek Grondowy, aktor, który ma wszelkie predyspozycje, żeby zagrać główną rolę. Przede wszystkim precyzję w budowaniu roli i rzetelność w docieraniu do scenicznej prawdy. Doświadczenie aktorskie, a także specyfika wykształcenia absolwenta wydziału lalek dopomoże mu w odnalezieniu się w plastycznej formie spektaklu. Wdzięk i obycie konferansjera oraz popularność wyniesiona z rozlicznych produkcji telewizyjnych będą pomocne w stworzeniu postaci, której żywiołem jest występowanie przed publicznością. Od razu kiedy przeczytałem Novecenta, pomyślałem o Jacku, z którym pracowaliśmy już wspólnie cztery razy i wciąż jeszcze mam ochotę na więcej”.

Brakuje jeszcze kilku minut do 19:00, rosnące napięcie, oczekiwanie. Dziwne, to w końcu nie jest premiera, a jednak kiedy otwierają się drzwi sali studyjnej, ciekawi tego, co nas czeka, zajmujemy miejsca. Gaśnie światło. Na środku sceny stoi coś w rodzaju podestu, z prawej strony poniżej podwyższenia leży mężczyzna w pozycji embrionalnej. Biała koszula, kamizelka koloru écru, eleganckie (oczywiście czarne) spodnie i buty – te buty zdradzają showmana. Kiedy snop światła rozszerza się, można już dojrzeć i spróbować nazwać to, co składa się na całość scenografii, ale prawie pusta scena przytłacza wieloznacznością i wielowymiarowością, zaskakuje. Podwyższenie, o którym wspominałem, nie jest jedynie podestem – to estrada z żebrowaniem okrętowym. Na środku znajduje się fortepian, a właściwie coś, co stwarza doskonałą iluzję fortepianu – konstrukcja wykonana z metalowych prętów, pozbawiona strun i klawiatury.

Podobną scenografię, zaprojektowaną również przez Marka Mikulskiego, można było zobaczyć w Wódce z rumem Conora McPhersona (2005) – monodramie, który Krzysztof Prus zaplanował z równą precyzją. Wówczas na scenie można było zobaczyć znakomitego Grzegorza Cinkowskiego. Mikulski i Prus pracują ze sobą od lat. Wspólnie dochodzą do zaskakujących rozwiązań, które przynoszą znakomite efekty. Można powiedzieć, że przestrzeń projektowana przez Marka Mikulskiego domaga się reżyserii Krzysztofa Prusa. Gdyby odwrócić kolejność, twierdzenie byłoby nie mniej prawdziwe.

W tak zorganizowanej przestrzeni odnajdujemy Jacka Grondowego, aktora błyskotliwego, zabawnego, eleganckiego, który znakomicie potrafi wprawić widza w stany tak różne, jak różne są charaktery bohaterów Novecenta. Wśród nich znajdziemy Danny’ego Boodmanna (palacza okrętowego), Maxa Tooneya (muzyka okrętowego) i Jelly’ego Rolla Mortona (wynalazcę jazzu). Jacek Grondowy w czasie ponadgodzinnego spektaklu zmienia maski, charaktery i precyzyjnie wchodzi w rolę, aby w najmniej oczekiwanym momencie z niej wyjść i „wskoczyć” w kolejną.

Sprzyja temu fabuła opowieści snutej przez Maxa Tooneya. To historia chłopca znalezionego przez Danny’ego Boodmanna na pokładzie transatlantyku, w pudełku po cytrynach firmy T.D. Lemon. Chłopiec ten nigdy nie opuścił statku, na którym się urodził i został porzucony. Otrzymał imię Novecento na cześć pierwszego roku nowego stulecia (włoskie „novecento” znaczy 900 i odnosi się do roku 1900) i wyrósł na genialnego pianistę. Mając do dyspozycji 88 klawiszy fortepianu, umiał zagrać wszystko.

W opowieści Grondowego, który zdecydowanie najchętniej posługuje się maską Maxa Tooneya, odnajdujemy echa kolejnych rejsów będących udziałem Novecenta. Usłyszymy też jazz, który dobiega z offu – fragmenty utworów Keitha Jarretta w jego wykonaniu: Paris/London i La Scalę. Zabrzmi też Over The Rainbow Harolda Arlena i E.Y. Harburga oraz That’s a Plenty Lwa Pollacka na trąbce Kida Ory’ego. Największym zaskoczeniem jest jednak aranżacja utworu All of Me. Grondowy, który nie jest wykształconym muzykiem jazzowym, wykonał utwór Geralda Marksa i Seymoura Simonsa przejmująco. Grał na trąbce jak ktoś, kto po długiej przerwie sięga po instrument, na którym grał od dziecka. Stopniowo przypomina sobie nuty, cieszy się każdym dźwiękiem, czuje muzykę, która zdaje się przypominać mu o lepszych czasach.

Finałowa scena spektaklu to rozmowa Tooneya i Novecenta. Jest przejmująca, smutna, nostalgiczna, pełna dźwięków, które każdy z nas słyszy inaczej. Rozmowa dotyczy raju i muzyki, która jest dla Novecenta wszystkim, czego pragnie. Mężczyźni siedzą na statku, który w niedługim czasie ma zostać zatopiony. Novecento postanowił nie rozstawać się z transatlantykiem, na którym się urodził, przeżył życie i z którego nigdy nie zszedł na ląd. Do opuszczenia pokładu nie jest w stanie przekonać go nawet Max Tooney, trębacz z okrętowej orkiestry i być może jedyny przyjaciel pianisty. Novecento odchodzi pogodzony ze światem i przekonany, że tam, gdzie nikt z nas nie był, znajdzie się dla niego jakiś fortepian, że Bóg nie pozwoli umrzeć z głodu pianiście.

Jacek Grondowy porusza się w świetle dwóch punktowych reflektorów na skąpo oświetlonej scenie. Za plecami aktora ukazują się na zmianę ocean i obraz pięknej sali balowej. Jeden aktor potrafi w przejmujący i konsekwentny sposób poprowadzić kilka skrajnie różnych postaci. Próbowałem złapać go na błędzie, uchwycić moment, kiedy jego kreacje utracą autonomię, staną się podobne. Nie udało mi się.

Kamil Reichel, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 42/2013

Teatr im. C.K. Norwida w Jeleniej Górze

Novecento

Alessandro Baricco

przekład: Halina Kralowa

reżyseria: Krzysztof Prus

scenografia: Marek Mikulski

obsada: Jacek Grondowy

premiera: 5 listopada 2010

Kamil Robert Reichel – ur. 21 kwietnia 1988 roku, student komparatystyki i teatrologii na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. 12 grudnia 2012 roku debiutował na łamach Teatraliów. W teatrze interesują go ludzie oraz ich emocje – wzruszenia, zachwyt, oburzenie – magia. Lubi słodką kawę i gorzką czekoladę.