Blablabla & Dezorientation (Love & Information)

Blablabla & Dezorientation (Love & Information)

Po zapoznaniu się z recenzjami Love & Information zaczęłam wierzyć w to, że czeka mnie cudowne, fantastyczne i niebywałe doznanie teatralne. Wezmę udział w przedstawieniu, którego geniusz myśli i innowacyjność sprawią, że zostanę wbita w fotel, z którego nie będę mogła podnieść się jeszcze długo po metaforycznym opuszczeniu kurtyny i wygaśnięciu świateł rampy. Pewnie gdybym tak wysoko nie wznosiła się ze swoimi oczekiwaniami, upadek nie byłby tak dotkliwy.

Już dawno nie wyszłam z teatru tak potwornie znudzona, jak po spektaklu studentów IV roku Wydziału Aktorskiego wrocławskiej PWST pod wodzą Moniki Strzępki. Oczekiwania innowacyjności, oryginalności myśli, zaskoczenia zostały starte na proch po około pół godziny przedstawienia. Tyle było mi trzeba na rozbawienie, wzruszenie, refleksję oraz zrozumienie, jaka metoda jest w tym szaleństwie. Niestety, była to dopiero mniej niż jedna trzecia spektaklu. Przez pozostały czas zastanawiałam się, co przeoczyłam, czego nie zrozumiałam, szukałam ukrytych znaczeń, odautorskiego suplementu dodanego do przekazu ujętego w dramacie Caryl Churchill. Gdy i to zawiodło, próbowałam razem z publicznością zgromadzoną dookoła mnie doskonale bawić się z żartów padających ze sceny. Ale gdy kilka osób okazało rozbawienie podczas raczej mało śmiesznego fragmentu sztuki, przedstawiającego dwójkę niepełnosprawnych umysłowo osób, które rozmawiają o uczuciach, zrozumiałam, że w kwestii poczucia humoru różnimy się diametralnie. Zaprzestałam walki o ratowanie wizerunku Love & Information w mojej głowie. Niemniej jeden plus tego spektaklu udało mi się dostrzec: gdy młodzi aktorzy zaczną chodzić na castingi, pakiet ról do zaprezentowania mają gotowy. Mogą rzucać nimi jak z rękawa: ślunska kobita, schizofrenik, kurczak, transwestyta, gej, młoda matka, lekarka, penis z owrzodzeniem, Matka Boska, pracownik korporacji, mafiozo itd. itp.

Siłą dramatu Churchill ma być kolażowy charakter, tworzenie kolejnych scen na podstawie zasad filmowego montażu, wprowadzanie setki postaci, brak związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy kolejnymi scenami, a wszystko po to, aby z jak najszerszej perspektywy pokazać problem, który jest głównym bohaterem Love & Information. Bo to nie żadna z przewijających się i znikających w tłumie postaci, żaden z bliżej nieprzedstawionych ludzi, ale właśnie problem zajmuje kluczowe miejsce w tej sztuce. Na jej podstawie powstał spektakl w reżyserii Moniki Strzępki, który doskonale spełnia te założenia. Ma filmowo-teledyskowy charakter, tempo tak szybkie, że aktorzy muszą pomiędzy swoimi kolejnymi wejściami przebierać się na scenie, akcja toczy się w wielu przestrzeniach teatralnych. Na dodatek w wartki potok wydarzeń próbuje się wciągnąć widzów, po pierwsze zabiegiem posadzenia ich na scenie, po drugie bezpośrednimi zwrotami i wreszcie po trzecie – wyciąganiem przedstawicieli tejże grupy na środek sali i próbami jeszcze dosadniejszego wyłożenia idei spektaklu. Widz ma być oszołomiony, zaniepokojony, ale i podekscytowany tym, co dzieje się przed jego oczami. Ma czuć się jak w „prawdziwym” świecie, gdzie codziennie do jego mózgu docierają tysiące informacji, z czego znaczna większość nie jest do życia potrzebna, wprowadza tylko szum, zamęt i chaos. Właśnie ów szum informacyjny jest budulcem spektaklu wrocławskich studentów. Budulcem, ideą, poruszonym problemem, głównym bohaterem przedstawienia. Na scenie tworzona jest wieża Babel, ale o tyle bardziej przerażająca, o ile uświadomimy sobie, że postaci mówią tym samym językiem, ale mało które z nich wchodzą ze sobą w dialog, mało które rozmawiają, raczej paplają bez sensu, a na dodatek do owej gadaniny przyłącza się sama Matka Boska.

Problem natłoku informacji, z jakim musi zmagać się współczesny człowiek, jest bez wątpienia istotny, poważny i na czasie. Ale sposób, w jaki został przedstawiony w spektaklu wyreżyserowanym przez Strzępkę, jest niczym więcej niż kolejnym bodźcem, który co prawda dotarł do mózgu, ale nie zagrzeje w nim długo miejsca. Nie oczekuję od teatru, że zawsze będzie podsuwał rozwiązania problemów, odpowiadał na nurtujące pytania, odnosił się do współczesnego, pozateatralnego świata, stojąc na piedestale, z którego może nań potępieńczo patrzeć. Wystarczy, że problem zostanie wskazany, ale w ciekawy sposób. Tymczasem Love & Information opowiada o problemie ciekawie i nowatorsko przez pół godziny, później zaczyna zjadać własny ogon i wpadać w megalomanię i grafomaństwo. Staje się sztuką dla sztuki, która ma służyć chyba tylko temu, aby studenci w swoim spektaklu dyplomowym pokazali, że potrafią w czternastkę wcielić się w sto ról, nie boją się zagrać postaci kontrowersyjnych, a do tego potrafią śpiewać. Oczywiście nie odmawiam im tego, że są młodzi i diabelnie utalentowani, a wielkie kariery aktorskie już na nich czekają, ale moim zdaniem w tym spektaklu tego nie pokazali. Choć bardziej wypada powiedzieć, że to spektakl im na to nie pozwolił, bowiem swoją konstrukcją uniemożliwił skupienie się na jednej kreacji aktorskiej, na wybranych postaciach. Można to uznać za jego olbrzymi atut – spójność, monolityczna całość, zwarta kompozycja – ale… I tutaj wracamy do punktu wyjścia: ale gdyby nie ta powtarzalność prowadząca do zanudzenia widza tematem…

Metawtórność to jedna strona medalu pod tytułem Love & Information. Druga to wtórność w stosunku do kultury popularnej. Obiecuje się widzom nowe przeżycie teatralne, jakiego nie doznali wcześniej. Szybkość, montaż, natłok informacji mają być innowacyjne. Ale zapomina się o tym, że kultura od kilkunastu, o ile już nie kilkudziesięciu lat zachłystuje się estetyką kolażu, teledysku, prędkości. Zapoczątkowała to jeszcze telewizja dostępna na skalę masową, pragnąca być wszędzie, gdzie coś się działo, transmitująca możliwie najwięcej informacji w możliwie jak najkrótszym czasie. Tę ideę kontynuuje Internet, a inspiracje z niej czerpią wszystkie sztuki, z teatrem włącznie, i Strzępka z młodymi aktorami nie dokonała tutaj spektakularnego odkrycia. Zabawnie brzmi również określenie pojawiających się nad sceną napisów wyświetlanych z projektora jako „projekcji multimedialnych”. W dobie teatru internetowego i rzeczywistości rozszerzonej po projekcji multimedialnej spodziewam się czegoś więcej.

Love & Information to trzeci po Naszej klasie i Dwojgu biednych Rumunach mówiących po polsku spektakl dyplomowy wrocławskiej PWST w tym sezonie, moim zdaniem najsłabszy. Dobry dramat, ciekawy pomysł i zdolni aktorzy nie stworzyli mieszanki, która rzuciłaby mnie na kolana. Ponieważ w rzeczywistości pozateatralnej nie mam zwykle problemów z segregowaniem informacji, docieraniem do tych, które mnie interesują i odrzucaniem reszty – podobnie postąpiłam w teatrze. Szybko wyłowiłam informację i pozostało mi tylko żałować, że reszty czasu nie mogę spędzić bardziej produktywnie.

 Sandra Kmieciak, Teatralia Łódź
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 58/2013

31. Festiwal Szkół Teatralnych

Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego w Krakowie – Filia we Wrocławiu

Caryl Churchill

Love & Information

Tłumaczenie: Paweł Demirski

Reżyseria: Monika Strzępka

Scenografia i kostiumy: Mateusz Stępniak

Muzyka: Jan Suświłło

Obsada: Agata Bykowska, Karolina Gibki, Sonia Roszczuk, Michał Czaderna, Agata Grobel, Dawid Czupryński, Dariusz Dudzik, Łukasz Kaczmarek, Tomasz Kocuj, Michał Kosela, Dawid Lipiński, Adam Pietrzak, Radomir Rospondek, Jacek L. Zawada.

Premiera: 23 marca 2013

fot. M. Mirowski