Biuro – dziesiąty krąg piekła (Postrzał)

Biuro – dziesiąty krąg piekła (Postrzał)

Socjopata, który bez mrugnięcia powieki potrafi strzelić do kilkunastu osób, z reguły wcale nie pochodzi z marginesu społecznego. Przeciwnie – częściej reprezentuje typ podrzędnego pracownika korporacji, latami pielęgnującego w sobie frustracje związane z pracą. I właśnie w sam środek biurokratycznej rewolucji, aby rozliczyć (lub nie) różne fobie zabiera nas najmniejszy teatr w Krakowie – sztuka na wynos.

Nic tak nie cieszy, jak odkryć swoje miasto na nowo. Projekt sztuka na wynos pozwala właśnie na ten głębszy oddech, wyzwalający z przyciężkawego, krakowskiego powietrza. A pomysł jest tak prosty, że aż genialny. Zespół udowadnia, że jeśli pojawiają się problemy z miejscem do gry, teatr trzeba sobie zorganizować na własną rękę. Choćby w prywatnym mieszkaniu w jednej z kamienic przy ulicy Starowiśalnej, tuż obok przystanku Miodowa.

Słyszałam natomiast, że sztuka na wynos bywa nazywana też teatrem dla vipów. Trudno zresztą się dziwić – tutaj każdy może poczuć się wyróżnioną personą, kiedy sala, a właściwie większy salon, liczy sobie tylko trzynaście miejsc. Czyli dokładnie jeden rząd. Znacznie gorzej mają jednak występujący, bo grać w przestrzeni Sceny Pokój to prawdziwe wyzwanie aktorskie. Otóż oprócz czegokolwiek, co imitowałoby rampę i tym samym stwarzało choćby skrawek bezpiecznego pola, pomieszczenie pomalowano na biało – kolor, którego teatr wręcz się boi. Biel na ścianach teatralnych to jak strzał we własną stopę. Sprawia bowiem, że nic nie można ukryć – zbędnego gestu, nadmiernego zaczerwienienia lub mankamentu rekwizytu.

Poza wspomnianym pokojem salą gry jest właściwie całe mieszkanie. Funkcje danego pomieszczenia nachodzą na siebie niczym kolejne warstwy na palimpseście. Przytulna kuchnia wraz z wąskim przedpokojem stają się zarówno poczekalnią dla widzów, jak i miejscem akcji. A przy tym wszystkim nie traci na funkcjonalności – to tutaj gospodyni mieszkania i zarazem aktorka, Elżbieta Bielska, zaprasza na kubek gorącej herbaty lub lampkę wina po spektaklu.

Napis „DRZWIDOSZEFA” na drzwiach prowadzących do niedostępnego dla publiczności wnętrza (może sypialni?) z powodzeniem mógłby być opatrzony cytatem z Dantego: „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie”. Bo jeśli w dzisiejszych czasach piekło istnieje, to z pewnością jest sterylnie białym, klimatyzowanym pomieszczeniem, bezczelnie wciągającym w pułapkę sporządzenia raportu do niemożliwego projektu. Machiny tortur noszą natomiast nazwy zaczynające się od wspólnego mianownika – „formularz”. Zmieniają się tylko numery lub litery oznaczające coraz to bardziej wymyślne narzędzia katuszy.

Dariusz Starczewski, reżyser i aktor w jednej osobie, rezygnuje z imion nadanych postaciom przez autorkę sztuki, Ingrid Lausund, choć bynajmniej nie pozbawia ich indywidualności. Przeciwnie – każdy z pracowników spektaklowej korporacji frapuje i aż kusi, aby poznać go bliżej. Ale tego ludzkiego bliżej tu nie ma i nie będzie. Stąd też ważniejszy od imienia jest projekt, nad którym właśnie się pracuje. I ukrycie swoich słabych stron, bo kopanie leżącego przyjęto najwyraźniej jako niepisaną zasadę.

Nieśmiały Kamil Toliński przyjmuje cios za ciosem. Za nic. Ze strachu, z zaskoczenia, z chęci bycia zauważonym w grupie. Z kolei Anka Graczyk gra postać będącą absolutnym przeciwstawieniem Tolińskiego. Pewna siebie, męsko agresywna, samym tylko sposobem siedzenia potrafi podporządkować sobie drugiego człowieka To oczywiście pozory – wystarczy iskra, a wybuchnie. Michał Kitliński pod maską wesołkowatego głupka skrywa poważne kompleksy, a zastraszona Anna Siek niczym mantrę powtarza jakieś psychologiczne frazesy, które rzekomo pozwolą jej uwierzyć w siebie. Najbardziej złożona wydaje się rola Dariusza Starczewskiego – trudno precyzyjnie określić na ile wciela się w rolę kata, a na ile jest ofiarą. Zresztą nieważne, w pewnym momencie zaczną wspólnie skandować hasło: „tak się nie da!”, odnoszące się właściwie do wszystkiego, czego doświadczają w biurze. To chwilowe przymierze każdego z każdym nie doprowadzi jednak – jak to często z rewolucjami bywa – do szczęśliwego zakończenia. Tak się nie da.

Żałować można tylko jednego – nieskorzystania z zaproszenia gospodyni na rozmowę o spektaklu przy kuchennym stole. A dla bardziej rozmownych – może nawet i o pracy w korporacji.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 111/2014

sztuka na wynos (Scena Pokój) w Krakowie

Ingrid Lausund

Postrzał

tłumaczenie: Maria Fidala

reżyseria: Dariusz Starczewski

scenografia i kostiumy: Marta Dąbrowska-Okrasko

muzyka: Mateusz Kobiałka

światło: Marek Oleniacz

obsada: Anka Graczyk, Michał Kitliński, Anna Siek, Dariusz Starczewski, Kamil Toliński

premiera: 15 kwietnia 2013

fot. Marta Ankiersztejn

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii – UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.