Bierzcie i jedzcie z niego wszyscy (Uczta)

Bierzcie i jedzcie z niego wszyscy (Uczta)

Wyjątkowo kontrowersyjny, wzbudzający skrajne emocje reżyser. Teatralny powrót do antycznych korzeni. Jednak przywoływany będzie nie Ajschylos czy Eurypides, ale jeden z najbardziej wpływowych starożytnych filozofów. Co sprawiło, że spektakl w warszawskim Nowym Teatrze okazał się jedną z najbardziej wyczekiwanych tegorocznych premier? Może kluczem jest owo sceniczne sprzężenie: oto on (posiadający zarówno wielu zagorzałych przeciwników, jak i oddanych fanów) sięga po jeden z najsłynniejszych platońskich dialogów (tekst klasyczny, wręcz „uświęcony”, stanowiący podwaliny zachodniej kultury) – w skrócie: Krzysztof Garbaczewski wystawia Ucztę.

Pierwszym narzędziem służącym do reżyserowi rozprawienia się z archaicznym tekstem okazuje się humor. Jego przejawy dostrzegamy od razu za sprawą fenomenalnej scenografii (Aleksandra Wasilkowska) i intrygujących kostiumów (Sławomir Blaszewski). Wchodząc na widownię, nie sposób nie uśmiechnąć się na widok ubranych w adidasy starożytnych Greków, przechadzających się u stóp monumentalnej, baśniowej konstrukcji złożonej z drewnianych bloków, mogącej imitować zarówno ateńskie wzgórza, jak i górujący nad nimi potężny Partenon. W trakcie trwania spektaklu odkrywamy, że budowla ta może być rozkładana na części pierwsze i spełniać szereg rozmaitych funkcji, np. imitować męskie narządy rozrodcze. Wizualny aspekt Uczty stanowi niezaprzeczalny plus całego przedsięwzięcia. Niebanalna scenografia ukierunkowana jest mimo wszystko na prostotę i pozwala skupić się na niełatwym tekście.

Co więcej reżyser, doskonale świadomy, że deklamowanie na scenie Platona przy odrobinie nieuwagi może okazać się nazbyt patetyczne, proponuje widzom filozofię w wersji light. W tym celu osadza spektakl w iście groteskowej konwencji, w której aktorzy puszczają oko zarówno do publiczności, jak i do siebie samych. Poczynając od ich pierwszych dialogów, w których dowiadujemy się, że zebrani na scenie goście uczty zasadniczo są na kacu, pomiędzy aktorami i widzami zostaje zawarta niepisana umowa, przełamująca tradycyjną „czwartą ścianę”. Aktorzy nie dają się całkowicie pochłonąć przez kreowaną rzeczywistość, nie wchodzą w swoje role „do końca”. Za to dają nieustannie do zrozumienia, że być może całe to przedsięwzięcie i stworzone z przymrużeniem oka kreacje dla nich też są formą żartu. Dzięki temu presja ciążąca na odbiorcach – oglądania dzieła filozoficznego – spada, a atmosfera na sali staje się luźniejsza. Umieszczamy oglądane sceny w kontekście zakrapianych alkoholem i przyćmionych kołaczącym bólem głowy „rozmów o życiu”, które przecież tak wielu z nas zna z własnych doświadczeń.

W tej konwencji wysłuchamy pierwszej części spektaklu, składającej się z mów pochwalnych o Erosie.  Tutaj niemal każdy z aktorów ma swoje pięć minut. Jako pierwsza zaskakująca Małgorzata Hajewska-Krzysztofik – którą w Nowym Teatrze znamy przede wszystkim z ról wyrazistych postaci kobiecych po przejściach lub na skraju rozpadu – jako Fajdros wygłasza niezwykle ekspresyjny monolog. Dążąc do kulminacyjnego punktu swojej mowy, ulega coraz większemu erotycznemu opętaniu, co ciekawie kontrastuje z jej zwykle stonowaną i wyważoną grą sceniczną. Znakomicie radzi sobie również dwójka młodych aktorów, dopiero co wcielonych do stałego zespołu teatru – Jaśmina Polak oraz Bartosz Bielenia. Polak wnosi do wybitnego grona „teatralnych weteranów” (jak można by powiedzieć o zgranej ekipie Nowego) zupełnie nowy rodzaj świeżej energii. W Uczcie przykuwa tym uwagę widzów, a jej rozerotyzowany monolog pochwalny, kiedy usadowiona na drewnianym podwyższeniu, odgrywa miłosną ekstazę, jest jednym z silniej trzymających w napięciu momentów spektaklu. Przy tym świetnie odnajduje się w reżyserowanym przez Garbaczewskiego humorystyczno-ironicznym klimacie – bierze udział w jednej z najbardziej drwiących i komicznych scen, gdzie dręczona uciążliwą platońską dialektyką, dosłownie przeżywa katusze. Natomiast Bielenia, również przybyły z Narodowego Starego Teatru w Krakowie, popisuje się wręcz kabaretowymi umiejętnościami, odgrywając przebranego w pieluchę starca. Jego postać momentami może wydawać się zbyt przerysowana czy drażniąca, lecz niezmiennie wywołuje śmiech u sporej części widowni. Bieleni nie można też odmówić niezwykłej plastyczności i elastyczności w aktorskich metamorfozach.

Jedyną postacią kobiecą w spektaklu (poza odprawianą nieustannie flecistką) jest zmysłowa Diotyma grana przez Magdalenę Cielecką. W złotej sukni, w jednym łożu z Sokratesem, niczym grecka bogini aktorka wygłasza swoje kwestie łagodnie, klarownie, dostojnie. Jej kunszt aktorski czyni filozoficzne sentencje jeszcze lepiej przyswajalnymi, a jako jedyna „poważna” postać, wśród porywczych, ubranych w czarne à la płaszcze przeciwdeszczowe szaty Greków, wydaje się tym bardziej intrygująca.

W tym miejscu należy przejść do znaczącej i niełatwej roli Jacka Poniedziałka i tym samym do drugiej, niejako konkludującej części spektaklu. Garbaczewski sięga tu po Obronę Sokratesa, pokazując proces, w wyniku którego Filozof zostaje skazany na śmierć i wypija truciznę (w tej roli ujmująca puszka coca-coli). Przez kilkanaście długich minut słuchamy mowy Sokratesa (Poniedziałka), już nie prowokacyjnie nagiego (jak podczas sceny z pragnącym uwieść go Alkibiadesem), lecz raczej o b n a ż o n e g o, próbującego bezskutecznie, lecz nie desperacko, dowieść własnej niewinności. Oskarżany jest o psucie młodzieży, niewiarę w bogów, poglądy odmienne od powszechnie obowiązujących.

Choć w Uczcie brak bezpośrednich odniesień do spraw bieżących, końcowy monolog może być interpretowany w kontekście rodzących się na nowo radykalnych ideologii. Sokrates przed wszystkimi zgromadzonymi (w tym przed publicznością także) stawia pytania, czy naprawdę chcą ukarać go za odmienny sposób myślenia i inaczej interpretowane wartości, skoro nie dopuścił się żadnego innego „zła”. Eksponując swoją nagość zdaje się być rzeczywiście niewinny, a jednocześnie pewny siebie, dumny i wierzący w swoje racje. Wygłaszając własną obronę, przypominającą raczej manifest niż chłodny retoryczny popis, ostatecznie realizuje motyw ofiary złożonej na ołtarzu jakiejś sprawy wielkiej wagi; ginie w imię swojej prawdy. Zarówno symbolicznie, jak i dosłownie, u Garbaczewskiego właśnie on staje się tytułową Ucztą – martwy, obłożony warzywami i owocami przez pozostałych Greków, zapraszających widzów do częstowania się smakołykami wprost z ciała Poniedziałka. Świeżo zastawiony „stół”, prowokujący oglądających do interakcji, czyni ich współwinnymi zaistniałej tragedii. Czy tym zmyślnym zabiegiem Garbaczewski chciał postawić lustro przed roześmianą publicznością – pomimo stosunkowo lekkiego i zabawnego spektaklu, zasugerować ostatecznie poddanie się głębszej autorefleksji? Sądząc po pełnej skupienia ciszy, jaka ze strony widowni wieńczy Ucztę, niewykluczone, że cel ów został osiągnięty.

Olga Ciężkowska, Teatralia Warszawa

Internetowy Magazyn "Teatralia", numer 230/2018

Nowy Teatr w Warszawie

Platon

Uczta

reżyseria, adaptacja: Krzysztof Garbaczewski

przekład i dramaturgia: Andrzej Serafin

scenografia: Aleksandra Wasilkowska

kostiumy: Sławomir Blaszewski

muzyka: Jan Duszyński

reżyseria światła: Jan Duszyński

wideo: Robert Mleczko

obsada: Bartosz Bielenia, Magdalena Cielecka, Bartosz Gelner, Małgorzata Hajewska – Krzysztofik, Wojciech Kalarus, Jaśmina Polak, Piotr Polak, Jacek Poniedziałek, Magdalena Popławska, Paweł Smagała

premiera: 8 lutego 2018

fot. Sławomir Kamiński

Olga Ciężkowska – studentka Kolegium Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych UW na kierunkach filozofia i kulturoznawstwo, recenzentka „Teatraliów”.