Bezruch w eterze (Hate Radio)

Bezruch w eterze (Hate Radio)

Hate Radio, projekt grupy International Institute of Political Murder, miał przenieść widzów do jednego z najbrutalniejszych okresów XX wieku – czasów ludobójstwa w Rwandzie. Teatralnego transportu dusz jednak nie było. W zamian otrzymaliśmy dwie godziny wykładu. Co prawda niemieszczącego się w głowie, brutalnie prawdziwego sprawozdania z upadku człowieczeństwa, ale tylko wykładu. Podobne oddziaływanie mogą mieć książki, czytane choćby w domu, niekoniecznie podczas spektaklu.

Problem nieteatralności Hate Radio tkwi w swego rodzaju dylemacie moralno-historycznym. Wydarzenia, które miały miejsce niespełna 20 lat temu, stanowią barierę nie do przekroczenia i absolutnie nie należy się temu dziwić, w końcu to właśnie ocaleni z rzezi współtworzą ten projekt. Wspomnienia są jeszcze zbyt świeże, na świecie żyją jeszcze zarówno kaci, jak i ofiary.

Niezabliźniona rana nie ma szans przekroczyć progu dosłowności i wznieść się na poziom symboliczny. Problem moralny i historyczny automatycznie blokuje jakiekolwiek próby zbudowania teatralnej opowieści wokół dramatu Hutu i Tutsi. Oczywiście istnieje teatr doraźny, polityczny, publicystyczny, jednak w tym przypadku mamy do czynienia z absolutnym ekstremum, które nie poddałoby się żadnej formie teatralnej. Brak potrzebnego dystansu sprowadził Hate Radio do anatomicznej rekonstrukcji historycznej (słownej, nie obrazowej).

Nie da się zaprzeczyć sile rażenia tych słów. Kiedy słuchamy audycji Radia Tysiąca Wzgórz, czujemy się głęboko zawstydzeni i zażenowani jako przedstawiciele „cywilizowanego świata” Zachodu. Opisy tortur, masowych mordów, nawoływania do zabójstw połączone z popowymi przebojami lat 90. oraz ironicznym w tym kontekście hitem Nirvany Rape Me wywołują estetyczny szok. Być może tu należy upatrywać jednego z nielicznych plusów spektaklu. Sytuacja, w której Europejczycy siedzą i biernie przypatrują się audycji prowadzonej zza szklanej ściany, do złudzenia przypomina postawę ONZ wobec ludobójstwa w Rwandzie. Nikt nie spieszy z pomocą. Wszyscy są w bezpiecznej odległości, dyplomatycznie „wyrażając ubolewanie i stanowczy sprzeciw”.

Aktorom nie można odmówić zaangażowania. Są bardzo przekonywający, sugestywni. Widać gołym okiem, jak ważne jest dla nich opowiedzenie tego, co się zdarzyło. Autentyczna potrzeba „wydalenia” z siebie niewyobrażalnego zła zasługuje na aplauz.

Kilka plusów nie przekłada się niestety na pozytywny obraz całości. Aby wyobrazić sobie okropieństwa II wojny światowej, nie trzeba oglądać aktora z wąsikiem, recytującego przez kilka godzin Mein Kampf. To samo dotyczy Hate Radio. Wizualizacja centrum ohydnej propagandy nie wnosi do tematu niczego nowego.

Świadomość ludobójstwa w Rwandzie jest niezmiernie ważna dla współczesnego świata. Bezsprzecznie trzeba o nim przypominać temu i przyszłym pokoleniom. Jednak żeby na trwałe wpisać tamtą rzeź w pamięć przeciętnego człowieka, należy poszukać innych środków wyrazu niż tylko słowa, słowa, słowa…

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia” numer 73/2013

28. Krakowskie Reminiscencje Teatralne (16–20 października 2013)

International Institute of Political Murder

Hate Radio

scenariusz i reżyseria: Milo Rau

dramaturgia: Jens Dietrich

scenografia i kostiumy: Anton Lukas

wideo: Marcel Bachtiger

dźwięk: Jens Baudisch

obsada: Oliwia Jakubik (Słonecznik), Rafał Szumski (Kogucik), Małgorzata Hachlowska (Świnka), Olga Przeklasa (Kot), Katarzyna Kopczyk (Pies)

premiera: 21 fot. września 2013

fot. Daniel Seiffertc

Piotr Gaszczyński – rocznik 1987. Absolwent filologii polskiej oraz teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. W „Teatraliach” publikuje od 2010 roku. Miłośnik groteski pod każdą postacią, fan Manchesteru United i czarnej kawy.