Bębny duchów... (Cieśnina duchów. Mantioba)

Bębny duchów… (Cieśnina duchów. Mantioba)

Teatr nie powinien bać się odważnie mówić o trudnych, bolesnych tematach. Kwestia rzezi wołyńskiej – dopóki żyją ludzie, którzy pamiętają ten czas – jest jednym z nich, wciąż dzieli dwa narody – Ukraińców i Polaków. W teatrze rozmowę o Wołyniu zapoczątkował Łukasz Witt-Michałowski, którego lubelska offowa Scena Prapremier InVitro wraz z Teatrem Arabesky z Charkova  przygotowała projekt Aporia 43/Dekalog: lokalna wojna światowa. W sierpniu odbyła się rekonstrukcja rzezi wołyńskiej Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary w moim rodzinnym Radymnie. Tylko kwestią czasu było podjęcie tematu przez którąś z krajowych scen dramatycznych. Podjął się tego Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, który na rocznicę 70-lecia wydarzeń wołyńskich przygotował spektakl Cieśnina duchów. Mantioba.

Dwóch mężczyzn trafia do chaty na kanadyjskim pustkowiu. Trwa burza śnieżna, łączność nie działa, telefonów komórkowych brak. Skazanych na siebie towarzyszy więcej dzieli niż łączy. Spotykają się w tej wiejskiej chacie Polak z Ukraińcem, ateista i katolik, żołnierz Armii Krajowej i powstaniec Ukraińskiej Powstańczej Armii. Obaj są naznaczeni zbrodniami, których dokonali przed laty w czasie trwania II wojny światowej. Niegdyś stali po dwóch stronach barykady, a teraz przychodzi im żyć w jednym kraju, na emigracji w Kanadzie. Każdy z nich znajduje sobie inną formę terapii dla powojennych wspomnień. Jeden zawierza Bogu, ucieka w religię, jest duchownym, wierzy sercu, drugi zaś po wojennej pożodze i pobycie w celi śmierci za PRL-u jest ateistą, który zbyt często popija mocne trunki – a wszystko stara się tłumaczyć sobie rozumowo. Kolejne co łączy obojga to pewna tragedia rodzinna sprzed lat.

Tekst, który na zamówienie rzeszowskiego teatru napisał Stanisław Brejdygant (jednocześnie grający główną rolę), jest ukłonem dla tradycyjnego dramatu – zrównoważony, z konsekwentnie budowaną dramaturgią i wyraźnym punktem kulminacyjnym. Każda z postaci ma nadane wyraźne rysy, ma swoją historię. Fabuła jest linearna, ze spójnym ciągiem przyczynowo-skutkowym. Jakże to rzadkie, a wręcz – napiszę – jednostkowe we współcześnie pisanych tekstach, w których często brak pełnokrwistych i realnych postaci, a fabułę chrakteryzuje raczej alinearność. Jednocześnie tekst jest bardzo precyzyjny, gdy chodzi o żonglerkę faktami historycznymi. Choć – co ważne – sztuka nie jest bezpośrednio o rzezi wołyńskiej. Przez umiejscowienie akcji w Kanadzie można zdystansować się do tematu, który poruszają na scenie twórcy.

Temat Wołynia staje się tu raczej przyczynkiem do dyskusji o współczesności, o tym, jak ciężko obecnie budować relacje między Polakami a Ukraińcami, jak trudno młodemu pokoleniu zrozumieć ogrom nienawiści, którą nosili i noszą często nadal w sobie pokolenia wojenne. Leitmotivem łączącym wątki spektaklu jest danse macabre indiańskich demonów, które raz po raz zwiastują widzowi krwawy koniec. Demony te pojawiają się głównie w czasie snu, są dręczącym sennym powojennym majakiem, tak krwistym, że wręcz realnym. W końcu zbierają krwawe żniwo, znów – jak przed laty – przelewa się krew niewinnych ludzi. Przepowiednia dopełnia się w rytmie dudnienia prastarego bębna Mantiou, który wedle wierzeń Indian słychać w kanadyjskiej „cieśninie duchów”.

Reżyserka Joanna Zdrada wykorzystuje wszystkie możliwości, które daje scena rzeszowskiego teatru – przede wszystkim scenę obrotową, a także zespół aktorski. Protagoniści-antagoniści, których kreują dwaj występujący gościnnie aktorzy – Stanisław Brejdygant i Edward Linde-Lubaszenko, są powściągliwi w okazywaniu emocji, oszczędni w gestykulacji, jednak dramat tych postaci wybrzmiewa dosadnie, rozpaczliwie. Emocje drgają gdzieś podskórnie, buzując i podnosząc się aż do punktu kulminacyjnego. Aktorska młodzież zadanie ma trudne – partnerować takim osobowościom scenicznym jak Linde-Lubaszenko nie jest nigdy zadaniem prostym. Jednak odtwórcy postaci Jana i Marii bronią się aktorsko, może poza sceną, gdy dowiadują się o krwawej przeszłości, która już lata temu połączyła ich rodziny. Rozpacz młodzieńca zagrana jest  nadekspresyjnie, najprostszymi środkami aktorskimi, przez co jedna z najważniejszych scen spektaklu traci dramatyzm, staje się komiczna.

Każdy nosi w sobie głęboko ukryte demony. „Pokolenie, które ignoruje historię, nie ma przeszłości – ani przyszłości” – stwierdził niegdyś amerykański pisarz Robert Heinlein. Spektakl Cieśnina duchów. Mantioba nie feruje wyroków, nie daje łatwych odpowiedzi. Raczej zadaje pytania: w jaki sposób żyć z balastem przeszłości? Jak budować wspólną przyszłość? Albo inaczej: czy wspólna przyszłość jest możliwa?

Anna Petynia, Teatralia Rzeszów
Internetowy Magazyn Teatralia numer 74/2013

Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

Cieśnina duchów. Mantioba

Stanisław Brejdygant
reżyseria i scenografia: Joanna Zdrada
kostiumy: Zofia Mazurczak
muzyka: Krzysztof Konieczny
choreografia: Dariusz Brojek
przygotowanie wokalne chóru: Grzegorz Oliwa
obsada: Michał Chołka, Magdalena Kozikowska-Pieńko, Małgorzata Machowska, Adam Mężyk, Mateusz Mikoś, Barbara Napieraj, gościnnie: Stanisław Brejdygant, Edward Linde-Lubaszenko

prapremiera: 28 września 2013, Duża Scena

fot. mat. teatru

Anna Petynia – ur. 16 września 1988 w Przemyślu. Absolwentka informacji naukowej i bibliotekoznawstwa ze specjalizacjami: kultura czytelnicza i medialna oraz teatrologia na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Publikowała w wielu gazetach studenckich, m.in. „Ofensywie”, „Głosie Humanisty”, czy „5Ścianie”. Od stycznia 2008 w redakcji „Teatraliów”. Nie tylko relacjonuje lubelskie i rzeszowskie życie teatralne, lecz także współtworzy gazety („Fora Nova”, „Na stronie”) na festiwalach teatralnych.