Bajka symfoniczna na dwóch klaunów

Bajka symfoniczna na dwóch klaunów

Piotruś i wilk Prokofiewa doczekał się realizacji baletowych, teatralnych i filmowych. Motywy muzyczne przypisane bohaterom opowieści odgrywały przed najmłodszą publicznością lalki, przedstawiali ludzie. Festiwal Teatralny MASKI zaproponował swoim widzom prezentację popularnego utworu w wykonaniu dwóch klaunów w otoczeniu garści skromnych rekwizytów. Nie ma tu miejsca na spektakularny taniec, nie ma efektów specjalnych – jest za to sporo melancholii, śmiechu oraz teatru w najczystszym wydaniu, dzięki któremu ludzkie ciało zamienia przedmioty w znaki, metafory i symbole.

Oleg Żukowski i Andrei Rubcow przeistaczają się z łatwością we wszystkie zwierzęce i ludzkie postaci – bohaterów symfonicznej bajki Prokofiewa. Sami operują oświetleniem i scenografią. Nie potrzeba im wiele: kotek to włóczkowe wąsy i tą samą włóczką owinięte „aksamitne łapki”. Do inkarnacji ptaszka wystarczą dwa patyki w ustach imitujące dziób. Metamorfoza zajmuje kilkanaście sekund, a że wykonawców jest dwóch – nie sposób się nudzić.

Rekwizyty zastępują całe postaci: wilczy ogon jako partner pozwala odegrać walkę Piotrusia z groźnym przeciwnikiem; kalosze zastępują kaczuszkę.

Skojarzenia bywają oczywiste (choć nie pozbawione humoru), jak gigantyczne wąsy dziadka, ale przeważnie tekst staje się pretekstem, a czasem podtekstem działań. Spór ptaszka i kaczki o to, czy wyznacznikiem ich natury jest zdolność pływania, czy może umiejętność latania, zmienia się w żywiołową walkę na wodę z sikawki i lotny ryż. Czasem jedno zdanie, zwrot wystarczy, by zbudować całą minietiudę: zamykanie bramy na cztery spusty przez rozzłoszczonego dziadka czy brawurową ucieczkę kota przed wilkiem. Tekst i obraz często komicznie kontrastują. Spokojny opis tego, jak dziadek zaniepokojony chwyta Piotrusia za rękę i prowadzi za bramę, zilustrowany zostaje gwałtownym wybuchem aktora, ekspresyjnym łajaniem i finałowym ciągnięciem za ucho. Dynamiczna walka z wilkiem sprowadza się do flegmatycznego nałożenia precyzyjnie skonstruowanej pętelki na wilczy ogon. Skojarzenia momentami uciekają bardzo daleko, wystarczy jeden sygnał – klakson zamiast kwakania – by klauni uruchomili niewidzialny samochód i brawurowo odegrali jazdę.

Końcówka spektaklu sprawia wrażenie oderwanej od całości. To powolna i  zupełna zmiana nastroju: tempo się uspokaja, teatralny świat rekwizytów zostaje obnażony i rozsypuje się na naszych oczach, na scenie dominuje symbolika przemijającego czasu. Postaci ulegają jego sile: laska dziadka jest coraz krótsza, on coraz mniejszy i bardziej zgarbiony; Piotruś dojrzewa i spogląda na postarzałego wilka; kot wędruje po świecie z tamburynem.  Historia nie kończy się szczęśliwym finałem, pokazową paradą, ale niknie i zamiera powoli na naszych oczach, zostawiając ślad w swoich bohaterach. Samotności przeciwstawia się ciepłe światło reflektora, które ręce kierują na twarz drugiego… Dwaj klauni zostają sami wśród pobojowiska pełnego resztek rekwizytów. Nawet gdy publiczność zaczyna ich oklaskiwać, pozostają częścią teatralnej rzeczywistości i za ich pośrednictwem kłania się przed nami każdy element świata, który wspólnie na tę przemijającą chwilę stworzyli.

Magdalena Kostuś, Teatralia Poznań
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 40/2013

16. Festiwal Teatralny MASKI, Poznań, 7–9 grudnia 2012

Teatr La Puszkin w Rosji

Sergiusz Prokofiew

Piotruś i wilk

obsada: Oleg Żukowski, Andrei Rubcow