Badając granice (Linatendu)

Badając granice (Linatendu)

Teatr tańca? Laboratorium? Performans? Czasem w repertuarze teatromana pojawia się tytuł, który nijak nie pasuje nawet do najbardziej nowoczesnej nazwy określającej… no właśnie, co? Poszukiwania? A może po prostu wydarzenie? Tym właśnie przede wszystkim jest Linatendu. W sali Teatru Laboratorium na oczach widza wydarzyło się coś naprawdę ważnego. Tylko jak to „coś” opisać, gdy wykracza poza zmysły?

Monsytuacje 2 to cykl małych form teatralnych w Instytucie Grotowskiego zaplanowany na luty i marzec. Przez dwa miesiące wrocławska publiczność będzie miała okazję wziąć udział w ośmiu produkcjach autorów różnej narodowości. Pierwsza prezentacja nie zawiodła i wysoko postawiła poprzeczkę dla następnych. Nic dziwnego, w repertuarze Instytutu Grotowskiego znajdują się nie tylko same pokazy. To miejsce stworzone do poszukiwań, a goście otrzymują przywilej, by móc towarzyszyć artystom w ich drodze. To, co zapoczątkował patron tej instytucji, jest na naszych oczach konsekwentnie kontynuowane.

Linatendu powstało na podstawie utworu L’inattendu francuskiego dramatopisarza Fabrice’a Melquiota oraz tekstów własnych Anny Krotoskiej. Aktorka we współpracy z Alexandrą Kazazou, odpowiedzialną za reżyserię, stworzyła opowieść zbudowaną z ruchu, gestu, głosu, światła i słowa. Bohaterka przenosi widza w świat niedookreślony w każdym calu. Kim jest? Z kim rozmawia? Możemy się jedynie domyślać. Ale to właśnie świadczy o sile konsekwentnie kreowanej rzeczywistości, zawieszonej gdzieś w ludzkim umyśle. Po pewnym czasie dowiadujemy się, że fotografuje,  uwiecznia momenty śmierci. Somalia, Bośnia, Czeczenia, Gruzja, Kongo, Czeczenia, Bośnia, Czeczenia… wymienia w rytm muzyki. Dopiero ten fakt nadaje sens niezrozumiałym z początku rozmowom z kimś, kto odszedł. Aktorka wciela się w dwie postaci jednocześnie. Zmienia głos i ruch tak płynnie, jak gdyby rzeczywiście przemawiał przez nią także duch zmarłego kochanka. W spektaklu wyczuć można poczucie absurdu. Pewną granicę pomiędzy paraliżująco-wstrząsającą treścią, a niestosowną reakcją, którą jest śmiech. Przejawia się to choćby w dopracowanej aktorsko scenie zmiany kanałów telewizyjnych, gdy to ciało bohaterki staje się odbiornikiem. To ono transmituje serwowane przez to medium treści – od relacji z miejsc na świecie pogrążonych w konfliktach zbrojnych po reklamę szamponu do włosów.

Artystki zestawiają w swoim spektaklu pojedynczą śmierć z tą zwielokrotnioną. Czy którejś z nich można nadać sens? Jak wygląda życie pośród wszechobecnej śmierci, a jak w codzienności po utracie jednego człowieka? Bardziej przerażająca okazuje się samotna próba obcowania na nowo ze światem, który pomimo straty wcale nie ulega zmianie. To tylko naturalny deficyt, który natura „nadrobi” w odpowiednim czasie. Jaką więc funkcję powinna pełnić pamięć? Jaki jest jej cel, jeśli nie pozwala powrócić? Być może tam, gdzie jej nie ma, kończy się człowieczeństwo, a tam, gdzie zostaje życie, z trudem rodzi się ponownie.

Na początku spektaklu aktorka wymienia liczby, wykonując „zaprogramowane” ruchy. Ściąga biały kombinezon i zawiesza go na wieszaku. W ostatnie scenie ponownie odlicza i tym razem zakłada ten sam kostium. Sterylny. Może spróbować wyjść na światło dzienne, ale już nie bez ochrony. Bez niej mogła jedynie opowiedzieć swoją historię. Co odlicza? Kroki? Liczbę zmarłych? Pozostałe miejsce w aparacie? Cokolwiek to jest, zawsze na końcu pozostaje zero.

Światło zgasło. Pozostał wciąż powracający utwór Black birds singing in the dead of the night. Coś się wydarzyło. W powietrzu czuć ciężar wypowiedzianych, wykrzyczanych przed chwilą słów. Ta energia już się nie powtórzy. Jej resztki pozostaną w tym miejscu i z pewnością trochę w każdym, komu udało się zasiąść na niewielkiej widowni Sali Teatru Laboratorium.

Zuzanna Bućko, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 87/2014

„Monosytuacje 2” w Instytucie Grotowskiego we Wrocławiu

Linatendu

reżyseria: Alexandra Kazazou

dramaturgia: Alexandra Kazazou, Anna Krotoska

muzyka: Nefeli Stamatogiannopoulou, Daniel Han

scenografia, światła: Karol Jarek

występuje: Anna Krotoska

Zuzanna Bućko (1995) – jeszcze licealistka, ale już tupie nóżkami na myśl o studiach; zakochana po uszy w teatrze, który męczy psychiczne i teatrze dla dzieci, gdzie bezwstydnie wraca do pierwotnych reakcji na sceniczne bodźce.