Bad trip

Czy ksiądz Grzegorz odprawi poranną mszę? Czy Dziadek przestanie być dotykany? Czy matka Giny odbierze wnuka z przedszkola? Czy Parcha pozna smak czegoś innego niż ścinki wędlin? Czy Rumuni dotrą na prom, którym powrócą do ojczyzny? Odpowiedzi na te i inne pytania można znaleźć w spektaklu Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku, tegorocznym dyplomie studentów wydziału aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej.

Dorota Masłowska w wywiadzie dla „Didaskaliów” (nr 72/2006) mówiła, że to „najbardziej ponura rzecz, jaką napisała, i chyba najpoważniejsza, niezależnie od tego, że jest całkiem śmieszna”. Dwoje młodych ludzi przemierza kraj autostopem, a kierowcom, którzy ich podwożą, wmawia, że pochodzą z Rumunii, a do Polski przyjechali za chlebem, bo w ich kraju odczuwają jego dotkliwy brak – dzieci jedzą śmieci, a czasem, od święta, ścinki wędlin. W znoszeniu ciężaru rumuńskiego życia pomaga wąchanie kleju, co tamtejsi lekarze zalecają nawet kobietom w ciąży. Jest to jedno z ulubionych zajęć naszych bohaterów.

Jednak z chwilą, kiedy odurzająca woń kleju wywietrzeje, a ich umysły się rozjaśnią, okaże się, że nigdy nie byli w Rumunii. Ich wzruszające opowieści o zjadaniu podgniłego prosa i zabawach kalekich sierot na wysypiskach śmieci nie są prawdziwe. Bohaterowie to Polacy, którzy urządzili sobie imprezę pod hasłem „nędza, brud i braki w uzębieniu”. Znajdują się pośrodku niczego. Są przerażeni, nie mają przy sobie pieniędzy ani telefonu. Parcha nie zdąży na plan Księdza Grzegorza, serialu bijącego rekordy popularności, w którym odtwarza główną rolę. Jego towarzyszka Gina nie może sobie przypomnieć, czy odebrała synka z przedszkola. Ich życie nie jest idealne. Być może nie byli w Rumunii fizycznie, ale na pewno odwiedzili tę, której opis stworzyli na potrzeby podróży.

Homogenizacja kultury postępuje w zastraszającym tempie, toteż w spektaklu możemy znaleźć wszystko: od klasycznej tragedii począwszy, na kinie drogi, czy raczej jego prześmiewczej, parodystycznej wersji, skończywszy. Tekst Masłowskiej doskonale komponuje się ze scenografią Macieja Chojnackiego. Aktorzy grają na tle białego płótna (papieru?), na którym prostą czarną kreską narysowano komiksowe obrazy, przedstawiające poszczególne sceny dramatu. Sposób gry także ma w sobie pewien komiksowy rys – przesadzona mimika, nienaturalne gesty czy też onomatopeiczne okrzyki naśladujące dźwięk samochodowego silnika. Jeśli chodzi o muzyczną stronę spektaklu, twórcy sięgnęli do kultury niższej. Muzyka z kręgu popularnej (jak choćby Pieski małe dwa czy słynne muppetowe Mana Mana) jest doskonałym tłem dla dziejącej się akcji, nadaje jej odpowiedni, nienużący rytm.

Spektakl jest dyplomem studentów wydziału aktorskiego PWSFTViT – moim zdaniem – bardzo udanym, zasługującym na najwyższe noty. Ze szczególną uwagą warto śledzić rozwój karier tytułowych Rumunów – Marty Jarczewskiej i Tomasza Lipińskiego, a także niezwykle zdolnej wrotkarki, Magdaleny Drab.

Katarzyna Smyczek, Teatralia Łódź
Internatowy Magazyn „Teatralia” numer 55/2013

Teatr studyjny PWSFTViT w Łodzi

Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku

Dorota Masłowska

reżyseria: Małgorzata Bogajewska
scenografia i kostiumy: Maciej Chojnacki
opracowanie muzyczne: Tomasz Krezymon
obsada: Magdalena Drab, Marta Jarczewska, Kamila Kamińska, Hubert Kułacz, Tomasz Lipiński, Albert Pyśk

premiera: 23 lutego 2013

fot. Greg Noo-Wak

Katarzyna Smyczek – studentka polonistyki UŁ. Interesuje się wędkarstwem i teatrem. Lubi łączyć obie pasje, oglądając spektakle o rybach. Mieszka w mieście Łodzi, gdzie nawet bieganie psom szkodzi.