Astronauci nowej wrażliwości (Kalifornia/Grace Slick)

Astronauci nowej wrażliwości (Kalifornia/Grace Slick)

W spektaklu Kalifornia/Grace Slick wielokrotnie powraca pierwsza fotografia Ziemi, wykonana przez trzech astronautów w 1968 roku. Nazywana „uniwersalistyczną ikoną” wskazuje na, tropiony w przedstawieniu, moment wykształcenia się nowej podmiotowości. Dla niej nie istnieje już zewnętrze, bo objęła i uchwyciła samą siebie – podobnie jak fotografia zdołała przedstawić całą ludzkość.

Estetykę przedstawień Pollescha polski widz zna już z jego poprzednich prac w TR Warszawa. Scenografia przypomina tę z Ragazzo dell Europa: realistyczne fototapety, minimalistyczna bryła umieszczonego na scenie budynku, który w tym wypadku spełnia funkcję smart house’a, domu-komputera, realizującego żądania swojego właściciela. „Mieszkasz na targach nowych technologii – komentuje jeden z bohaterów. Dom, który powinien być przestrzenią intymną i prywatną, zmienia się w dostępne dla wszystkich nie-miejsce, będące pod stałą obserwacją czujnych urządzeń mających jak najszybciej reagować na potrzeby mieszkańca.

Cały spektakl opiera się na charakterystycznym dla nowoczesności napięciu między wnętrzem a zewnętrzem. Tak jak dom bohaterów przestaje być bezpiecznym schronieniem i rozpada się tam gdzie była ściana, jest dziura, znikają łóżka i inne sprzęty – tak zrywają się i zależności między znakami i znaczeniami. Dochodzi do rewolucji w postrzeganiu podmiotowości i sposobie konstruowania obrazu świata.

Mimo że punktem wyjścia Kalifornii/Grace Slick są rozpoznania akademickie, ich zrekonstruowanie nie byłoby wyczerpujące dla interpretacji spektaklu. O świeżości spojrzenia reżysera decyduje właśnie odrzucenie prymatu myślenia akademickiego i wybranie narracji, która zrównuje go z wieloma innymi dyskursami, a także charakterystyczny dla niego sposób budowania przedstawienia: nieliniowy, karnawałowo mieszający wysokie z niskim, nie rezygnujący z ironicznego dystansu do stawianych tez.

Pollesch skupia się na nieoczywistych źródłach cyberkulturowej współczesności. Odnajduje je w amerykańskiej kontrkulturze, rewolucji, która dała impuls do prac nad sieciami komputerowymi. Utopijne, mistyczne wspólnoty duchowe inspirowały do tworzenia sieci komunikacyjnych, których powstanie uczyniło świat informacyjną wioską. Współcześnie, w dobie globalnej ekonomii, istnienie oznacza bycie częścią sieci – rozprzestrzeniającą się informacją. Stąd w rozmowach bohaterów przekonanie o niesamoistności ich egzystencji. Czują oni przenikające i kształtujące ich wpływy zewnętrzne: narzucane i przyjmowane bezrefleksyjnie sugestie, zachowania związane ze stylem życia, seksualnością i wyznawanymi zasadami.

Największą atutem spektaklu jest charyzmatyczna obsada: Agnieszka Podsiadlik, Tomasz Tyndyk i Justyna Wasilewska doskonale oddają kondycję podmiotów zamieszkujących płynną ponowoczesność. Są znerwicowani, przerażeni i równocześnie zachwyceni sobą. Zakładając kolejne kostiumy, żonglują konwencjami i powtarzają się w nieskończoność w zamkniętym, autotematycznym zapętleniu, z którego nie ma ucieczki. Tak, jak jednostki, które utraciły zewnętrze, ponieważ wszystko, co było nie-ja”, stało się jedynie wytwarzanym przez podmiot rozszerzeniem jego samego, spektakl również nieustannie mówi sam o sobie, narcystycznie zmuszając widzów do przyjęcia i zaakceptowania prezentowanego im obrazu rzeczywistości.

Gęste i sugestywne przedstawienie rości sobie prawo do pełnej uwagi i zaangażowania ze strony odbiorców. I jest rzeczywiście niezrównane: dwie godziny mijają szybko, ciężko oderwać wzrok od wartkiej akcji scenicznej. Zawiłe wywody na temat networku, cyberkultury, selfie czy technologii zwieńczone zaktualizowaną wizją stworzenia świata, płynnie przechodzącą w proroctwo jego apokalipsy, zmuszają do ciągłej koncentracji. Całą tę obfitość podkreśla dodatkowo wspaniała scenografia i równie wspaniałe kostiumy. Po co to wszystko? Pollesch w gruncie rzeczy pisze esej – chaotyczny, nie szukający spójności, ale starający się uchwycić istotę zwrotu, który ukształtował naszą współczesność. Salę opuszcza się w oszołomieniu, które jednak szybko znika, pozostawiając po sobie jedynie przyjemne wspomnienie.

Ostatecznie nie jest to żaden nowy język teatralny. Niewiele zmieniło się w poetyce reżysera od jego pierwszego przedstawienia w TR Warszawa dziesięć lat temu. Ostentacyjna nowoczesność to jedynie dawno wypracowany artystyczny język. Jeśli estetyka Pollescha miała kiedykolwiek krytyczny pazur, to dawno już się stępił. Parodia zamieniła się w pastisz. Wprawdzie mistrzowski, ale sytuującego się gdzieś na obrzeżach aktualnych teatralnych poszukiwań. Może się to wydawać paradoksalne, ale postmodernizm jest już passé.

Ida Ślęzak, Teatralia Warszawa

Internetowy Magazyn „Teatralia, numer 220/2018

TR Warszawa

Kalifornia/Grace Slick

tekst i reżyseria: René Pollesch

scenografia, kostiumy: Nina von Mechow
asystentka reżysera: Karolina Gębska
inspicjentka: Katarzyna Gawryś-Rodriguez
kierowniczka produkcji: Katarzyna Białach

obsada: Agnieszka Podsiadlik, Tomasz Tyndyk i Justyna Wasilewska
fot. Magda Hueckel

Ida Ślęzak - studentka kulturoznawstwa i filozofii Uniwersytetu Warszawskiego