Apostazja to taki fajny event

Apostazja to taki fajny event

Siedem osób, każda z innym życiorysem. Ministrant, ksiądz, bizneswoman, onkolog, taksówkarz, młoda dziewczyna. Łączy ich jedno – postanowili wypisać się z Kościoła.

Scena Teatru Współczesnego na czas spektaklu przeistoczyła się w nawę świątyni. Jej środek/Posadzkę wyłożono dywanem. Po jego stronach ustawiono rzędy kościelnych ław. Surowych, drewnianych, bez oparć. Bo przecież wiadomo, że w kościele jest niewygodnie. Zwykle każą stać, albo klęczeć. Siedzenia bez oparcia tę niewygodę bardzo sugestywnie obrazują.

Siedem osób siedzi w kościelnych ławach i dzieli się swoimi wspomnieniami z dzieciństwa dotyczącymi kościoła. Jest węgielek z kadzidła, który ministrant niefortunnie wrzucił na sutannę proboszcza, głód mięsa w czasie Wielkiego Postu, zjedzona nielegalnie święconka w Wielką Sobotę. Później te wszystkie skrawki dziecięcych wspomnień łączą się w szum niezrozumiałych, wzajemnie się wykluczających/ zakłócających się monologów. Okazuje się, że każdy ma tych (związanych z kościołem i Kościołem) wspomnień bardzo wiele. Nakładają się na siebie, uzupełniają. Wszystkie mają charakter sentymentalny. Nie są raczej negatywne, przykre. Są niczym „kraj lat dziecinnych”, co zawsze zostanie „piękny i czysty jak pierwsze kochanie”.
Niestety tylko do pewnego momentu. Jedynie jako przebłysk dzieciństwa. Bo gdy człowiek wkracza w dorosłość, Kościół przestaje być anegdotą, przygodą, zwyczajem, ciekawą opowieścią. Dochodzi do konfrontacji i prawdziwej próby wiary. Bohaterowie Niewiernych, jak wprost sugeruje tytuł spektaklu, tej próby nie wytrzymują. Są przeciwieństwami Hioba. Dali za wygraną, ulegając typowym problemom współczesnego świata.

Dziewczyna, zafascynowana chrześcijańskim rockiem, przestała wierzyć, gdy dowiedziała się, że jest dzieckiem z in vitro. Ten wątek przedstawiono dość pobieżnie. Dla człowieka prawdziwe religijnego taka wiadomość nie powinna być powodem do buntu, a raczej do pokory. Jeśli wcześniej dziewczyna wiedziała, że in vitro wiąże się z grzechem, a zbuntowała się przeciw temu dopiero wtedy, gdy sama okazała się być owocem grzechu,  pozwala to wnioskować, że jej wiara ma charakter płytki i dewocyjny.

Co innego ksiądz Szymon, który popadł w niełaskę po zakosztowaniu homoseksualnej słabości. Tym bardziej, że duszpasterz usiłował walczyć ze swoją skłonnością, tłumacząc się samotnością i potrzebą bliskości drugiego człowieka. Nie przyjmował postawy roszczeniowej.

Samo zresztą przedstawienie postaci księdza Szymona było dramaturgicznym majstersztykiem. „Jestem Szymon, pracuję w jednej z największych korporacji na świecie, mamy kilkaset tysięcy pracowników i ponad miliard klientów. Nigdy nie wyłączam telefonu, zawsze jestem dostępny dla każdego klienta. Praca to całe moje życie. Zmęczenie? Tego nie było w umowie”. Taka autoprezentacja przywodzi na myśl wizerunek i charakterystykę pracy współczesnego biznesmana, przedstawiciela handlowego, freelancera. Ukazanie w ten sposób księdza może zaskakiwać w spektaklu pod tytułem Niewierni. Bo przecież ksiądz, spełniający takie właśnie warunki, wpisujące się we współczesne trendy, dostępny dla swoich owieczek 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, to pasterz idealny. Pasterz – team leader swojej parafii. Duchowy stachanowiec.  A jednak zmuszony został do aktu apostazji. Podobnie jak wielu ambitnych pracowników współczesnej korporacji, zniszczyła go samotność. Ten wątek to mocne działo wytoczone przeciwko celibatowi.

Jednak chyba najbardziej wiarygodnym emocjonalnie, zrozumiałym, wyważonym i jednocześnie najmocniejszym wątkiem Niewiernych była historia lekarki, pracującej na oddziale onkologii dziecięcej. „Jak może istnieć Bóg i pozwalać na cierpienie niewinnych dzieci?!” – pytanie zadawane tak często, że aż banalne.  Mimo to nadal pozostaje ono bez zadowalającej/satysfakcjonującej? odpowiedzi. Bo za taką wielu ludzi nie chce uznać doświadczenia Hioba. Tak, jak dla cioci Róży śmierć Oskara z arcydzieła Erica-Emmanuela Schmitta nie była zrozumiała, tak i dla onkolog jej najmłodsi pacjenci nie zasługiwali na cierpienie.

Mimo tych ciężkich, ale i po raz wtóry rzucanych pod adresem Boga oskarżeń, Niewierni wcale nie są spektaklem obrazoburczym i ideologicznie skierowanym bezkompromisowo w religię rzymskokatolicką. Artysta, przypominający casus Doroty Nieznalskiej, bez skrupułów wykorzystuje w swojej „sztuce” metodę szokowania kosztem symboli religijnych. I choć widownia szczerze śmiała się z opowieści o tym, jak tenże artysta w przebraniu motyla zakłócił procesję Bożego Ciała, przekaz był jasny – obrazoburczość jest często cynicznym środkiem stylistycznym obliczonym na poklask szerokiej publiki. Bo przecież Biedroń, Palikot, Środa, Szczuka, generalnie, „ciemny lud”, to kupi. Bo apostazja to taki „fajny event” mówiąc językiem współczesnej polskiej popkultury.

 Maciej Pieczyński, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn "Teatralia" numer 56/2013

 Kontrapunkt XLVIII Przegląd Teatrów Małych Form 2013

Teatr Łaźnia Nowa, Kraków
Niewierni
reżyseria: Piotr Ratajczak
scenariusz: Piotr Rowicki
scenografia: Grupa Mixer
ruch sceniczny: Arkadiusz Buszko
opracowanie muzyczne: Piotr Ratajczak
obsada: Przemysław Chojęta, Dariusz Fodczuk, Izabela Gwizdak, Joanna Król, Barbara Kurzaj, Paweł Pabisiak, Tomasz Pisarek
premiera: 8 listopada 2012

fot.  Tomasz Wiech