Angielski dżentelmen nigdy nie ucieka ( Doktor Dolittle)

Angielski dżentelmen nigdy nie ucieka ( Doktor Dolittle)

Jest przecież uosobieniem taktu, wdzięku i ogłady. Cywilizacji. Ten, którego można oglądać na scenie Teatru Groteska, nazywa się doktor Dolittle i wyszedł spod pióra niejakiego Hugh Loftinga w 1920 roku. Można by pomyśleć, że przez prawie sto lat coś się na świecie zmieniło. Ale nie, pełna sala dzieciaków i ja patrzymy, jak zespół teatru mentalnie odbywa – nomen omen – groteskową podróż w czasie.

Aby zarysować, jakimi drogami prowadzi nas ta podróż i dokąd w niej dochodzimy, konieczne będzie obszerne streszczenie. Zaczyna się niemal sielankowo. Nasz dobry doktor mieszka w małej mieścinie Puddelby, w bezczasie, który można jednak stosunkowo łatwo zidentyfikować jako pierwszą połowę XIX wieku. Wszyscy go lubią i szanują, co uzewnętrzniają w formie piosenek. Jest tylko jeden problem – Dolittle bardziej niż o pacjentów (a co za tym idzie – dochody) troszczy się o swoje zwierzęta. Niezwykle denerwuje to jego siostrę Sarę, która ma po dziurki w nosie wiecznego braku pieniędzy i brudu zostawianego przez pokaźną menażerię. Niemądra kobieta! Przecież zwierzęta to nasi przyjaciele. Naprawdę, chyba tylko pozbawione wyobraźni panie domu mogą przejmować się sprawami tak przyziemnymi, jak jego utrzymanie. „Zostawię Cię i wyjdę za mąż” – krzyczy sfrustrowana protekcjonalnym traktowaniem oraz brakiem innych perspektyw Sara. „To wyjdź!” odpowiada prostodusznie braciszek.

W obliczu materialnych kłopotów (oraz nagłego odejścia bezpłatnej pomocy domowej w osobie siostry) dwujęzyczna papuga Polinezja uczy Dolittle’a języka zwierząt, co pomaga mu w dokonaniu szybkiego przekwalifikowania na weterynarza i zdobyciu lokalnej sławy. Ta okazuje się sięgać dalej niż myślał, bo aż do Afryki. Nadchodzą stamtąd alarmujące wieści – tamtejsze małpy zapadły na nieznanego wirusa. Dzielny doktor wraz ze zwierzęcą kompanią, w skład której wchodzą: pies Jip, małpka Czi Czi, prosię Geb Geb, kaczka Dab Dab oraz Polinezja, ruszają na ratunek. Po długiej podróży dobijają w końcu do wybrzeży Afryki (po prostu do Afryki – która jak wiemy jest właściwie dużym krajem). Niemal natychmiast zostają złapani i uwięzieni przez lokalne plemię, choć w pierwszej chwili można odnieść wrażenie, że to chore małpy uradowane przybyciem doktora wybiegły go przywitać. Aktorzy grający przedstawicieli plemienia zachowują się bowiem niemal identycznie jak wierna towarzyszka lekarza – małpka Czi Czi. Nawet kostiumy mają podobne. Zwierzątko odróżnia właściwie tylko długi ogon i uszy.

To jeszcze nie koniec perypetii doktora. Udaje mu się co prawda uciec i uleczyć małpy, a nawet udzielić im pogadanki na temat higieny. Miejsce, gdzie stał i przemawiał oświecony człowiek zachodu, na wiek wieków znaczył będzie kamień – pomnik. Jak jednak dostać się z powrotem do domu, gdy statek rozbity, a po drodze czyhają żądni krwi tubylcy? Nieświadomie z pomocą przychodzi sam syn króla – Bumpo. Książę niczym Hamlet przechadza się z książką i wzdycha. A za czym tak wzdycha? Oczywiście chce być biały. Wszyscy bohaterowie powieści mają przecież białą skórę! Bumpo marzy o przygodach jak z rycerskiego romansu i podróży do Europy. Doktor przedstawia się jako potężny mag oraz oferuje się „wybielić” księcia – w zamian za jeden statek. Nie może co prawda zrobić tego permanentnie, wybiera więc klasyczne posunięcie pod tytułem „zamienił stryjek siekierkę na kijek”. Trzeba szybko uciekać, zanim książę się zorientuje. „Angielski dżentelmen nigdy nie ucieka, on tylko odchodzi bardzo szybko” – tym sentencjonalnym akcentem kończy się wizyta Dolittle’a w Afryce. Już niedługo wróci do domu i wyśpiewa na nasz użytek jeszcze jedną puentę, dla odmiany moralną, całej tej historii – myjcie ręce i traktujcie dobrze zwierzęta.

„Ale to tylko bajka dla dzieci! Ma już swoje lata, wtedy czasy były inne!” powie pewnie niejeden czytelnik tej recenzji. Zgadzam się – były inne. I tak się składa, że obecnie w teatrze tekst, na którym oparte jest przedstawienie, nie jest nietykalny. Z powodzeniem można go adaptować i zmieniać na potrzeby współczesnej widowni. Ta w Grotesce, przypomnę, składała się z grupy wiekowej obejmującej młodych ludzi od przedszkola do około drugiej klasy podstawówki. W baśniowym świecie przedstawienia dla dzieci może się wydarzyć prawie wszystko. Czy naprawdę musi się przydarzać serwowany zupełnie bezrefleksyjnie rasizm i seksizm? Nie musi, wiek powieści lub konwencja teatralna nie są tu żadnym wytłumaczeniem.

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 111/2014

Teatr Groteska w Krakowie

 Doktor Dolittle

Jerzy Jan Połoński na podstawie oryginału The Story of Doctor Dolittle Hugha Loftinga

reżyseria: Jerzy Jan Połoński

scenografia: Marika Wojciechowska

projekcje multimedialne: Małgorzata Zwolińska, Dawid Kozłowski

muzyka: Marcin Partyka

choreografia: Jarosław Staniek

asystent reżysera: Lech Walicki

asystent choreografa: Natalia Stanińska

inspicjent: Marek Stawowczyk

obsada: Wojciech Czarnota (Doktor Dolittle), Monika Filipowicz (Prosiątko Geb-Geb), Diana Jędrzejewska (Papuga Polinezja/Pirat), Oliwia Jakubik (Sowa Tu-Tu/Dzikus/Małpa/Pirat), Katarzyna Kopczyk (Kaczka Dab-Dab), Katarzyna Kuźmicz (Sara/Książe Bumpo/Dzikus/Małpa/Pirat), Iwona Olszewska (Małpka Czi-Czi/Pirat), Adam Godlewski (Krokodyl/Pirat), Paweł Mróz (Pies Jip), Lech Walicki (Handlarz/Król Jolliginek/Małpa/Jaskółka), Bartosz Watemborski (Dwugłowiec/Kataryniarz/Dzikus/Małpa)

premiera: 4 października 2014

fot. Piotr Kędzierski

Aleksandra Spilkowska – ur. 17.08.1992, studentka wiedzy o teatrze i krytyki literackiej, gdańszczanka mieszkająca w Krakowie.