Alkohol, bary, kina (Szklana menażeria)

Alkohol, bary, kina (Szklana menażeria)

Po Wenus w futrze Jan Nowara po raz kolejny bierze na warsztat utwór, który doczekał się wielu adaptacji teatralnych i filmowych. Szklana Menażeria Tennessee Williamsa w nowym przekładzie Jacka Poniedziałka (bo o niej mowa) to spektakl, obok którego nie można przejść obojętnie. Dosłownie. Nowara tak stara się zbliżyć teatr do widza, że osoby zajmujące miejsca na widowni otaczającej ze wszystkich stron zaimprowizowaną scenę, mogą potknąć się o niewielkie figurki  – tytułową szklaną menażerię.

Poczucie, że znajdujemy się w  niezamieszkanej przestrzeni, a nie w domu na przedmieściach narasta, gdy jeden z głównych bohaterów – Tom Wingfield (w tej roli gościnnie Mateusz Marczydło) zaczyna spacerować wśród porozrzucanych przedmiotów.

A wszystko to przy dźwiękach swojego głosu puszczanego z offu. Ten sposób wprowadzenia postaci wywołuje wrażenie umowności miejsca i czasu spektaklu. Jednak monolog, w którym Tom w metaforyczny sposób opisuje sytuację swojej rodziny, to tylko poetyckie intro do dalszych scen przedstawiających prozaiczną rzeczywistość Wingfieldów – zaborczej, sfrustrowanej matki Amandy (Anna Demczuk) i chorobliwie nieśmiałej siostry Laury (Joanna Baran).

W swojej adaptacji sztuki Williamsa Nowara podkreśla, że przyczyny frustracji głównych bohaterów tkwią w ich trudnej sytuacji ekonomicznej, ale robi to w sposób pełen empatii, jakby chciał przenikliwie pokazać złożoną sytuację osób, które próbują odnaleźć się w skomplikowanej kapitalistycznej rzeczywistości. Mamy więc Toma, wrażliwego młodego człowieka, poetę, pracującego w hurtowni butów, aby utrzymać swoja rodzinę I jego wycofaną siostrę, która musiała przerwać naukę w szkole biznesu z powodu nerwicy żołądka. Jej głównym zajęciem jest dbanie o kolekcję szklanych zwierzątek. Matka zajmuje się sprzedażą prenumerat książkowych. Ze sposobu, w jaki namawia potencjalne klientki do kupna, widać, że to ona jest osobą, która zachęca swoje dzieci do zajęcia się biznesem. Niestety, ani Tom ani Laura nie chcą lub nie mogą zrealizować jej niespełnionych ambicji. Sceny, w których matka próbuje wymusić na swoim synu, aby awansował w hurtowni butów, są jakby wyjęte z życia wielu współczesnych rodzin. Amanda zachowuje się jak typowy rodzic, który nie rozumie, dlaczego jej dziecko odrzuca możliwość stabilnego zatrudnienia na rzecz pogoni za ułudą. Odwołuje się do jego ambicji, kwestionuje  niechęć do monotonnej. lecz stabilnej pracy w hurtowni. Gdy Tom odpowiada, że pragnie przeżyć przygodę, matka  ripostuje: dla wielu młodych mężczyzn przygodą jest właśnie ich praca. Dla bohaterów Szkalnej menażerii praca i kariera nie są sposobem wyjścia z ekonomicznego lub emocjonalnego kryzysu. Boleśnie uświadamia to sposób, w jaki została poprowadzona postać Jima O’Connora (Michał Chołka) – kolegi Laury i Toma z czasów szkolnych. Jim wygląda i zachowuje się jak współczesny młody człowiek, który stara się wcielić w życie rady rozmaitych coachów i trenerów. W przeciwieństwie do chaotycznego Toma ma wyważone, opanowane ruchy i wzbudzający zaufanie uśmiech. Studiuje wieczorowo dwa kierunki – komunikację społeczną i elektronikę, a w dzień pracuje w hurtowni obuwia marząc, że pewnego dnia obejmie kierownicze stanowisko. Jim ma jednak wiele obaw dotyczących przyszłości. Tę niepewność swojego bohatera Chołka świetnie odgrywa w scenie, w której Jim próbuje podnieść na duchu dawno niewidzianą Laurę. W swoim monologu używa zwrotów brzmiących jak hasła z motywacyjnej power speech. Jednak słowa Jima przestają brzmieć wiarygodnie, gdy na jaw wychodzi jeden szczegół z jego życia – Jim ma dziewczynę. Chołka bardzo dobrze pokazuje zażenowanie i zagubienie swojej postaci – zmienia ton głosu na cichszy i lekko schyla głowę.

Nie bez powodu w programie spektaklu umieszczono fragment Skowytu Allena Ginsberga rozpoczynającego się słynnym zdaniem: „Widziałem najlepsze umysły mego pokolenia zniszczone szaleństwem, głodne histeryczne nagie”. Przedstawienie Nowary jest częściowo ukłonem w stronę nadwrażliwych, często nieprzystosowanych jednostek, o których pisze Ginsberg. Patrząc na kreację Mateusza Marczydło nie można oprzeć się wrażeniu, że budując swoją postać, szukał inspiracji o wiele dalej niż w latach czterdziestych, w których rozgrywa się akcja dramatu Williamsa. Tom w jego wykonaniu nosi klasyczną skórzaną kurtkę, spod której jednak wystaje współczesna bluza z kapturem, a  w pewnym momencie gra na gitarze elektrycznej i nawet emituje beatbox. Można zaryzykować stwierdzenie, że Tom Marczydły łączy w sobie cechy wielu współczesnych buntowników. Z wyglądu przypomina Jamesa Deana, ale również zachowuje się jak Kurt Cobain, szukający ukojenia w chropowatych dźwiękach, które wygrywa na swojej gitarze. W chwilach kłótni Tom również przypomina zbuntowanego chłopaka, stawiającego się w totalnej opozycji do wartości wyznawanych przez swoją matkę – zwłaszcza w scenie, w której Amanda sugeruje mu, że pije na mieście zamiast spędzać czas z rodziną. Tom nie polemizuje z nią, lecz parodiuje narkotyczne konwulsje w rytm uworu Feel Good Hit of the Summer zespołu Queens of the Stone Age, w którym w szaleńczym tempie wymienione są nazwy różnych środków psychoaktywnych. A wszystko to przy projekcjach wyświetlanych na ekranach, ustawionych na specjalnych podwyższeniach dookoła sceny autorstwa Marcina Pawełczaka. Ten fragment spektaklu jest podwójnie bolesny. Unaocznia konflikt pomiędzy matką i synem oraz uzmysławia trudne do przezwyciężenia pokoleniowe różnicowe pomiędzy dziećmi i rodzicami. Amanda w wykonaniu Demczuk jest przecież nie tylko roszczeniową matroną, ale również doświadczoną  przez los kobietą, która pragnie dla swoich dzieci lepszego życia. Demczuk świetnie odgrywa emocjonalne dwuznaczności swojej postaci, ale robi to w tak subtelny sposób, że w jej kreacji nie ma nic z teatralnej sztuczności.

W spektaklu Nowary muzyka (opracowanie muzyczne – Paweł Nafus) jest przede wszystkim „wyzwalaczem” emocji. Gdy Amanda zaczyna wspominać okoliczności spotkania swojego męża, odbywa swoisty emocjonalny trip, przy akompaniamencie oniryczno-transowej   muzyki. Projekcje żonkili – które mają dla niej wielką wartość sentymentalną – uzupełnione wibrującymi dźwiękami wywołują wręcz sensualne wrażenia łąki pełnej kwiatów.

Również utwory Nicka Cave’a bardzo dobrze komponują się z treścią poszczególnych scen. Gdy Laura dowiaduje się, że Jim O’Connor, w którym podkochiwała się w liceum, ma dziewczynę, w tle słychać utwór Henry Lee, o mężczyźnie rozdartym między dwoma kobietami. Te muzyczne wstawki nadają przedstawieniu współczesny koloryt, ale jednak niektóre sceny aż proszą się o solidną dawkę jazzu. W spektaklu jest tylko jeden fragment,
w którym możemy usłyszeć motyw jazzowy. A przecież końcówka lat czterdziestych , w których toczy się dramat Williamsa, to okres rozkwitu między innymi bebopu.

Mimo tego, że w Szklanej Menażerii w adaptacji Nowary próżno doszukiwać się atmosfery oryginału, jest ona warta obejrzenia z co najmniej kilku powodów: porusza wciąż aktualne problemy społeczne, takie jak strach przed wykluczeniem, nieumiejętność radzenia sobie z życiem. A przede wszystkim w poetycki i nie nachalny sposób pokazuje, że garść coachingowych frazesów nie wystarcza, aby znaleźć swoje miejsce w świecie. Czasami jak mawiał Tom Wingfield trzeba „uciec dalej niż na księżyc”.

 

 

Katarzyna Bolec, Teatralia Rzeszów

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 201/2017

 

Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

Tennessee Williams

Szklana menażeria

reżyseria: Jan Nowara

przekład: Jacek Poniedziałek

scenografia: Magdalena Gajewska

opracowanie muzyczne: Paweł Nafus

Multimedia: Marcin Pawełczak

plastyka ruchu scenicznego: Tomasz Dajewski

obsada: Anna Demczuk, Joanna Baran, Michał Chołka, Mateusz Marczydło

premiera: 6 maja 2017

fot. Maciej Mikulski