Akropolis (wy)myślane

Akropolis (wy)myślane

Rok chyli się ku końcowi, ale sezon w Starym Teatrze dopiero się zaczął. To idealny moment, żeby zaprezentować nowy spektakl – Akropolis w reżyserii Łukasza Twarkowskiego. Na premierę, jak można było oczekiwać, ściągnęły tłumy. Widzowie zawzięcie dyskutowali – a to komentując nowinki teatralne, a to przewidując, co zobaczą za chwilę.

Scena szarzy się i srebrzy. Po prawej stronie znajduje się wielki, oszklony budynek z dwoma pomieszczeniami. Po lewej – długa, ukośna ściana, mozaika krzemowa złożona ze srebrzystych kawałków. Przed nią, bliżej rampy, rozciągnięta na ziemi mata gimnastyczna, czyli siedzisko w różowo-czarne pasy. Ponad wszystkim – monumentalny ekran, który nie zasłania widoku, ale przyćmiewa pozostałe elementy scenografii. I to wszystko. Pozornie. Okazuje się bowiem, że plac Szczepański, kulisy, pomieszczenia dla aktorów i tylna część sceny to taka sama przestrzeń gry, jak ta widziana z teatralnego fotela. Za pośrednictwem mediów twórcom udało się poszerzyć odbiorczą perspektywę.

Dlaczego Akropolis? Wiadomo tylko, że dyrekcja konsekwentnie realizuje program poświęcony Swinarskiemu, a co za tym idzie – jego niedokończonym lub zaledwie zaplanowanym realizacjom. Po teksty uważane za niesceniczne sięga się dziś coraz częściej, również ze względu na zasobność zaplecza technicznego. Mając takie możliwości, Twarkowski mógł czytać tekst z większą śmiałością.

Wiele scenicznych sytuacji reżyser wyświetla na ekranie. Dotyczy to zarówno tych rozgrywających się w niewidocznej przestrzeni, w głębi sceny, obudowanej starymi kasetami, jak i tych zza kulis. Widzimy nagrania zachowań lub rozmów „obnażonych” przed nami postaci. W ciekawy, czasem bardzo udany sposób wykorzystano technologię cyfrową, uzyskując między innymi niesamowity efekt odrealnienia w przedstawianiu pomników z początku dramatu. To, co z założenia nieprzedstawialne (na przykład duchy), pojawia się jako element bazy danych. Zdarza się, że za zapis cyfrowy odpowiadają sami aktorzy. Zbigniew Kaleta (co ciekawe, podobną funkcję pełnił w Factory Lupy) wciąż nosi ze sobą kamerę, a rejestrowany przez nią obraz widać na dużym ekranie. Zabieg ten sprzyja uzyskaniu podwójności percepcji.

Twarkowski potraktował tekst z dużym subiektywizmem – wybrał z oryginału zaledwie ułamek. Skrótowo, wręcz niesprawiedliwie przetworzył pierwszą i czwartą część. Ta początkowa wybiórczość sprawia, że gubi się poetyckość słowa. W porównaniu z ogromnym dynamizmem bijącym z dzieła Wyspiańskiego, gra w teatrze jawi się jako statyczna. Wraz z kolejnymi aktami wzrasta tempo opowiadania. . Wydaje się, że właściwa historia to opowieść postaci z arrasów: bohaterów spod Troi i biblijnej rodziny Jakuba. Problemy swoistej ontologii wysuwają się tutaj na pierwszy plan, dając aktorom możliwość popisu. Mocną stroną przedstawienia jest ich kunsztowna gra – kamera rejestruje wszystkie drgające mięśnie, każdy ruch.

Plan rzeczywisty – ludzie i miejsca, tu i teraz – rozmywa się w nagraniach. Wszechobecne medium odwraca uwagę od Wyspiańskiego. Niewątpliwie ogromna siła cyfrowego obrazu uwypukla pewne założenia samego autora. Ale czy nie zaczynamy tęsknić za „nażywością”, kiedy ekran całkowicie zasłania scenę?

Kaja Podleszańska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 81/2013

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Akropolis

Stanisław Wyspiański

reżyseria: Łukasz Twarkowski

dramaturgia: Anka Herbut

scenografia: Piotr Choromański

muzyka: Bogumił Misala

obsada: Iwona Budner, Bogdan Brzyski, Małgorzata Gałkowska, Zbigniew Kaleta, Marta Ojrzyńska, Zbigniew Ruciński, Małgorzata Zawadzka, Paweł Kruszelnicki, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik

premiera: 30 listopada 2013

fot. Magda Hueckel

Kaja Podleszańska – rocznik 1992. Studentka teatrologii na UJ, feministka, miłośniczka szeroko pojętej literatury i zdrowego jedzenia, lubi słońce, mieszka w Krakowie.