Ach, co to był za ślub!

Gdyby sporządzić ranking motywów pojawiających się najczęściej w tekstach (pop)kultury, uroczystość zawarcia związku małżeńskiego zajęłaby w nim z pewnością jedno z czołowych miejsc. Wystarczy rzut oka na ramówkę programu telewizyjnego dowolnie wybranej komercyjnej stacji w szczególnie atrakcyjnym czasie antenowym. Perypetie Hugha Granta i Andie MacDowell, którzy muszą odwiedzić cztery wesela i jeden pogrzeb, by w końcu odkryć, że sami powinni stanąć przed ołtarzem, w świąteczny wieczór nie tylko bawią, ale też skłaniają do refleksji. A co z naszymi rodzimymi produkcjami? W przypadku Wesela Wojtka Smarzowskiego czy Weselnej polki Larsa Jessena (film zrealizowany w koprodukcji polsko-niemieckiej) ciśnie się na usta słynne Gogolowskie: „Z czego się śmiejecie? Sami z siebie się śmiejecie!”. Niestety, oglądając Wieczór kawalerski Pawła Pitery na scenie krakowskiego Teatru Bagatela, trudno o refleksje natury egzystencjalnej, psychologicznej czy socjologicznej. Można tylko cichutko westchnąć nad (marną) kondycją polskiej rozrywki.

Przestrzeń ukształtowana została na podobieństwo wielkiego domku dla lalek. Scenę wyobrażającą hotelowy apartament, przedzielono na dwa pomieszczenia za pomocą cienkiej ścianki. Przez wycięte w niej drzwi co chwilę przechodzą (a raczej przebiegają) aktorzy, żywo gestykulując i wypowiadając każde słowo groteskowym, nienaturalnym tonem. Wszystko po to, by zmienić bieg wydarzeń, nieuchronnie prowadzący do wielkiego skandalu…Intryga komedii jest prosta: po upojnym wieczorze kawalerskim Maurycy (Maurycy Popiel) budzi się w apartamencie dla nowożeńców, niczego nie pamiętając. Towarzyszy mu nieznajoma kobieta (Justyna Schneider), w dodatku nieubrana, co sugeruje prawdopodobny przebieg wydarzeń z zeszłej nocy. Aby zatrzeć ślady swojej jednorazowej niewierności, spowodowanej notabene nadmierną konsumpcją napojów wyskokowych, ukrywa ją w łazience i prosi, by odgrywała rolę pokojówki. Po chwili w apartamencie zjawiają się kolejno drużba Tomasz (Marek Kałużyński), Hala (Anna Rokita) – pracownica hotelu i, co najgorsze, Sandra (Ewelina Starejki) – narzeczona Maurycego.

Komizm sytuacji polega na ciągłych pomyłkach i stałym komplikowaniu intrygi, którą, logicznie rzecz biorąc, można by było rozwiązać w ciągu kilku minut. Doskonale widoczny jest tu mechanizm pozornie niewinnego kłamstwa, pociągającego za sobą lawinę następnych, zmuszając postaci do rozpaczliwego szukania wyjść awaryjnych i spontanicznego wchodzenia w rozmaite role. Tomasz bierze Halę za dziewczynę do towarzystwa, z którą spędził noc Maurycy. Zmusza ją następnie do odegrania roli jego partnerki przybyłej na wesele w charakterze osoby towarzyszącej, by zamydlić oczy nieprzeczuwającej niczego Sandrze. Zamknięta w łazience Ala okazuje się być tak naprawdę… nową przyjaciółką drużby, z którą pokłócił się bezpośrednio przed wyjściem na imprezę. Gdy sprawa wychodzi na jaw, zaczyna robić się nieciekawie, a czas nagli. Biała suknia po ostatnich poprawkach jest już gotowa do założenia, winietki na stołach porozkładane, a kościelne dzwony zaczynają bić dwunastą… Jedynie pan młody ociąga się z włożeniem ślubnego garnituru. Rozwój sytuacji skłania Maurycego do refleksji nad trafnością swojej decyzji o wejściu na nową drogę życia.

Podczas tych osobliwych przegotowań do ceremonii zaślubin na scenie obserwujemy całą galerię ludzkich postaw i zachowań. Choć kilka minut po godzinie dwunastej zatriumfować ma miłość, jakoś nie widać jej w spektaklu Pitery. Zamiast tego mamy materialistyczne podejście do ślubu i wesela, sprowadzające wszystko do idealnie leżącej sukni, wizytówek na stołach, tortu, spektakularnej podróży poślubnej i kilku przaśnych hitów z kategorii Złotego krążka i Cudownych rodziców mam, wyśpiewywanych przez Sandrę głosem o nienaturalnym rejestrze. Maurycy gorączkowo próbuje ukryć swoją niewierność przed narzeczoną, dzielnie sekunduje mu w tym Tomasz. Hala, mało atrakcyjna i nierozgarnięta pokojówka o nieco chrapliwym śmiechu i kanciastych ruchach, wykazuje natomiast dużą dozę kobiecej solidarności – robi wszystko, by uknuty przez chłopców plan spalił na panewce, a Sandra dowiedziała się prawdy. Schematyczną i przerysowaną postacią jest także Ala, skromna i nieśmiała dziewczyna, odkrywająca, czym jest miłość, dopiero po przeżyciu „ważnej chwili” z zamroczonym wódką nieznajomym. Całości dopełniają nadopiekuńcza matka panny młodej (Alina Kamińska), odziana w landrynkowy kostiumik i kapelusz z szerokim rondem, odpowiednim raczej na garden party u Elżbiety II i pan Konik (Krzysztof Bochenek), właściciel hotelu – wydawać by się mogło, jedyny rozsądny pośród całego towarzystwa. Niestety, żadna z wymienionych ról nie zachwyca. Aktorzy sprawiają wrażenie, jakby grali w szkolnym kabarecie niezbyt wysokich lotów. Biegają, tupią, krzyczą, piszczą, nadają swoim głosom drażniący, nienaturalny ton, śmieją się sztucznie i równie denerwująco. Mityczny talent komediowy nie ujawnia się tak naprawdę u żadnego z nich. A szkoda, bo Wieczór kawalerski mógłby być sztuką przyciągającą do teatru widzów chodzących właśnie „na aktorów”. Wbrew temu publiczność sprawiała wrażenie bawiącej się znakomicie. Sala wybuchała gromkim śmiechem przy pojawiających się aż nazbyt często seksualnych aluzjach i innych dość niewyszukanych żartach, zupełnie jak w telewizyjnym sitcomie. No cóż, takie są chyba wyznaczniki sukcesu w teatrze komercyjnym. Ma być głośno, jaskrawo, z przytupem i z pieprzem. Żeby zasiąść w fotelu po ośmiu godzinach spędzonych za biurkiem i po prostu nie myśleć.

Katarzyna Misiuk, Teatralia Kraków
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 51/2013

Teatr Bagatela im. Tadeusza Boya-Żeleńskiego w Krakowie

Robin Hawdon

Wieczór kawalerski

tłumaczenie: Elżbieta Woźniak

reżyseria: Paweł Pitera

scenografia: Joanna Schoen

obsada: Ewelina Starejki, Maurycy Popiel, Marek Kałużyński, Justyna Schneider, Anna Rokita, Alina Kamińska, Krzysztof Bochenek

premiera: 23 czerwca 2012

fot. Piotr Kubic

Katarzyna Misiuk (ur. 1989), studentka teatrologii, absolwentka filologii germańskiej. Z „Teatraliami” związana od 2012 roku. Interesuje ją teatr zabierający głos w sprawach ważnych i aktualnych. Miłośniczka tanga argentyńskiego.