Abecadło próżności

Abecadło próżności

Tegoroczna edycja Międzynarodowego Festiwalu Teatru Lalek i Animacji Filmowych dla Dorosłych Lalka Też Człowiek wywraca utarte schematy do góry nogami po to, aby i widz dorosły mógł poznać, a także w pełni docenić świat lalek.

Jeśli gdzie ważną jest rzeczą być wielkim, to przede wszystkim w złem. Plwa się na małego oszusta, lecz nie można odmówić pewnego rodzaju szacunku wielkiemu zbrodniarzowi; jego odwaga cię zdumiewa, jego okrucieństwo wprawia cię w drżenie. We wszystkim ceni się jedność charakteru – tak o „innej” moralności pisał Denis Diderot w dziele Kuzynek mistrza Rameau. Czy słowa te mogą stanowić odpowiedź na pytanie, dlaczego postać Don Juana przetrwała do dziś? Co jest w niej tak pociągającego, że nie podzieliła losu wielu średniowiecznych bohaterów, nie zniknęła w otchłani niepamięci? Dlaczego wciąż możemy oglądać kolejne adaptacje poświęconego jej dzieła?

Na pozór historia jak jedna z wielu: Don Juan Tenorio, szlachcic hiszpański, wiedzie ciekawe życie w Sewilli, słynie z uroku osobistego, egoizmu i przedmiotowego traktowania kobiet. Jego postać tak bardzo inspiruje dramaturga Tirsa de Molina, że umieszcza ją w utworze dramatycznym Zwodziciel z Sewilli i kamienny gość z 1630 roku. Dopiero 35 lat później powstaje dzieło Moliera – po to, aby historię Don Juana, na której oparta jest inscenizacja Teatru Pleciuga, opowiedzieć na nowo. Tym razem komedia ma być odpowiedzią na ostrą krytykę Molierowego Świętoszka.

Spektakl Don Juan, czyli… w reżyserii Aleksieja Leliavskiego, w wykonaniu aktorów szczecińskiego teatru, urzeka odważnym dowcipem i stylem. Widz poszukujący tradycyjnej formy z zakurzonych rycin opuści salę teatralną z uczuciem rozczarowania, choć zdawało się, że Teatr Lalek Pleciuga podaje danie lekkostrawne nawet dla laika. Tymczasem nawet fizyczna konstrukcja bohaterów ma niewiele wspólnego z tradycyjną lalką teatralną. Dziś widz wie, jak rozumieć znane powiedzenie mówiące o tym, że wszystko należy robić najprościej jak to możliwe, ale nie prościej. Forma, dialogi, muzyka i „rzeźba” postaci będą o tym przypominać do końca spektaklu – oszczędna w formie scenografia jest wystarczającą oprawą do całej historii; perfekcyjnie dobrana muzyka wprowadza widza w nastrój, towarzyszy wzlotom i upadkom hiszpańskiego półszlachcica.

Postać Don Juana z wielką finezją animuje Rafał Hajdukiewicz. Sama lalka urzeka formą, łamie stereotyp przystojnego, umięśnionego amanta i herosa. Widz odnajduje w niej raczej bezczelnego, śmiesznego i, niestety, mało inteligentnego fircyka. Don Juan, czyli… bardziej przypomina współczesną powierzchowną ars amandi, w której już coraz rzadziej chodzi o to, aby ścigać i podążać bezszelestnie za celem, krok w krok, a coraz częściej o to, by… go dopaść.  Tak krótkoterminowy cel zmusza do dużego wysiłku i szybkiego działania. Tysiące komplementów, miliony pustych gestów wskazujących na pełne zaangażowanie – to wszystko powoduje, że ofiara nie zdąży się obronić. Ulega.

Na uwagę zasługuję również postać wiernego towarzysza Don Juana, Kawalera, i animujący ją Mirosław Kucharski.Nic nie wydaje się tak wzniosłe ani wielkie jak w oryginalnym dziele. Obrazy miejsc i charaktery postaci są zniekształcone i śmieszne. Przez ten zabieg reżyser ściąga XVII-wiecznych bohaterów na ziemię, ożywia i zrównuje ich ze zwykłymi śmiertelnikami. Najodważniejsze dzieło Moliera w nowej odsłonie nie wydaje się już tak śmiałe. Nie budzi też tylu kontrowersji, co interpretacja Jana Buchwalda w warszawskim Teatrze Współczesnym (Don Juan, czyli Kamienny Gość), która pozostawia widza z uczuciem zgorszenia i chęcią potępienia bohatera.

W inscenizacji Leliavskiego widz nie dostrzeże bluźniercy, wyuzdanego moralnie niegodziwca, gotowego na wszystko drapieżcy, a jedynie zabawnego libertyna lub żartownisia. Czy to zabieg teatralny? Czy może to znak dzisiejszych czasów, wskazujący, jak trudno widza zaskoczyć i zgorszyć? Czy w ogóle można mówić o zmianie czasów? W końcu człowiek od zawsze popełnia te same błędy i walczy z tą samą słabością, marnością charakteru. Egzekutywa jest nieograniczona; bohater nie zna znaczenia słów: „odpowiedzialność”, „konsekwencja”, a tym bardziej słowa „kara”. Czas spędzony z Don Juanem zmusza do odpowiedzi na najprostsze pytania, o których niewielu pamięta: w co wierzymy? Czy istnieje i jest możliwa moralność poza religijnym światem? Jak wygląda nasza wolność „do”, a jak – wolność „od”? Ilu jest świadomych istnienia tych dwóch kategorii wolności? To tylko niektóre z wielu pytań, jakie muszą wybrzmieć po tym – z pozoru tylko towarzyskim – spotkaniu z Don Juanem.

Przewrotna komedia kończy się w momencie, kiedy bohater za grzechy pychy i kłamstwa płaci śmiercią. Umieranie jest równie trywialne co jego żywot. Ostatnią pieśń bohaterowie nucą mu na trąbkach znanych z przyjęć dla dzieci. Wraz ze śmiercią Don Juana rodzi się jego mit. Mit o odpowiedzialności. Tej indywidualnej i tej zbiorowej. Bo za jego klęskę odpowiedzialni są wszyscy, którzy z cichą akceptacją obserwowali jego podboje.

Chciałoby się powtórzyć za Pedrem Calderonem de la Barkiem: upadek nie powinien odbierać chwały uprzedniemu wyniesieniu. Tylko powiedz, Don Juanie, gdzie to Twoje wyniesienie?

Katarzyna Rokicka-Hanusz, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 40/2013

VII Międzynarodowy Festiwal Teatru Lalek i Animacji Filmowych dla Dorosłych „Lalka Też Człowiek” 14–20 listopada 2012, Warszawa

Teatr Lalek Pleciuga w Szczecinie

Molier

Don Juan, czyli…

na podstawie przekładu Tadeusza Boya-Żeleńskiego

adaptacja: Karel Makonj, Karel Vostárek

reżyseria: Aleksiej Leliavski

muzyka: Jacek Wierzchowski

inspicjentka: Marzena Heropolitańska

scenografia: Aleksander Wochromiejew

obsada: Katarzyna Klimek, Marta Łągiewka, Rafał Hajdukiewicz, Mirosław Kucharski

premiera: 5 listopada 2011

Katarzyna Rokicka Hanusz – absolwentka Psychologii UJ, doktorantka na UwB. Wcześniej w Dzienniku Teatralnym, dziś w Teatraliach. Nieustannie w drodze.