13 przewidywalnych scen z życia (Miłość po łotewsku)

13 przewidywalnych scen z życia (Miłość po łotewsku)

Na przystanku autobusowym, na plaży, w bufecie, w szkole, szpitalu, w ciasnym mieszkaniu czynszowym, a nawet na dachu – wszędzie tam dzieje się Miłość po łotewsku Alvisa Hermanisa. Zespół Teatru Nowego z Rygi został zaproszony na wrocławski festiwal Świat miejscem prawdy. Prawda w spektaklu Hermanisa wybrzmiewa już w pierwszych minutach, kiedy aktorzy czytają autentyczne anonse towarzyskie. Z kolejnymi minutami coraz bardziej wierzymy w miłosne historie bohaterów.

Pięciu aktorów, bez charakteryzacji i kostiumów, wychodzi na scenę i siada na krzesłach ustawionych przed publicznością. Każdy z nich czyta po kilka prasowych ogłoszeń matrymonialnych, nie siląc się na szczególną interpretację – publiczność co chwila wybucha śmiechem, bo taka treść nie wymaga już aktorskich ozdobników. Zabawny początek (biorę za pewnik, że brak powagi w tego typu ogłoszeniach widzimy niemal wszyscy) może sugerować dalszy ciąg – przypuszczenie, że będziemy świadkami perypetii par, które odnalazły swoje szczęście w rubryce „Poznam Panią/Pana”, podczas spotkań zainicjowanych przez biuro matrymonialne. W istocie takie podejrzenie niewiele mija się z prawdą, co dla niektórych widzów – zwłaszcza tych, którzy opuścili Centrum Kongresowe w trakcie jednej z przerw (spektakl trwał prawie cztery godziny) – świadczyło o porażce reżysera. „Nie ma w tym nic zaskakującego!” – skarżyła się głośno jedna z pań. Według mnie przewidywalność tego spektaklu jest jego siłą napędową, mowa jest przecież o miłości, uczuciu wciąż ubieranym w te same słowa i sytuacje, nieważne, w jakim kraju i języku ma ono miejsce. Sceny z Miłości po łotewsku są znajome dla polskiej publiczności i łatwo dają się przełożyć na rodzime realia.

Przedstawienie podzielone jest na trzy akty, a wewnątrz nich na sceny „miłosne” rozgrywane zazwyczaj dwójkami (wyjątkiem jest sytuacja w gabinecie dyrektorki, po balu bożonarodzeniowym w Domu Kultury, w której – jak czytamy w opisie spektaklu – „każdy widz sam decyduje, czy partner aktorki w tej scenie jest niewidzialny czy fikcyjny”; a także kilkuosobowa scena z wieczorku tanecznego). Muzyczne przerwy w akcji (plus dwie sceny z zespołem w składzie muzyk i piosenkarz) dają czas na zmianę scenografii – poszczególne sceny rozgrywają się na innym tle (odpowiednio: plaża, krajobraz wiejski, dworzec autobusowy, klasa szkolna itd.), namalowanym na płaskim płótnie, którego realizm dopełnia trójwymiarowy element – czasami krzesło lub cały plastikowy zestaw z baru szybkiej obsługi, ławka, szkolna albo taka jak na wiejskim przystanku PKS-u. Obraz, który widać na drugim planie, to wnętrze mieszkania z końca ubiegłego wieku: meblościanki wypełnione książkami, kanapa, ława, telewizor, dywan. W codziennych okolicznościach spotykają się autorzy towarzyskich ogłoszeń, aby skonfrontować medialne wizerunki z rzeczywistą ofertą.

Co Alfie – zamężnej kobiecie, która przyznaje się do znużenia i monotonii, a szuka kogoś, kto wybierze się z nią do Teatru Narodowego – może zaproponować Ralfs, stary kawaler, śpiewak w miejscowym chórze i właściciel kilkudziesięciu par kapci, z których każda ma swoją historię? Albo emerytowany Alberts, który został sam po śmierci żony i potrzebuje kogoś, kto zrobi mu pranie i będzie dla niego gotował, zagwarantuje Dzidrze, dla której istotny jest każdy szczegół: znak zodiaku mężczyzny, marka jego telewizora, wysokość opłaty za czynsz? I odwrotnie – co może dać mu emerytka nałogowo rozwiązująca krzyżówki, która liczy na pomoc wtedy, gdy poczuje się źle lub upadnie? Sentymentalnie rzecz ujmując, będzie to świadomość bliskości drugiego człowieka, bo na prawdziwą (o ile zgodzimy się na taki truizm) miłość z anonsu w codziennej gazecie chyba nie warto liczyć. Hermanis, korzystając z podatnej ku temu materii, sam nie boi się popaść w sentymentalizm. Wszystkie sceny aranżuje w taki sposób, aby przez wierzchnią warstwę „miłości z ogłoszenia” przebijała mocna refleksja o istocie tego uczucia – czy zawsze przybiera podobną formę, kim jest człowiek, który szuka miłości w rubryce „Ogłoszenia drobne” i co przez nią rozumie.

W spektaklu są liczne momenty, kiedy za pomocą prostych środków technicznych (kostiumy dopracowane w najmniejszych szczegółach, zabawnie dobrane rekwizyty typu worek z kapciami) oraz aktorskich (zróżnicowana gestyka, charakterystyczność postaci), reżyser i znakomity pięcioosobowy zespół Teatru Nowego (Baiba Broka, Vilis Daudziņš, Ģirts Krūmiņš, Guna Zariņa, Kaspars Znotiņš) osiągają świetny efekt. W sumie przedstawienie składa się z trzynastu scen (tu warto przypomnieć sobie liczbę aktorów) i tylu historii, opartych na autentycznych doświadczeniach. Twórcy przeprowadzili liczne wywiady i spotkania z Łotyszami. Mini-fabuły, dotyczące ludzkich kontaktów, uczuć, samotności i nieporadności, zbliżają odbiorców do ich bohaterów: zdziwaczałego artysty, który maluje tylko kobiece akty z jabłkiem; nieudacznika Ugisa, który wierzy w pracę motorniczego, bo przecież „to ma perspektywy”; nieżyciowej bibliotekarki, która bardziej sobie radzi w literackiej fikcji niż w prawdziwych relacjach z innymi. Łatwo jest poczuć sympatię do tych postaci – łatwo uwierzyć Hermanisowi i jego aktorom.

Lokalny koloryt jest wyraźny w wielu opowieściach: malarz, z którym spotyka się balerina, w Związku Sowieckim doświadczył represji ze względu na swoje poglądy; jeden z mężczyzn opowiada nowopoznanej kobiecie o swoim doświadczeniu: na terenie ZSRR instalował centrale telefoniczne, a jego zakład upadł po zmianie systemu; często wskazuje się na Rygę jako miejsce wydarzeń (Ines wraca tam po prezentacji książki, ale na przystanku spotyka znajomego fotografa) albo pokazuje rozpoznawalne sceny, np. biblioteczkę przeciętnego Łotysza (scena w kawalerce Ralfsa) lub Festiwal Pieśni i Tańca (w notce o spektaklu czytamy jego pełny opis: „W festiwalu, który odbywa się raz na 4-5 lat, uczestniczą amatorskie chóry i zespoły tańca ludowego. W koncercie zamknięcia bierze udział około 15000 śpiewaków”). Mimo wyraźnej koncentracji na historycznych realiach kraju warto zadać pytanie, czy jest to faktycznie „spektakl o Łotwie i Łotyszach”, jak chcą twórcy? Zbyt dobrze znamy sceny (z autopsji lub opowiadań) z Miłości po łotewsku: czytanie młodzieńczej poezji na dachu kilkupiętrowego budynku, z butelką taniego wina i w towarzystwie pierwszej miłości, nudne (ale wspólne) plażowanie, podrywanie na tanecznych wieczorkach i szkolne zauroczenia nie tylko w rówieśnikach. Banalne sytuacje, rozpoznawalne i wpisane w niemal każdy życiorys obojętne: Łotysza czy Polaka – tworzą nie tylko znajomą aurę wokół przedstawienia, ale też jego realistyczną oprawę. Prawda w tym spektaklu nie ogranicza się do pierwszej sceny z autentycznymi anonsami towarzyskimi (w co oczywiście nie musimy do końca wierzyć). Prawdziwy jest charakter relacji międzyludzkich, o których mówią twórcy, a jeśli przy tym przewidywalny – to świadczy o powtarzalnej formie niektórych ludzkich zachowań. Obojętne – Łotyszy czy Polaków.

Karolina Wycisk, Teatralia
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 40/2012

II Międzynarodowy Festiwal Teatralny Świat miejscem prawdy, październik – listopad – grudzień 2012
Teatr Nowy z Rygi
Miłość po łotewsku
AUTORZY: Alvis Hermanis, Guna Zariņa, Baiba Broka, Vilis Daudziņš, Ģirts Krūmiņš, Kaspars Znotiņš
REŻYSER: Alvis Hermanis
SCENOGRAFIA I KOSTIUMY: Monika Pormale, KOMPOZYTOR: Jēkabs Nīmanis
AKTORZY: Baiba Broka, Vilis Daudziņš, Ģirts Krūmiņš, Guna Zariņa, Kaspars Znotiņš
MUZYK: Jēkabs Nīmanis
ŚPIEWAK: Andris Keišs
PERUKI I CHARAKTERYZACJA: Sarmīte Balode, Ilze Trumpe
REŻYSERIA ŚWIATEŁ: Krišjānis Strazdīts
DŹWIĘK: Gatis Builis
ŚWIATŁO: Lauris Johansons
MALARZE: Kristīna Guršpone, Ingrīda Suharevska, Reinis Liepa, Juris Gribulis
KIEROWNIK SCENY: Zane Staņa
GARDEROBA: Brigita Grīnfelde
KIEROWNIK PROJEKTU: Elīna Adamaite
Wideo You Moved Me
MUZYKA: Ainars Mielavs, Gints Sola
TEKST: Ainars Mielavs
REŻYSERIA WIDEO: Alvis Hermanis
OPERATOR: Andrejs Rudzāts, PROJEKTANTKA: Kristīne Jurjāne
polska premiera: 15 grudnia 2012